Niektórzy fani FC Porto prawdopodobnie jeszcze stali w kolejce po jedzenie lub picie albo byli na przedmeczowej wizycie w toalecie, gdy usłyszeli wybuch euforii na Estadio do Dragao. Minęło ledwie 13 sekund, a piłkę do siatki wpakował Oskar Pietuszewski. Co prawda pierwotna euforia trwała krótko, bo sędzia pokazał spalonego, a ofiarny strzał na wślizgu kosztował Polaka zderzenie żeber ze słupkiem. Na szczęście obie sprawy zakończyły się pomyślnie. Skrzydłowy się nie połamał, a analiza VAR wykazała, iż o 6 centymetrów uniknął spalonego i gola uznano.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki o transferze Kapuadiego: To po prostu pokaz siły Widzewa. Ale przepłacili
Pietuszewski błysnął klasą i to nie tylko sportową
Był to nie tylko pierwszy gol naszego skrzydłowego dla FC Porto, ale także najszybszy gol strzelony na Estadio do Dragao (w 1995 roku dla "Smoków" również w 13. sekundzie trafił Ljubinko Drulović, ale to było jeszcze na Estadio das Antas, starym stadionie Porto, dziś już niestniejącym). Warto jednak odnotować, iż Polak błysnął klasą także w trakcie celebracji. Uniósł bowiem w górę jedną z klubowych koszulek, a potem się przeżegnał. Jego zachowanie nie było rzecz jasna przypadkowe.
Rywale w walce o skład? Owszem, ale przede wszystkim ludzie
Była to bowiem koszulka Borjy Sainza. Hiszpański skrzydłowy, główny rywal Pietuszewskiego w walce o miejsce w składzie, nie mógł zagrać z Aroucą. Powodem była niestety śmierć jego matki. Piłkarz udał się do ojczyzny na jej pogrzeb, a Polak postanowił oddać hołd jemu oraz przede wszystkim jego zmarłej mamie. Kibice FC Porto zrobili to samo, tylko później. Konkretnie w 17. minucie (Sainz gra z nr 17), gdy na stadionie rozległa się głośna owacja.
Nie jest pewne, kiedy Hiszpan powróci do gry. Natomiast do następnego meczu wiele czasu nie ma. Porto czeka bowiem pierwsze starcie półfinałowego dwumeczu w Pucharze Portugalii. "Smoki" we wtorek 3 marca o 21:45 zmierzą się na wyjeździe ze Sportingiem Lizbona.

3 godzin temu







