Nie milkną echa piątkowego skandalu po meczu Radomiaka Radom z Koroną Kielce. Pomeczowa awantura z udziałem pijanego kibica, który wtargnął na murawę, a także trafienie w głowę butelką pracownika kieleckiego klubu Michała Siejaka. To wszystko sprawia, iż o wydarzeniach z Radomia wciąż jest głośno. W środę głos wyczerpujące stanowisko w sprawie wydarzeń zabrał człowiek, który piątkowy wieczór zapamięta na długo.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki mocno do Papszuna: Wiemy, iż jesteś szefem, ale idź i zobacz młodzież Legii
Jest głos ofiary skandalu w Radomiu. "Wyraźny, donośny przekaz"
Dyrektor marketingu i komunikacji w Koronie Kielce - Michał Siejak - opublikował długi i emocjonalny wpis opatrzony wymownym zdjęciem zakrwawionej akredytacji meczowej. Na portalu X zwrócił uwagę, iż przez blisko 20 lat związał swoje zawodowe życie ze stadionami i uczestniczył w wielu wydarzeniach, ale nie przypuszczał, iż to właśnie piątkowy mecz będzie dla niego miał szczególny wymiar.
"Akredytacje z meczów Ligi Mistrzów, Premier League, El Clásico, finałów NBA czy tenisowych turniejów WTA wydawały się dla mnie najcenniejsze. Nie przypuszczałem jednak, iż to akredytacja z meczu Radomiak - Korona będzie miała dla mnie wymiar najbardziej szczególny.
Pojawiają się kolejne nagrania i nowe wątki, wskazujące na następne incydenty oraz nieprawidłowości, które nie powinny mieć miejsca podczas meczu PKO BP Ekstraklasy. Chciałbym wypowiedzieć się jako osoba szczególnie poszkodowana w tym spotkaniu - przedstawić swoją perspektywę oraz odnieść się do stanowiska klubu Radomiaka Radom" - napisał.
Przypomnijmy, iż Radomianie wydali łącznie dwa oświadczenia. Pierwsze 14 lutego, a drugie - uzupełniające - 17 lutego. Co napisali przedstawiciele klubu z ul. Struga? O tym pisaliśmy na Sport.pl w tym miejscu.
Siejak, choć przyznał, iż komunikaty Radomiaka "zawierają elementy typowe dla sytuacji kryzysowych", potępiają przemoc, przepraszają i informują o konsekwencjach wobec sprawców, są działaniami następczymi, które podjęto dopiero po naruszeniu bezpieczeństwa.
"Z mojej perspektywy - osoby, która została uderzona szklaną butelką w głowę - zasadnicze pytanie nie dotyczy tego, czy sprawców zidentyfikowano i czy reakcja klubu była szybka po fakcie. najważniejsze jest to, jak wyglądało zabezpieczenie wydarzenia w trakcie jego trwania oraz czy organizator dołożył należytej staranności, aby w ogóle nie dopuścić do sytuacji, w której osoby nieuprawnione swobodnie wtargnęły na murawę, a z trybun wielokrotnie rzucano niebezpieczne przedmioty w kierunku zawodników, członków sztabu i pracowników klubu" - przekazał pracownik Korony.
Siejak zwrócił uwagę na fakt, iż jego zdaniem odpowiedzialność organizatora nie dotyczy tylko wydania komunikatu i nałożenia zakazu stadionowego, ale także planowania i realnego zabezpieczenia wydarzenia.
Jak wobec dyrektora zachował się klub piątkowego rywala? "Do dziś - czyli niemal tydzień od zdarzenia - nikt z klubu RKS Radomiak Radom nie podjął wobec mnie żadnej próby kontaktu. Nie było telefonu, nie było spotkania, nie było osobistego wyrażenia troski. Dyrektor klubu przyjeżdża na mecz jako gość delegacji, zostaje raniony, spędza noc w radomskim szpitalu - i ze strony gospodarza nie pojawia się choćby podstawowa próba rozmowy, nie mówiąc już o bezpośrednim spotkaniu" - napisał.
Jednocześnie Michał Siejak zwrócił uwagę na fakt, iż podczas zaistniałej sytuacji pomoc zaproponował mu jeden z przedstawicieli radomskich mediów. Podziękował także Rafałowi Wolskiemu - kapitanowi Radomiaka - który wydał oświadczenie jeszcze w dniu meczu. Dyrektor Korony zwrócił się również do kibiców Radomiaka, dziękując tym przepraszającym za skandal i wyrażającym wstyd.
Wielki triumf Rosji, Zachód patrzy bezsilnie. Już nie ma odwrotu
Jaką karę poniesie Radomiak? W tym temacie także możemy przeczytać stanowisko Siejaka.
"Nie jestem osobą, która powinna sugerować wymiar kary. To rola odpowiednich organów. Chciałbym jednak odnieść się do często powtarzanego argumentu o "odpowiedzialności zbiorowej za czyny jednostek". Z pełną odpowiedzialnością mówię: to nie były wyłącznie pojedyncze ekscesy. Mnogość poważnych naruszeń po zakończeniu meczu to jedno. Drugie to atmosfera, która towarzyszyła temu spotkaniu przez całe 90 minut i po jego zakończeniu. W momencie, gdy schodziłem z murawy z krwawiącą głową w asyście sanitariuszy, z trybun padały okrzyki "Wyp…!". Nie były to pojedyncze głosy. Był to wyraźny, donośny przekaz płynący ze stadionu - czytamy, a Siejak pyta wprost, czy takie zachowania staną się standardami w Ekstraklasie.
Przypomnijmy, iż na Sport.pl głos w tej sprawie zabierał prokurator rejonowy Cezary Ołtarzewski. - Podejrzany to 47-letni mieszkaniec Radomia. Przestępstwa, o których mowa, są zagrożone karą maksymalnie do pięciu lat pozbawienia wolności. Prokurator przyjął też, iż zdarzenie miało charakter chuligański i zastosował wobec podejrzanego dozór policyjny, który polega m.in. na obowiązku stawiennictwa w jednostce policji, a także na zakazie udziału w imprezach masowych o charakterze sportowym. Podejrzany przyznał się do czynu i wyraził skruchę - powiedział.
Wciąż nie wiadomo jak kara spotka Radomiaka Radom, czyli gospodarza piątkowego meczu. W tabeli Ekstraklasy podopieczni Goncalo Feio zajmują 10. miejsce. Zgromadzili 27 punktów i mają pięć oczek przewagi nad strefą spadkową.

2 godzin temu
















