Piast miał zlecieć z hukiem, a dziś bliżej mu do pucharów

3 godzin temu

Co może się wydarzyć, gdy spotykają się ze sobą dwie najlepsze defensywy ligi i jednocześnie dwie z czterech najsłabszych ofensyw w całej stawce? Według logiki Ekstraklasy, najpewniej jakieś 3:3. Dziś jednak najlepsza liga świata nie kierowała się swoimi unikalnymi regułami i obejrzeliśmy nudne 1:0.

Czasem jest tak, iż doskonale wiesz, co wydarzy się za pięć minut. Kiedy oglądasz słaby film akcji, gwałtownie się orientujesz, kto zabił głównego bohatera. Siedząc na słabej randce, przewidujesz w myślach, na jaki temat zejdzie rozmowa. I tak dalej, i tak dalej. No to taki był ten mecz. Zaskakujący jak to, iż w lutym jest plucha i trzeba chodzić w kurtce.

Piast Gliwice – Wisła Płock 1:0. Defensywny mecz

Jednocześnie to nie był klasyczny paździerz. Mamy na myśli to, iż niewielką liczbę ciekawych akcji nie determinowała pierdołowatość piłkarzy, a zaplanowana strategia trenerów. Obaj szkoleniowcy zejdą po meczu do szatni i stwierdzą: – Panowie, zadania wykonane bez zarzutu. Myśliwiec pochwali przy tym za wynik, a Misiura rzuci coś w stylu, iż taki jest futbol.

Głupi ten, kto się łudził.

I tak jesteśmy zaskoczeni, iż zobaczyliśmy jakiekolwiek trafienie. W zasadzie powinny być dwa, ale w pierwszej połowie wyborną interwencją popisał się Twumasi. Wyborną, bo Rogelj najpierw kopnął w Placha, potem w poprzeczkę, aż piłka trafiła pod nogi Sekulskiego, któremu wystarczyło dobić na prawie pustą bramkę. Strzał oddał, ale w obrońcę Piasta, który ofiarnie się rzucił, zasłaniając jak najwięcej bramki.

W pierwszej połowie lepsza była Wisła, w drugiej bardziej podobał nam się Piast. I gol to ukoronowanie lepszego momentu gliwiczan. Vallejo pograł z Felixem, obaj zrobili sporo drobnych, hiszpańskich ruchów, by na końcu ten drugi strzelił w środek bramki (ale to wystarczyło, bo Leszczyński poszedł w ciemno). Pomysłem Piasta na to spotkanie było oddanie jak największej liczby strzałów z obrębu szesnastki. Większość z nich była bez sensu, kilka poszło w randomowych kierunkach, ale ten jeden się opłacił. Mądrzy eksperci stwierdzą, iż to był właśnie mecz do jednej bramki.

Wisła musi zaatakować

Wiśle zabrakło planu B. W drugiej połowie nie wyprowadziła żadnej ciekawej akcji, a łącznie przez 45 minut oddała tylko dwa strzały. Trochę mało, przyznacie, zwłaszcza iż przez dwadzieścia minut goniła wynik (to znaczy: w teorii goniła, tak się mówi, w rzeczywistości tego nie robiła). Jak już w doliczonym czasie gry Sekulski miał piłkę na głowie, to uderzył nad bramką. W ten sposób podopieczni Misiury przerywają wyborną serię jedenastu meczów bez porażki w Ekstraklasie, która stała się klubowym rekordem.

Trudno będzie Wiśle walczyć o puchary (o co niektórzy ją podejrzewają), jeżeli nie będzie potrafiła zaatakować w takich meczach. Piast z kolei ma już sześć punktów przewagi nad strefą spadkową i… tylko pięć punktów straty do miejsc premiowanych pucharami.

I za to szacunek, bo jesienią pachniało spektakularnym spadkiem.

Noty wkrótce.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

  • Haditaghi zapowiadał TOP3 w okresie 26/27. Ale w której lidze?
  • Kowal apeluje do kibiców Legii: Dajcie spokój piłkarzom!
  • Krótka przerwa lidera? Wiemy, kiedy czołowy strzelec wróci do gry

Fot. newspix.pl

Idź do oryginalnego materiału