Rok temu podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym wybuchła największa afera w historii skoków narciarskich. Wykrył ją dziennikarz Sport.pl, Jakub Balcerski. Chodziło o manipulacje przy zachipowanych kombinezonach. Norweska ekipa omijała w ten sposób przepisy dotyczące wymiarów strojów - im są one większe, tym dalej latać mogą skoczkowie.
REKLAMA
Zobacz wideo Tajna broń polskich skoczków na igrzyska? "Zobaczycie"
W wyniku tej afery zawieszeni zostali dwaj zawodnicy - Marius Lindvik oraz Johann Andre Forfang. Okres ich zawieszenia przypadł jednak na Letnie Grand Prix. Obaj startowali od początku bieżącego sezonu Pucharu Świata, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Poważniejszą karę poniósł między innymi norweski trener Magnus Brevik.
Tak skoczkowie obchodzą przepisy
Minął rok i okazuje się, iż skoczkowie mogli znaleźć nowy sposób na powiększanie swojego sprzętu. O wszystkim informuje brytyjski Guardian, powołując się na doniesienia Bilda. Chodzi o pomiar kombinezonu w kroku. Obecnie, stroje szyte są na podstawie skanów 3D skoczków. Wysokość kroku zależna jest od najniższego punktu genitaliów. Zdaniem Niemców, skoczkowie starają się sztucznie wydłużyć swoje przyrodzenie. Przywołane są dwa sposoby.
Zobacz też: Igrzyska jeszcze się nie zaczęły, a Włosi już nie wytrzymali. Oto efekt
Jeden jest nieinwazyjny - zawodnicy przed pomiarem mają umieścić w bieliźnie glinę. Druga metoda jest bardziej drastyczna. Mówi się bowiem, iż skoczkowie mieliby wstrzykiwać sobie do penisów kwas hialuronowy. "Taka iniekcja nie jest wskazana z punktu widzenia medycznego i jest obarczona ryzykiem" twierdzi doktor Kamran Karim, cytowany przez Bild.
WADA reaguje na "penisgate"
Na takie doniesienia zareagowali przedstawiciele Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Prezydent WADA, Witold Bańka, zapowiedział działania kontrolne. "Skoki są bardzo popularne w Polsce, więc mogę obiecać, iż przyjrzę się sprawie" - stwierdził.
Konkretniejszą opinią na temat "penisgate" podzielił się dyrektor generalny WADA, Olivier Niggli. "Nie orientuję się do końca w skokach narciarskich, więc nie wiem, jak to może poprawiać wyniki. o ile jednak cokolwiek byłoby na rzeczy, sprawdzimy, czy można uznać to za doping. Nie zajmujemy się innymi sposobami na poprawę wyników sportowych. Sprawdzilibyśmy, czy takie zachowania podpadłyby pod tę kategorię" - powiedział.
W czwartek 5 lutego po raz pierwszy na obiektach w Predazzo zaprezentują się skoczkowie. O godzinie 20:00 swoje pierwsze skoki oddadzą Kamil Stoch, Kacper Tomasiak oraz Paweł Wąsek. Trener polskiej ekipy, Maciej Maciusiak, zapowiada, iż jego zawodnicy przyjechali do Włoch "w optymalnej formie".

2 godzin temu












