Obie drużyny zrobiły swoje. Atletico pokonało Manchester

4 dni temu

Atletico Madryt jest ostatnio w świetnej formie, Manchester United od początku sezonu formy poszukuje. Wynik tego równania na papierze mógł być tylko jeden i choć piłka nożna czasem wymyka się logice, to nie był to ten przypadek. Gospodarze gwałtownie wyszli na prowadzenie, a w drugiej połowie byli w stanie jeszcze je podwyższyć. Efektem jest już ich piąta z rzędu wygrana we wszystkich rozgrywkach.

Spis treści

  1. Atletico lepsze od Manchesteru. Seria podtrzymana
  2. Atletico nie czekało
  3. Dobity strzał, dobity Manchester

Atletico lepsze od Manchesteru. Seria podtrzymana

Manchester United przyjeżdżał do Madrytu z nadziejami, iż zacznie tam odmianę swego losu. A ta jest ekipie Michaela Carricka potrzebna, bo jak na razie gra w tym sezonie angielski zespół tak, iż już spekuluje się o zmianie trenera. Dziwić to jednak nie może – Czerwone Diabły wygrały do tej pory tylko dwa z ośmiu rozegranych meczów. Do tego to wygrane, które na nikim wrażenia nie zrobią – Manchester pokonywał bowiem beniaminka z Ipswich i debiutanta w stawce Ligi Mistrzów, czyli Sabah Baku.

Poza tym? Fatalnie. Porażka z Hull na start ligi, potem remis z Evertonem, przegrana w derbach, choć City grało i zdobyło jedynego gola w dziesiątkę, no i kolejne remisy – z Fulham i też pogrążonym w kryzysie Tottenhamem. Do tego po drodze był też wylot z Pucharu Ligi Angielskiej, po 2:3 z Brighton.

Atletico jest w zupełnie innym położeniu. W tym momencie to wicelider La Ligi, z 19 punktami na koncie. Tuż przed przerwą na kadry wygrali Los Rojiblancos w derbach Madrytu, po niej z kolei – choć nie bez problemów – udało się im pokonać Deportivo Alaves. Przed meczem z Manchesterem miała madrycka ekipa cztery wygrane z rzędu, ich ostatnia porażka to starcie na wyjeździe z Liverpoolem, przy okazji pierwszego meczu w tym sezonie Ligi Mistrzów.

Innymi słowy: gospodarze chcieli robić swoje. Manchester planował zrobić wszystko, tylko nie to, co robił do tej pory. Jak to wyszło?

Atletico nie czekało

To było tak: pierwszy gwizdek. Kibice siadali jeszcze na spokojnie na krzesełkach, niektórzy czekali pewnie w kolejkach po napitki czy jedzenie, inni dopiero docierali na stadion. W domach ktoś pewnie stwierdził jeszcze, iż przecież może spokojnie iść do toalety, żeby niczego nie przegapić potem. To był jednak zły pomysł – bo przegapił właśnie wtedy. Minęło bowiem tylko 50 sekund, a Metropolitano mogło wybuchnąć radością. Wystarczyła wtedy jedna długa piłka za linię obrony, dobra akcja Alexa Baeny, wyłożenie piłki do Pablo Barriosa, strzał tego ostatniego i już było 1:0.

Jeśli Michael Carrick miał walczyć w tym meczu o posadę, to zaczął naprawdę kiepsko.

Błyskawiczny gol w rywalizacji Atletico Madryt z Manchesterem United! Ekipa Diego Simeone prowadzi po golu Pablo Barriosa!

Oglądaj: https://t.co/xB1gR5SiDw https://t.co/ZXfb5S3oCA

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 13, 2026

A dalej? Dalej wcale nie było lepiej. Owszem, dwie okazje zmarnował Bryan Mbeumo – raz przestrzelił, raz świetnie obronił Jan Oblak – ale jeżeli już ktoś był bliżej zdobycia bramki, to Atletico. Madrycka ekipa strzeliła choćby pod koniec pierwszej połowy bramkę na 2:0, ale w toku akcji piłkę ręką dotknął Marcos Llorente i ostatecznie VAR trafienie anulował. Byli jednak Los Rojiblancos znacznie bardziej konkretnie w swoich działaniach – łatwiej docierali pod bramkę rywali (był też na przykład strzał z wolnego w samo spojenie), Manchester często akcje spowalniał, czekał, piłkarze szukali kolegów.

A iż jeżeli jest coś, co Diego Simeone potrafi robić znakomicie, to organizacja zespołu w defensywie, to zwykle, owszem, koledzy się znajdowali, ale gdy to następowało, to w tej akcji goście nie mieli już czego szukać. Defensywa Atleti stała już bowiem, gdzie miała stać i nie planowała oddawać choć odrobiny miejsca.

Był to mecz idealny dla gospodarzy – szybkie prowadzenie, potem kontrola w tyłach i sprawne wypady do przodu. To lubią, w tym czują się znakomicie.

To też wykorzystali po przerwie.

Dobity strzał, dobity Manchester

Druga połowa? No cóż, Atleti przez cały czas robiło swoje, Manchester – wracając do tego, co pisaliśmy wcześniej – też. Czyli pierwsi nie dawali sobie gola strzelić, a drudzy nie utrudniali im w tych staraniach życia. Owszem, od czasu do czasu następowało jakieś szarpnięcie, próba stworzenia czegoś w polu karnym gospodarzy. Wielkich efektów z tego jednak nie było, a najbliżej gola był chyba dwukrotnie Bruno Fernandes – raz sytuacyjnym strzałem, niby lobem, trochę nad, trochę obok wychodzącego z bramki Jana Oblaka. Wtedy piłka minęła słupek.

Później Portugalczyk strzelał ze skraju pola karnego po rozegraniu rzutu rożnego. Uderzył ładnie, był jeszcze bliżej, ale piłka zahaczyła jedynie o poprzeczkę. No nie chciała wpaść, po prostu. Atletico znów było konkretniejsze. Świetną sytuację miał Julian Alvarez, który jednak nie potrafi się przełamać i trafił w słupek. Do tego na przykład Ademola Lookman nie wykorzystał niezłej sytuacji. Manchester United mimo wszystko pozostawał więc w grze, ale tylko do czasu.

Bo potem przyszła czerwona kartka.

Jeśli ktoś oglądał derby Madrytu, a teraz włączył to hiszpańsko-angielskie, mógł w zasadzie mieć deja vu – wtedy zagranie długiej piłki za linię obrony zaowocowało czerwoną kartką dla Deana Huijsena, a przy okazji rzutem karnym dla Atletico. W rywalizacji z Manchesterem skończyło się tylko tym pierwszym, a czerwoną otrzymał Lenny Yoro. Sytuacja była w zasadzie jednak identyczna – znów długa piłka, znów obrońca rywali starał się dogonić zawodnika Atletico, znów położył na nim ręce i dał sędziemu pretekst. Tu czerwona, tam czerwona.

A niedługo potem – gol na 2:0, co też pokrywa się z derbami Madrytu. Trafił Lookman, który na pustą bramkę dobił wcześniejszy strzał Jonathana Davida. Senne Lammens zrobił w tamtej sytuacji, co tylko mógł, nie popisali się jednak koledzy z obrony. I to w zasadzie było zamknięcie spotkania, w zasadzie pewnym było, iż goście już niczego nie wymyślą.

Goal. Lookman doubles Atleti’s lead.

— Manchester United (@ManUtd) October 13, 2026

Pokusili się co prawda – po błędzie Atletico – o strzał w doliczonym czasie gry, ale świetnie uderzenie Matheusa Cunhi wybronił wtedy Jan Oblak.

Powtórzmy więc: Atletico zrobiło swoje. Manchester też. Taki to był mecz.

Atletico Madryt – Manchester United 2:0 (1:0)

  • 1:0 – Pablo Barrios 1′
  • 2:0 – Ademola Lookman 78′

Fot.Newspix

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Carrick gra o życie? Angielskie media spekulują na temat zastępcy
Vinicius nie zagra w El Clasico? Real spodziewa się najgorszego
Real osiągnął porozumienie z ważnym zawodnikiem. Ma podpisać nowy kontrakt
Idź do oryginalnego materiału