W sobotę w niemieckim Landshut otworzymy już trzydziesty drugi sezon cyklu Grand Prix. W dotychczasowej historii zmagań o miano najlepszego żużlowca globu niezwykle rzadko zdarzało się, aby okazję do sprawdzenia się na salonach w roli stałego uczestnika mieli 20-latkowie. Jak do tej pory miało miejsce to zaledwie trzykrotnie. Wiele wskazywało na to, iż ten stan rzeczy nie zmieni się także w roku 2026 – pierwotnie bowiem Nazar Parnicki był nominowany do pełnienia roli jedynie pierwszego rezerwowego. Na kilka tygodni przed startem cyklu, z rywalizacji wycofał się jednak Tai Woffinden, więc młody reprezentant Ukrainy naturalnie wskoczył w jego miejsce. Tym samym żużlowiec Fogo Unii Leszno zostanie pierwszym od 16 lat 20-latkiem stałym uczestnikiem serii. Przyjrzymy się zatem poczynaniom jego poprzedników.
Antonio Lindback – 10. miejsce w okresie 2005
Urodzony w brazylijskim Rio de Janeiro zawodnik osiągał niemałe sukcesy jako młodzieżowiec. Już w 2003 roku zdobył brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Europy Juniorów, natomiast prawdziwy przełom nastąpił rok później. Wówczas Lindback wywalczył srebrny medal w krajowym czempionacie w rywalizacji seniorskiej, a do tego miał okazję do debiutu w dorosłej reprezentacji Szwecji. Wraz z kolegami zawiesił na swojej szyi złote medale, a Lindback dołożył do dorobku swojego zespołu dziewięć punktów w finale. Do tego otrzymał szansę startu jako dzika karta w turnieju Grand Prix Skandynawii w Goteborgu. Ciężko go jednak uznać za udany – Szwed dojeżdżał do mety na czwartym i trzecim miejscu, co zgodnie z ówczesnym regulaminem oznaczało eliminację z zawodów. Lepiej sobie natomiast poradził w eliminacjach – w duńskim Vojens, gdzie nieoczekiwanie wywalczył przepustkę do cyklu na sezon 2005.
Miał przebłyski
Mało doświadczonemu 20-latkowi nikt nie dawał większych szans na dobre wyniki w rywalizacji z najlepszymi żużlowcami świata. Lindback jednak w pierwszym turnieju we Wrocławiu spisał się fantastycznie – wjechał aż do finału, w którym zajął czwarte miejsce. Nieco słabiej, aczkolwiek przez cały czas solidnie spisywał się w kolejnych zmaganiach – dwukrotnie zdobywał po osiem punktów. Trochę gorzej poszło mu natomiast w słoweńskim Krsko, gdzie dopisał do swojego dorobku jedynie trzy „oczka”. Nieoczekiwanie jednak na stadionie w Parken w Kopenhadze przebił swój wynik z Wrocławia i po raz pierwszy w karierze stanął na podium – w finałowej gonitwie zajął trzecie miejsce. Wówczas w klasyfikacji generalnej zajmował piątą lokatę ze stratą piętnastu punktów do pozycji medalowej.
W dalszych zmaganiach spuścił mocno z tonu i ani razu już nie wszedł do półfinałów, a w Bydgoszczy choćby zaliczył przysłowiową „olimpiadę”. Ostatecznie Lindback zakończył sezon na dziesiątym miejscu, gromadząc na swoim koncie 71 punktów.


Emil Sajfutdinow – 3. miejsce w okresie 2009
Emil Sajfutdinow od najmłodszych lat uchodził za ogromny talent. Szerszej publiczności pokazał się już w 2006 roku, kiedy to miał okazję zadebiutować w polskiej lidze w barwach bydgoskiej Polonii. Do Polski polecił go inny żużlowiec „Gryfów”, Andreas Jonsson, który był oczarowany młodym Rosjaninem, z którym spotkał się w lidze rosyjskiej. Sajfutdinow gwałtownie rozkochał w sobie bydgoską publiczność niezwykle efektowną jazdą pod balotami toru przy Sportowej 2. W parze z efektownością szła też efektywność – młodzieżowiec sięgnął w latach 2007-2008 po dwa tytuły indywidualnego mistrza świata juniorów, co zostało dostrzeżone przez BSI, ówczesnego promotora cyklu Grand Prix. Niespełna 20-letni zawodnik otrzymał stałe zaproszenie na zmagania w okresie 2009.
Lepszego debiutu Sajfutdinow nie mógł sobie wymarzyć – na praskiej Markecie nie tylko dotarł do finału, ale choćby zdołał go wygrać. Dwa tygodnie później w Lesznie spisał się znacznie słabiej i wydawało się wówczas, iż podobnie jak Lindback cztery lata wcześniej, będzie plasował się w środku stawki. Nic bardziej mylnego. W kolejnych zawodach bowiem Sajfutdinow powtórzył sukces z Pragi i na Ullevi w Goteborgu odniósł drugie zwycięstwo. Nie obyło się wówczas jednak bez kontrowersji – w pierwszym podejściu do finału 20-latek uderzył w koło jadącego przed nim Nickiego Pedersena. Nieoczekiwanie jednak sędzia wykluczył z biegu Duńczyka i w finale Sajfutdinow niezagrożenie pomknął po sześć punktów. Po trzech turniejach Rosjanin zajmował drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, ze stratą sześciu „oczek” do Jasona Crumpa.
Napisał historię
W kolejnych pięciu zawodach Rosjanin punktował na solidnym poziomie, choć jednak nie potrafił przebić już bram finału. Wystarczyło to na utrzymanie się na pozycji medalowej. W słoweńskim Krsko natomiast Sajfutdinow napisał historię, wygrywając wszystkie siedem wyścigów, odnosząc tym samym trzecie zwycięstwo w sezonie. Bagaż dwudziestu czterech punktów pozwolił mu na przesunięcie się na drugą pozycję w klasyfikacji generalnej. Na dwa turnieje przed końcem miał dziesięć „oczek” przewagi nad trzecim Tomaszem Gollobem. Mimo to, Sajfutdinow nie zdołał obronić tej zaliczki – Polak kapitalnie spisał się w Terenzano i Bydgoszczy, więc 20-latek musiał zadowolić się brązowym medalem, tracąc do Golloba sześć punktów.

Tai Woffinden – 14. miejsce w okresie 2010
Tai Woffinden, podobnie jak wyżej wymienieni zawodnicy, również dość gwałtownie zaczął odnosić sukcesy – już choćby w 2008 roku, mając na karku zaledwie 18 lat, potrafił z powodzeniem ścigać się w seniorskiej kadrze dość silnej drużyny brytyjskiej. Mimo to, stała dzika karta dla Woffindena na starty w cyklu Grand Prix była dość dużym zaskoczeniem. Złośliwi mówili w kuluarach o niepisanej zasadzie mówiącej stanowiącej o obecności co najmniej dwóch Brytyjczyków w stawce.
O występach Woffindena w elicie tak naprawdę jednak nie można napisać zbyt wiele. 20-letni wówczas żużlowiec bowiem zdecydowanie odstawał od reszty uczestników. najważniejszy wpływ na to miała z pewnością śmierć jego ojca, o czym w swojej autobiografii wspomniał sam zawodnik, który popadł w tamtym czasie w spory kryzys formy. Ostatecznie więc Woffinden w jedenastu turniejach zdobył jedynie czterdzieści dziewięć punktów, tylko raz meldując się w czołowej ósemce. Cały cykl zakończył na czternastej pozycji, wyprzedzając jedynie w klasyfikacji generalnej Emila Sajfutdinowa, który opuścił siedem turniejów ze względu na kontuzję.


Jak dalej potoczyły się ich kariery?
Co jednak ciekawe, paradoksalnie największe osiągnięcia z tego grona ma na swoim koncie Tai Woffinden. Brytyjczyk gwałtownie powrócił do cyklu i w latach 2013-2020 zdobył aż sześć medali – trzy złote, dwa srebrne i jeden brązowy. Łącznie zwyciężył jedenaście turniejów, a trzydzieści sześć razy stanął na podium. w tej chwili jednak z uwagi na liczne poważne kontuzje jest jednak tylko cieniem samego siebie sprzed lat.
Emil Sajfutdinow wszedł do cyklu razem z drzwiami, jednak nigdy nie udało mu się przebić osiągnięcia z debiutanckiego sezonu. Dwukrotnie je wyrównał – w sezonach 2019 oraz 2021. Trzeba jednak zaznaczyć, iż w przeszłości przez kilka lat nie startował w cyklu, a od 2022 roku w ogóle nie ma takiej możliwości z racji na blokadę ze strony FIM. Mimo to, od lat prezentuje bardzo solidną formę, w rozgrywkach ligach przez cały czas trzymając się ścisłej czołówki.
Jeśli chodzi o Antonio Lindbacka, o zmaganiach życiowych Szweda można napisać całą książkę lub nakręcić niezwykle interesujący film. Ze czysto strony sportowej natomiast Lindback przez długi czas raczej jedynie aspirował do światowej czołówki niż faktycznie się w niej znajdował. Łącznie przez dziesięć sezonów był stałym uczestnikiem cyklu, a jego najlepsze osiągnięcie w klasyfikacji generalnej to siódme miejsce w sezonach 2012 oraz 2016. Łącznie zwyciężył trzy rundy, a szesnastokrotnie stanął na podium.
Nazar Parnicki



![Sprint F2 w Miami i drugi wyścig Sztuki w Eurocup-3 [Live stream]](https://powrotroberta.pl/wp-content/uploads/2026/03/unnamed-33-scaled-e1772928288401.jpg)











