W 2022 r. serca polskich kibiców zabiły mocniej. Adam Silver ogłosił, iż San Antonio Spurs z numerem 9 wybrali w drafcie 19-letniego Polaka. "Pięciokrotni mistrzowie z trenerską legendą na ławce, klub, w którym zawsze ceniono wartościowych graczy spoza Ameryki - tak można opisać San Antonio Spurs, drużynę, do której trafił Jeremy Sochan" - pisał dziennikarz Sport.pl Piotr Wesołowicz.
REKLAMA
Zobacz wideo Gortat o pracy w NBA: Starałem się to udowodnić każdemu trenerowi - władzę trzeba zdobyć
Noculak mówi wprost. "Trener ma w nosie Sochana"
Niecałe cztery lata później w Spurs nie ma już legendy trenerskiej Gregga Popovicha. A lada moment może nie być również Sochana. Czas Polaka w Spurs dobiega końca. Przyczyn tej sytuacji poszukaliśmy z Mirosławem Noculakiem, który NBA zna jak własną kieszeń. Jej mecze komentuje na co dzień na antenie Eurosportu.
Filip Macuda: Marc Stein poinformował, iż Spurs dali przedstawicielom Jeremy'ego Sochana wolną rękę w poszukiwaniach nowego klubu przed tegorocznym trade deadline. Czy to porażka Sochana, czy może klubu?
Mirosław Noculak: Marc Stein to znany dziennikarz, który ma ucho we adekwatnym miejscu. To jest sytuacja bardzo złożona i trudno ją ocenić jednoznacznie. Jesteśmy za daleko, żeby to dokładnie oceniać, a prawdy się do końca nie dowiemy, bo nikt jej nie wyjawi. Moje spostrzeżenia są następujące: Sochan był ulubionym graczem Gregga Popovicha, a nie jest Mitcha Johnsona. Mitch Johnson ma w nosie Sochana. Uważa, iż to nie jest zawodnik, który może istotnie zmienić grę jego zespołu.
San Antonio Spurs mierzą wysoko w tym roku. Johnson postawił na atak i w związku z tym nie widzi miejsca dla Jeremy’ego Sochana, którego umiejętności w ataku, mówiąc delikatnie, są skromne. Jeremy jest w staroświeckim znaczeniu graczem zadaniowym – takich graczy jest już niewielu. Jest uważany za świetnego obrońcę, ale w ataku nie ma techniki meczowej. Nie potrafi zrobić w pełnej szybkości czegoś, co dawałoby korzyści w ataku. Ani nie ma rzutu z dystansu, ani nie ma rzutu z półdystansu. Ewentualnie w szybkich atakach, ale też pamiętamy te sytuacje, kiedy nie trafiał sam na sam z koszem. o ile Jeremy Sochan nie podniesie tych umiejętności atakowania, to będzie przeciętnym graczem. Nie ma w dzisiejszej, nowoczesnej koszykówce – w NBA przede wszystkim – miejsca dla graczy tzw. zadaniowych. To stary podział, kompletnie nietrzymający się dzisiejszych realiów.
To jest oczywiście moja opinia, ale po prostu gracze rezerwowi – kiedyś nazywani zadaniowymi – mają taki sam zasób umiejętności jak liderzy. Świadomie nie używam tutaj słowa "gwiazda", bo to jest termin dziennikarski. Jestem trenerem i takich terminów nie używam. U mnie istotny zawodnik jest liderem, a nie gwiazdą. To jest sytuacja taka, iż Jeremy nie ma tych umiejętności, a dziś szósty, siódmy, dziewiąty, dwunasty gracz potrafi to samo co lider zespołu. Tylko ma mniej talentu.
Jeremy ma w tym względzie – jeżeli chodzi o fundamenty – istotne braki i jeżeli ich nie nadrobi w trybie pracy wakacyjnej z niesamowitym mozołem, to marnie widzę jego przyszłość w NBA. Mówię tu o byciu pełnowartościowym graczem, na co wskazywałby numer draftu, z którym go wybrano.
Wielu kibiców Spurs utyskuje, iż zespół jest czasem - mówiąc kolokwialnie - zbyt grzeczny. Sochan idealnie by tę lukę wypełnił. Trener uważa inaczej. Dlaczego?
- Spurs są dziś trzecią obroną ligi, a mówimy to na podstawie wskaźnika na 100 posiadań – on jest najczęściej używany do analiz siły zespołu. jeżeli chodzi o atak, są na dziewiątym miejscu. Tu jest pewien rozdźwięk. jeżeli spojrzymy na największego rywala w Konferencji Zachodniej, czyli Oklahoma City Thunder, z którą mają doskonały bilans w tym sezonie - 3-1, to oni mają pierwszą obronę, a piąty atak. To jest bardzo dobra równowaga. Zespoły, które sięgały po mistrzostwo, zwykle miały te wskaźniki bardzo blisko siebie. Trochę temu przeczyła pozycja Indiany w ubiegłym roku, ale mistrzostwa nie zdobyli. Myślę, iż Mitch Johnson chce mieć zespół, który stawia na atak. Kibice utożsamiają Sochana z Dennisem Rodmanem, iż jest taki zadziorny, czupurny i kolorowy – to już prawo kibiców.
W mediach już plotkuje się o potencjalnym nowym klubie Sochana. Wymieniane są New Orleans Pelicans, New York Knicks, Dallas Mavericks i Los Angeles Lakers.
- Sytuacja jest spekulacyjna, a nie bardzo lubię się bawić w spekulacje. To bardziej rola dziennikarzy, może kibiców. Dla mnie najważniejsze jest to, o czym mówiłem na początku. Sochan musi podnieść umiejętności w ataku i zrównoważyć to ze swoim bardzo dobrym nastawieniem do obrony - bo on jest motorycznie dobrze przygotowany i ma potencjał. Musi wykonać ogromną pracę, bo ma zaniedbania z etapu wcześniejszego szkolenia.
Mówi się o Nowym Jorku. Jaką on miałby odgrywać rolę w Nowym Jorku? Mógłby być takim Joshem Hartem. Z tym iż Josh Hart – oprócz tego, iż ma niesamowity charakter – podniósł swoje umiejętności techniczne. Jest takim liderem obrony i Sochan mógłby być jego zmiennikiem, ale w ataku musi wnieść dużo więcej niż do tej pory. Trzeba powiedzieć, iż statystyki, które miał w poprzednich sezonach też nie były bardzo złe. Miał średnio powyżej 11 punktów, skuteczność zbiórek, wnosił pewne wartości. Johnson postawił na Champagniego, bo jest lepszym strzelcem z dystansu. Przy liczbie rzutów, które wykonuje, daje określoną liczbę punktów. To są niuanse, ale one są brane pod uwagę szczegółowo przy rozważaniu zawodników do zatrudnienia. Zdarzają się pomyłki, bo to są ludzie. Dzisiaj nie wskazałbym klubu, w którym Sochan byłby znaczącą wartością.
Pamiętam, iż komentowałem mecz i powiedziałem coś, co być może jest wyrazem mojego stanu emocjonalnego jako Polaka. Mitch Johsnon absolutnie zlekceważył Gregga Popovicha i jego sympatię dla Jeremy’ego Sochana, odstawiając go na koniec ławki. To moje czysto emocjonalne stanowisko.
Czy polscy kibice patrzyli trochę na Sochana przez różowe okulary?
- Nie można tego wykluczyć, tych emocjonalnych związków. Zawsze kibicowaliśmy – w cudzysłowie, bo ja obserwuję i sympatyzuję, a nie kibicuję, z Polakami w NBA. Marcin Gortat był takim najwyraźniejszym zawodnikiem w NBA i to mimo tego, iż nie miał tych umiejętności przecież, ale miał jedną fantastyczną umiejętność – stawianie zasłon, także tych pod koszem, które ułatwiały kolegom rzuty spod kosza. To były jednak inne czasy. Jedna umiejętność dawała Gortatowi wtedy możliwość gry w pierwszej piątce w Wizards. To był moim zdaniem najlepiej stawiający zasłonę gracz w NBA w tamtym okresie. Nie było lepszego. Do tego był motorycznie bardzo dobry. Dzisiaj koszykówka się bardzo zmieniła. Decyduje wszechstronność, spory zasób umiejętności. Tego Sochan nie ma. A to, iż patrzyliśmy przez różowe okulary, jest naturalne i wynikające z naszej przynależności do Polski.
Jeremy Sochan to czwarty Polak, który zagrał w NBA. Przed nim w najlepszej koszykarskiej lidze świata występowali Cezary Trybański, Maciej Lampe i Marcin Gortat. NBA trade deadline, czyli ostatni moment, w którym Sochan może zmienić klub, odbędzie się 5 lutego.

1 godzina temu












