Ostatni trening przed maratonem zawodowego biegacza to nie próba udowodnienia, iż jest gotowy na rekord. To przede wszystkim sprawdzian kontroli, dyscypliny i umiejętności powstrzymania ambicji. W przypadku amerykańskiego rekordzisty Connera Mantza (2:04:43) szczególnie istotna jest kooperacja z trenerem Edem Eyestone’em, który pomaga mu nie tylko rozwijać wysoką formę, ale również kontrolować skłonność do biegania szybciej, niż zakłada plan. Jednocześnie kontrola treningu nie opiera się na popularnym w Europie pomiarze mleczanu.
Ostatni trening na hamulcu
W końcowej fazie przygotowań maratońskich zasadniczym celem jest tzw. tapering, czyli stopniowe ograniczanie obciążeń przed zawodami. Organizm powinien zachować wypracowane zdolności tlenowe, ekonomię biegu i czucie tempa, a jednocześnie odzyskać świeżość po tygodniach intensywnej pracy.
W praktyce ostatni trening jakościowy przed maratonem może obejmować krótkie odcinki w tempie startowym, kilka kontrolowanych przyspieszeń lub spokojny bieg z niewielkim akcentem szybkościowym. najważniejsze jest jednak to, aby sesja nie powodowała dużego zmęczenia ani nie wymagała długiej regeneracji. Mantz na 10 dni przed startem w TCS New York City Marathon wykonał trening 3 x 2 mile (3200 metrów) na asfaltowej pętli z przerwą około 3 minut. Założenia trenera obejmowały bieganie zbliżone do tempa półmaratonu. Trener Ed Eyestone zaznacza, iż tego typu trening nie jest ostatnim bardzo mocnym treningiem przed maratonem, ale ostatnim średnim, umiarkowanym, który jest wykończeniem przygotowań do startu. Zalecenia trenera celowały w tempo około 2:51 min/km przy tempie rekordowego półmaratonu Mantza 2:48. Oznaczało to tempo 4:35 minut na mile i dwumilowe odcinki w około 9:10. Warto zaznaczyć, iż cały trening przebiegł na wysokości około 1380 metrów nad poziomem morza w Utah, gdzie Mantz trenuje praktycznie cały rok.
Nice and smooth
Pierwszy odcinek Mantz pokonał w 9:04, czyli o sześć sekund szybciej. Daje to niecałe dwie sekundy na kilometr, więc zawodnik idealnie trafił w oczekiwania trenera. Drugi odcinek zaliczył w 9:03. Przed ostatnim odcinkiem trener Mantza powiedział, iż to, iż przed nim ostatnie powtórzenie, wcale nie musi oznaczać przyspieszenia. jeżeli tempo 4:35 min/milę wydaje się luźne, to jest to dobre i nie trzeba tego zmieniać. Eyeston często powtarza swoje powiedzenie „nice and smooth” zachęcając biegaczy do równego, gładkiego i spokojnego biegu choćby w wysokim tempie.
Mantz wraz z Aidanem Troutnerem (PB 10 km 27:40) pokonał pierwszą milę w 4:28. Drugą w 4:20. Zdecydowanie szybciej niż założenia 4:35. Co interesujące trener sam stwierdził, iż biegacze sprawdzili na koniec swoje nogi i iż mu się to podoba. Eyeston, dwukrotny olimpijczyk (1988 i 1992) wychował jako trener masę wyśmienitych zawodników. Poza najszybszym Amerykaninem w historii maratonu, najszybszym zawodnikiem spoza Afryki Mantzem (2:04:43). Jego podopiecznym jest też m.in. drugi zawodnik w historii USA w maratonie Clayton Young (2:05:23). Trener drużyny BYU nie korzysta z pomiaru laktatu, na wielu treningach pozwala „pościgać się” zawodnikom. Często niezależnie od tego czy trening był nieco wolniejszy, czy nieco szybszy od założeń, mawia, iż widocznie na tyle dziś była forma i nie ma co się martwić odstępstwem od zakładanego tempa.
Stoi to w mocniej sprzeczności do podejścia wielu trenerów i biegaczy, którzy namiętnie badają mleczan i sterują treningiem, co do sekundy próbując wstrzelić zawodników idealnie w wyznaczone tempo. Podejście Amerykanów daje na pewno więcej swobody w treningu i lepszą symulację tego, co dzieje się na zawodach, gdy w grę chodzi rywalizacja o najwyższe miejsca. Wtedy rzadko można liczyć idealnie ułożone i wyliczone tempo, a organizm i umysł musza radzić sobie z tym, iż czasem prędkość odbiega od założonych celów. Jednocześnie jest ryzykowne. W natłoku emocji można zwyczajnie przesadzić, a koszt treningu robi się wyższy niż potrzeba.
Co dla amatora?
W przygotowaniach Mantza trzeba uwzględnić jego wyjątkowo wysoki poziom sportowy. W okresach pełnego treningu pokonywał ponad 200 kilometrów tygodniowo, a jego plan łączył rozbudowaną objętość z regularnymi jednostkami jakościowymi i treningiem uzupełniającym. Trening przedstartowy nie funkcjonuje więc w oderwaniu od reszty tygodnia, ale stanowi element całego procesu adaptacji.
Amator może wyciągnąć od Mantza to, iż w dobry dzień możemy próbować lekko podkręcić ostatni odcinek, ale wcale nie jest to konieczne. Cały taki trening powinniśmy kończyć we względnym komforcie mając zdecydowanie przeświadczenie, iż bez zwalniania moglibyśmy pobiec kolejne powtórzenie. Nie powinniśmy też fiksować się na liczbach osiągniętych na ostatnim treningu. Podejść do niego spokojnie, bo praca została już wykonana.
Start maratonu w Nowym Jorku już w niedzielę 1 listopada.

1 dzień temu













