Oto hasła dopingujące biegaczy, które burzą maratońską ścianę! Znajdziesz tam swoją ex i ogień z d..y

1 dzień temu
Zdjęcie: maraton


Ból jest chwilowy, wpis na Stravie zostanie na zawsze, a jeżeli padniesz, zatrzymam ci Garmina. Poza tym, ręce luźno i wydłuż krok, bo koniec jest blisko. Hasła dopingujące biegaczy na trasie bawią i motywują, aby cisnąć, pomimo migających na czerwono kontrolek bezpieczeństwa.

Maraton nowojorski nazywany jest największą uliczną imprezą na świecie. Rokrocznie uczestników ma tam wspierać milion – rozlokowanych na 42 kilometrach – kibiców. W minionym roku, statystycznie, oznaczałoby to 16 fanów na jednego biegacza. Choć do klimatu zza oceanu przez cały czas trochę nam brakuje, to warto docenić fakt, iż nad Wisłą coraz więcej osób decyduje się spędzać niedzielne poranki, dodając otuchy poskramiaczom kilometrów. A pomagają w tym – poza wuwuzelami – dopingujące hasła, które potrafią zdjąć z twarzy największy grymas bólu.

Jakbyś uciekał przed swoją ex

Istnieje cała seria haseł odwołujących się do tzw. dawania nogi, drapaka albo gwarowego dyla. A uciekać można z wielu powodów. Podczas ubiegłorocznego maratonu nowojorskiego jeden z kibiców trzymał tabliczkę z napisem: run like Cuomo is behind you. Chodziło o gubernatora Andrew Cuomo, który ustąpił ze stanowiska po oskarżeniach o molestowanie 11 kobiet.

Ponadto kibice na transparentach zachęcają, aby pędzić, jakby gonił nas były partner albo uciekać równie szybko, jak miliarderzy przed płaceniem podatków. Przeczytać też można, aby brać nogi za pas, jakby obrabowało się Luwr.

Słabi z matmy też kibicują

W humorze cenię prostotę dlatego ze wszystkich haseł, które widziałem, pisząc ten artykuł najbardziej rozbawiła mnie pani w USA, która trzyma baner z wielkim napisem: WHY? To jest jedno z tych pytań, z którym każdy biegacz musi się zderzyć co najmniej raz w życiu i tłumaczyć, iż biegam, bo mnie ludzkość… A poza tym, jak przyjdą zombie…

„Uśmiechnij się, jeżeli nie masz na sobie majtek” – taki transparent trzyma natomiast kibicka uwieczniona przez obsługę foto na jednym z biegów w Warszawie. I roześmiana jest przy tym szeroko, więc pewnie zna temat z autopsji. Poza tym kibice lubią zadawać pogrążonym w długodystansowym cierpieniu egzystencjalne pytania: „Czy darmowy banan był tego wart?”, „Dokąd wszyscy tak biegną?”, albo też bardzo życiowe, jak: „Dla kogo nowe paznokcie?”, „Zadzwonić Ci po Ubera?”.

Urocze są wszelkie scenki w duecie. Zwłaszcza patent na robienie sobie jaj z pogrzebu. W tym scenariuszu na 5 kilometrze maratonu jeden z kibiców trzyma transparent z hasłem „już prawie jesteś!”. Mężczyzna stojący obok na tabliczce informuje natomiast, iż jego kumpel „jest slaby z matmy”.

Dlaczego randka w Warszawie to zło?

Kibice rozstawieni na trasach maratonów, połówek i szybkich piątek lubią przypominać zmagającym się z grawitacją, iż sami są sobie winni. „Mogliście wybrać szachy” – to przekaz, który na 30 km potrafi rozbawić aż do skurczu żuchwy i rozgonić cegłówki z maratońskiej ściany.

„Jeśli myślisz, iż masz ciężko, to spróbuj pójść na randkę w Warszawie” – takim transparentem postanowiła zachęcić do zaiwaniania pewna niewiasta w stolicy. Nie do końca łapię, dlaczego randka w Warszawie miałaby być taka straszna. A może chodzi o to, iż samo zorganizowanie romantycznego pitu pitu nad Wisłą to mission impossible? Zachęcam do dzielenia się doświadczeniami w sekcji komentarzy. Najciekawsze opublikujemy na Instagramie.

Tak nawiasem mówiąc wątek związkowy to nieodzowny element kibicowania biegaczom. „Zostań moim mężem. Czekam na mecie”, „Szukam męża z ładnymi łydkami” – to tylko część matrymonialnych transparentów z ubiegłorocznego maratonu warszawskiego. Dziewczyny, trzymamy kciuki za pozytywne rozwiązanie!

„Remember, you paid for this”

„Teraz już z górki”, „kolka to stan umysłu”, „teraz biegnij, kupa później”, „lecisz stary jak na grilla po browary” – kreatywność biegowych kibiców nie zna granic. A gdy wszystko zostanie okraszone wuwuzelami, klekotkami i gromkim „dajesz!” – można rzeczywiście dać z wątroby i popędzić po życiowe wyniki.

Co ważne, każdy biegacz może liczyć na doping. Nie trzeba wcześniej obdzwonić rodziny i przyjaciół, iż w weekend startujesz i żeby przybyli bladym świtem, podziwiać jak na 18 kilometrze oblewasz się na bufecie izotonikiem. „Dawaj nieznajomy!” – to jedno z bardziej popularnych haseł w kraju i za granicą, które trafia na transparenty.

I na koniec tego wątku trzy kwiatuszki o lekkim zabarwieniu ironicznym, które hołubię: „Przynajmniej nie jesteś w pracy” oraz jakże prawdziwe „Pamiętaj, zapłaciłeś za to”. Można się też przebrać za panią śmierć z kosą w jednej ręce i hasłem „koniec jest bliski” w drugiej.

Rodzina, trener i doping technologiczny

Jeśli żona i dzieci jeszcze nie znienawidzili cię za niewinne hobby w rajtuzach, przybędą z odsieczą, aby dopingować w dniu próby. „Tato szybciej, nudzi nam się” – taki transparent trzymał chłopiec podczas 36. Maratonu Warszawskiego. Nic prawdziwszego już w tym artykule nie przeczytacie.

Osobną kategorią dopingujących są trenerzy. Od nich nie usłyszysz, żeby pędzić, bo na mecie czeka pizza, ale: luźno ręce! Ręce luźno! Rytm! Rytm! Kleisz! Wydłuż krok! Trzymaj to! Trzymaj! Albo klasyczne: To jest bieg?! To jest czołganie się, a nie bieg!

Istnieje cały segment haseł nawiązujących do biegowej technologii. „Devil wears Strava”, „Jeśli padniesz zatrzymam ci Garmina”. Poza tym: „ból przemija, wpis na Stravie trwa wiecznie”, a „Garmin i tak powie, iż bezproduktywne”.

Do tego klasyczne „Ogień z d..y” i można biec ku satysfakcji, bo przecież po to właśnie to robimy. A może jednak dla bananów za friko i zapoznania kogoś z ładnymi łydkami? Powodów jest tyle, ilu biegaczy. Powód by dopingować jeden, zasadniczy: strapionych pocieszyć.

Idź do oryginalnego materiału