
Nasz jak dotąd jedyny polski mistrz w historii UFC ze szczerym wyznaniem. Jan Błachowicz zabrał głos na temat najboleśniejszej porażki w karierze.
Jan Błachowicz przez lata wypracował sobie pozycję jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich zawodników w historii UFC. Były mistrz kategorii półciężkiej wciąż pozostaje ważnym nazwiskiem w dywizji, choć aktualnie nie znajduje się blisko walki o pas. Co ciekawe, jest to kwestia między innymi swojego rodzaju pecha.
Otóż „Cieszyński Książę” odkąd stracił pas w 2021 roku na rzecz Glovera Teixeiry stoczył pięć pojedynków, z których wszystkie kończyły się dość nietypowo. Najpierw, w pierwszej połowie 2022 roku nasz rodak powrócił na zwycięskie tory, pokonując Aleksandara Rakicia, który doznał poważnej kontuzji w trzeciej rundzie ich rywalizacji.
Następnie 10 grudnia tamtego roku zawalczył o pas, który nie tak dawno należał do niego. Jego rywalem nie był jednak mistrz, bowiem takowego w dywizji do 205 funtów wówczas nie było. O zwakowany tytuł przez Jiříego Procházkę mierzył się z Magomedem Ankalaevem. Był to wyrównany pojedynek, w trakcie którego nie mieliśmy jednak do czynienia z wyrównanymi odsłonami tej rywalizacji. Otóż początkowo znacząco przeważał Jan, który rozbijał Dagestańczyka w stójce, natomiast później to Rosjanin dominował Polaka za sprawą swojej gry zapaśniczej. Ich starcie finalnie zakończyło się niejednogłośnym remisem, tym samym sprawiając, iż kat. półciężka w dalszym ciągu nie doczekała się nowego mistrza, co bardzo nie przypadło do gustu szefowi amerykańskiej organizacji.
ZOBACZ TAKŻE: Parnasse ujawnił datę końca kontraktu z KSW. Będzie pożegnalna walka?
Następnie, już w 2023 roku były zawodnik KSW zdecydował się być tym, który w dywizji przywita Alexa Pereirę. Przypomnijmy, iż „Poatan” migrował z kategorii średniej, w której tytułu pozbawił go Israel Adesanya, co miało miejsce w Miami przy okazji gali UFC 287. W tym przypadku również mieliśmy do czynienia z bardzo wyrównaną rywalizacją, która i tym razem zakończyła się niejednogłośną decyzją sędziów punktowych. Ci orzekli wygraną Brazylijczyka, jednakże podkreślić należy, iż było to bardzo bliskie starcie, a w oczach wielu to właśnie Polak powinien mieć powody do świętowania.
Następnie reprezentant „WCA Fight Team” zmierzył się nie z zawodnikiem, a z poważną kontuzją. Wymagała ona nie tylko operacji, ale również długiej rehabilitacji. Finalnie nasz rodak spędził poza klatką blisko dwa lata, a do akcji powrócił dopiero w marcu zeszłego roku.
Błachowicz wrócił do oktagonu na gali UFC w Londynie, gdzie zmierzył się z Carlosem Ulbergiem. Dla Polaka był to trudny pojedynek, w którym znacznie młodszy rywal postawił na mobilność, tempo i precyzyjne uderzenia. Błachowicz starał się kontrolować dystans i narzucać bardziej siłowy styl, jednak sędziowie po trzech rundach jednogłośnie wskazali zwycięstwo Nowozelandczyka. Ponownie mieliśmy do czynienia z wyrównaną rywalizacją, która w oczu wielu mogła paść łupem Janka.
ZOBACZ TAKŻE: „Typowa sodóweczka” – Tomasz Sarara o przemianie Labrygi
Kolejny, a zarazem ostatni występ Jana miał miejsce w grudniu 2025 roku na dużej numerowanej gali UFC 323: Dvalishvili vs. Yan 2. Jego rywalem był wówczas Bogdan Guskov, który okupował znacznie niższą pozycję w rankingu kategorii do 93 kilogramów UFC. Walka ta również okazała się być bardzo wyrównana i twarda. Pierwsza runda była wyrównaną odsłoną ze wskazaniem na Polaka, natomiast druga była już koncertem Uzbeka. W finałowej odsłonie zaś ponownie lepszy był Błachowicz, który pod koniec był choćby bliski skończenia rywala przed czasem, którego uratował gong. Po piętnastu minutach sędziowie ogłosili większościowy remis. Choć formalnie nie była to porażka, wynik ten nie poprawił sytuacji Polaka w kontekście walk o najwyższe cele, które wciąż ma w polu widzenia, ale nie na wyciągnięcie ręki.
Tak więc seria już czterech walk bez zwycięstwa jest niezwykle pechowa, bowiem tak naprawdę w każdym przypadku wszystko mogło się odwrócić w drugą stronę i wówczas byśmy mówili o sporym szczęściu Janka, którego rywale byli niesamowicie bliscy sięgnięcia po zwycięstwo. Tak się jednak nie stało…
Jan Błachowicz ze szczerym wyznaniem
Jeszcze 42-letni „Cieszyński Książę” w swojej karierze stoczył łącznie ponad 40 zawodowych walk. Wygrał blisko 30, ale jednocześnie jedenaście razy musiał uznać wyższość rywala. Przegraną, która boli go jak najbardziej jest rzecz jasna ta z rąk wspomnianego już Glovera.
Do tej polsko-brazylijskiej rywalizacji doszło w walce wieczoru gali UFC 267, która odbyła się w październiku 2021 roku w Abu Dhabi. Co interesujące udział w tym wydarzeniu wzięło jeszcze dwóch naszych rodaków – Marcin Tybura oraz Michał Oleksiejczuk. Pierwszy z nich poniósł klęskę w starciu z Aleksandrem Volkovem, z kolei drugi sięgnął po zwycięstwo, pokonując ówcześnie nie zaznajomionego ze smakiem porażki Shamila Gamzatova. Warto odnotować, iż swoje walki w trakcie tego wielkiego widowiska toczyli również między innymi: Khamzat Chimaev, Islam Makhachev, Petr Yan, Magomed Ankalaev czy Benoit Saint Denis.
ZOBACZ TAKŻE: Szef UFC reaguje na doniesienia z udziałem McGregora i Masvidala. Nowe informacje
Wracając do wątku Jana, to nie był on sobą w trakcie tego pojedynku. Mianowicie został on stłamszony przez starszego Brazylijczyka, który poddał go już w trakcie rundy z numerem 2. Swój występ na tej gali doskonale pamięta nasz jedyny mistrz UFC w historii, który w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem przyznał, iż była to swego rodzaju kompromitacja:
Do dzisiaj nie potrafię się z tym pogodzić. Ja mogę przegrać, ale sposób, w jaki przegrałem… Można powiedzieć, iż oddałem pas mistrzowski za darmo i to mnie bardzo boli.
– powiedział weteran UFC.
Następnie dodał on jeszcze kilka słów na ten temat, podkreślając, iż nie był w swojej optymalnej formie, co było zresztą widać gołym okiem:
Nie lubię się usprawiedliwiać. Powinienem był do tej walki nie wychodzić w tym terminie. To nie był czas na walkę, na żadną, z nikim w tamtym czasie, a padło na obronę pasa. Czułem się fatalnie. Liczyłem na fart, na tzw. „lucky punch”, iż się uda. Liczyłem, iż się uda.
– oznajmił Jan Błachowicz na kanale „RMF Bro„.
W trakcie powyższej rozmowy poruszono jeszcze paru ciekawych wątków, jednakże to właśnie chyba przeszłość Janka wzbudza najwięcej emocji. Oczywiście jest to praktycznie nic w porównaniu do tego, z czym mieliśmy do czynienia chociażby wtedy, gdy sięgał po tytuł, nokautując Dominika Reyesa na UFC 253: Adesanya vs. Costa.
Poniżej zapoznać się właśnie z przebiegiem mistrzowskiej rywalizacji Błachowicz kontra Teixeira:
Warto odnotować, iż Polak w dalszym ciągu nie złożył broni i w dalszym ciągu planuje rywalizować z najlepszymi. Wiele się mówi o tym, iż jego kolejnym rywalem może być inny były mistrz dywizji, Jamahal Hill. Przypomnijmy, iż panowie nie darzą się sympatią, a to ze względu na scysję Amerykanina z Joanną Jędrzejczyk, o czym więcej —> tutaj.

2 godzin temu