Nie są to już czasy, w których co tydzień napływały do nas z Włoch wieści o kolejnych golach Krzysztofa Piątka czy świetnych występach Kamila Glika, ale – z perspektywy polskiego kibica – i tak są powody, żeby do świata Serie A zajrzeć. Postanowiliśmy uszeregować „włoskich” Polaków. Od najlepszych do najgorszych.
Jednocześnie na wstępie podkreślamy, iż te miejsca nie oznaczają, iż któryś według nas nadaje się do reprezentacji Polski mocniej, a inny słabiej. Bo na to składa się szereg czynników – historia gry w kadrze, konkurencja na danej pozycji, sposób gry w zespole a zamysł drużyny narodowej…
Ale po prostu oddajemy naszym stranierim w Italii zasługi. Tak spisują się w aktualnych rozgrywkach.
Piotr Zieliński (Inter Mediolan)
Numer jeden tego rankingu jest niepodważalny. Piotr Zieliński po przeciętnym pierwszym sezonie w swoim wykonaniu w barwach Interu Mediolan, przeszedł drogę do miana czołowego piłkarza swojego zespołu. choćby jednak początek aktualnych rozgrywek też nie był łatwy – „Zielu” rozkręcał się niemrawo, aż późną jesienią coś zaskoczyło i sytuacja zmieniła się o 180 stopni.
W 36 występach ma 6 goli i 2 asysty, ale przede wszystkim odnalazł się w sytuacji. Nie miał problemów, żeby cofnąć się w drugiej linii pod nieobecność kontuzjowanego Hakana Calhanoglu i występować jako szóstka. A trener Cristian Chivu w Eleven Sports podkreślał, iż „właściwie to dziękuje mu za grę nie pozycji, która nie jest jego”.
Zieliński to szef w Interze w ostatnich miesiącach. Na taką jego wersję czekamy w barażach o mundial.
Nicola Zalewski (Atalanta Bergamo)
Ostatni rok był dla Polaka czasem wyjścia ze strefy komfortu. Opuścił Romę, w której z czasem przestał przypominać utalentowanego zawodnika, a zaczął popadł w totalną przeciętność. Trafił do Interu Mediolan, gdzie w ciągu pół roku przypomniał o sobie i pokazał, iż potrafi odnaleźć się choćby w takiej drużynie jak finalista Ligi Mistrzów.
Latem padł ofiarą polityki czystego zysku kapitałowego – mediolańczycy wykupili go z Romy za 8 milionów euro, a do Atalanty Bergamo sprzedali za 17. Ten transfer okazał się strzałem w dziesiątkę. Zwłaszcza po tym, jak stery na północy Lombardii objął Raffaele Palladino i zaczął widzieć 24-latka jako ofensywnego pomocnika.
Trener uczestnika 1/8 Ligi Mistrzów stwierdził nawet, iż „na wahadle Zalewski marnuje swój potencjał”. Ostatni czas dla Polaka jest świetny – notuje asysty, strzelił pięknego gola z Lazio, a przede wszystkim wygląda na boisku swobodnie. Żałujemy, iż zabraknie go z Albanią za kartki, ale w przypadku awansu może odegrać wiodącą rolę w finale.
Sebastian Walukiewicz (Sassuolo)
Teraz mamy przykład piłkarza, który w naszym rankingu wyprzedził kilka teoretycznie mocniejszych nazwisk. Nie oznacza to, iż Walukiewicz jest jednym z głównych kandydatów, by przyjechać z Serie A na zgrupowanie polskiej kadry. Wręcz przeciwnie – w Sassuolo gra regularnie przez cały sezon, ale na prawej obronie w ustawieniu z czwórką z tyłu. Kadra stawia na wahadła.
Nie należy jednak puścić mimo oczu faktu, iż polski defensor odnalazł swoje miejsce na świecie. Już teraz zebrał o ponad 400 minut więcej niż przez cały poprzedni sezon w Torino. Nie są to może występy, którymi byśmy się zachwycali, ale z drugiej strony rzadko kiedy Walukiewicz schodzi poniżej pewnego poziomu.
Jeśli chodzi o to, jak wyglądały jego poprzednie lata we Włoszech, a jak prezentuje się teraz – jest duży progres. Natomiast dodając cały kontekst wokół reprezentacji nie wydaje się, żeby miał ogromne szanse przylecieć w marcu do Warszawy.
Łukasz Skorupski (Bologna FC)
„Skorup” to jest gwarancja, ale uczciwie trzeba przyznać, iż za polskim bramkarzem jest trudniejszy czas. Na początku listopada doznał kontuzji uda w meczu z Napoli i leczył ją przed ponad dwa miesiące. Gdy w styczniu wrócił do składu, najpierw popełnił fatalny błąd w Lidze Europy z Celtikiem, a potem wyleciał z czerwoną kartką w spotkaniu z Genoą.
Oczywiście pozycja golkipera w klubie po prawie ośmiu latach spędzonych w tych samych barwach jest niepodważalna. Trener Vincenzo Italiano ani myślał sadzać go na ławce i powoli, drobnymi kroczkami, Polak ma szansę powrócić na adekwatne tory.
Także dla Bolonii jako całej drużyny ostatnie mecze były już nieco łaskawsze po kryzysie, jaki ogarnął tę drużynę na początku nowego roku. Nie mamy cienia wątpliwości, iż Łukasz to istotny punkt reprezentacji i powołanie dla niego jest niepodważalne, ale jeżeli chodzi o sytuację w klubie to na pewno nieraz już w jego przypadku bywało lepiej niż obecnie.
Jan Ziółkowski (AS Roma)
„Jest młody, ma czas” – tak pewnie skwitowałoby wiele osób z Romy pytanie o Jana Ziółkowskiego. Po letnim transferze z Legii Warszawa polski piłkarz wciąż się uczy nowej rzeczywistości. Raz mu to wychodzi gorzej – jak jesienią z Viktorią Pilzno, kiedy Gian Piero Gasperini zawrócił go na ławkę już w pierwszej połowie – a raz lepiej jak w styczniu z Panathinaikosem, kiedy jego gol pozwolił rzymianom zająć miejsce w pierwszej ósemce Ligi Europy.
Minutowo Ziółkowski miał pole do popisu na przełomie grudnia i stycznia, kiedy nieobecny był między innymi biorący udział w Pucharze Narodów Afryki Evan N’Dicka. Gdy jednak sytuacja w defensywie rzymskiego zespołu się unormowała, Polak wrócił na ławkę rezerwowych. W ostatnich tygodniach przygląda się występom swoich kolegów z boku.
Bilans jak na debiutancki sezon we Włoszech nie jest zły – to już teraz 16 występów i wiele cennych doświadczeń. I na pewno 20-latek stanowi bardzo konkretny materiał na powołanie. Czy jednak uzupełni polskie trio stoperów u boku Jakuba Kiwiora i Jana Bednarka w wyjściowym składzie? Tu już są spore wątpliwości, bo choć Tomasz Kędziora czy Przemysław Wiśniewski grają w słabszych klubach, to na pewno z większą regularnością.
Jakub Piotrowski (Udinese)
Transfer z Łudogorca Razgrad do Udinese wydawał się idealnym krokiem rozwojowym w karierze Jakuba Piotrowskiego. Rzeczywistość okazała się jednak nieco trudniejsza niż można było na początku przypuszczać.
Najlepszy okres Polaka w Udine przypada od końcówki listopada do początku stycznia, kiedy faktycznie wkradł się do wyjściowego składu swojej drużyny i grał od deski do deski. Potem z rytmu wytrącił go drobnym problem z kolanem, ale w ostatnim czasie już go pokonał i powoli wraca do regularnych występów.
Nie jest źle, ale oczekiwalibyśmy od Piotrowskiego czegoś więcej. W kontekście jego powołania do kadry dochodzi kwestia sporej konkurencji w środku pola. Na tę chwilę wygląda, iż Jan Urban może pominąć środkowego pomocnika Udinese przy wręczaniu powołań.
Adam Buksa (Udinese)
W zasadzie moglibyśmy tu odwinąć zdania napisane przy Piotrowskim. Powinno być lepiej, a nie jest. Zaledwie jedna bramka w dziewiętnastu występach w Udinese to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Polakowi w obecnym sezonie nie zawsze dopisywało zdrowie, a i jego konkurenci do gry w ataku – Keinan Davis i Nicolo Zaniolo – rozgrywają dobre sezony i trudno 29-latkowi o wywalczenie większej przestrzeni. Biorąc jednak pod uwagę, iż w ataku polskiej kadry szału nie ma, to – pomijając wszelkie sensacje – „Buksik” na zgrupowanie raczej przyjedzie.
Sam mówi, iż wszystko, co najlepsze we Włoszech jeszcze przed nimi, ale dotychczasowa przygoda w Udine…
Nie ma co ukrywać – rozczarowująca.
Filip Marchwiński (Lecce), Adrian Przyborek (Lazio), Arkadiusz Milik (Juventus)
O tych zawodnikach wspomnimy tylko zbiorczo, bo trudno ocenić piłkarzy bez ani jednej minuty spędzonej na boisku. Oczywiście z różnych względów.
Filip Marchwiński wyleczył poważną kontuzję kolana, ale w styczniowym okienku transferowym z Lecce nie odszedł. Zwiedza więc kraj i stadion domowy zasiadając na ławce rezerwowych i nic nie wskazuje na przełom. Arkadiusz Milik wciąż a to leczy uraz, a to jest bliski powrotu, ale fakty są takie, iż ostatni raz w akcji widzieliśmy go niemal dwa lata temu – w maju 2024 roku. Adrian Przyborek trafił z kolei w oko cyklonu, czyli do Lazio, które ma mnóstwo problemów. Kibice protestują przeciw właścicielowi klubu i generalnie trudniej znaleźć rzeczy, które się zgadzają niż te do poprawy. Na swoją szansę od Maurizio Sarriego pewnie jeszcze poczeka.
Są też młodzi-gniewni jak bramkarz Romy Radosław Żelezny, pomocnik Interu Iwo Kaczmarski czy napastnik Parmy Daniel Mikołajewski, ale dla wszystkich wydarzeniem jest już sama obecność w kadrze meczowej od czasu do czasu. Czekamy na ich debiuty w Serie A!
***
Do barażów o awans na mistrzostwa świata wciąż kilka tygodni, zatem niewykluczone, iż za miesiąc ten ranking będzie trzeba nieco przetasować. Na tę chwilę jednak polską kolonię we Włoszech trzeba podzielić na kilka grup – trzymających wysoki poziom, mających pole do poprawy, muszących się podciągnąć, no i tych, którzy w lidze są, ale nie na boisku.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O SERIE A:
- Kibice Torino wściekli. Zostawili… śmierdzącą niespodziankę
- Krew, nóż i system VAR. Szokujące sceny we włoskim salonie
- Kocioł w Serie A. Biją się o Ligę Mistrzów

2 godzin temu









![BOCHNIA. Obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/03/DSC_0059_wynik-1024x683.jpg)






