Nikt nie wywołał takiego oburzenia na IO jak Rosjanka. "Zhańbiona wiedźma"

2 godzin temu
Trenerka Eteri Tutberidze od dawna budzi kontrowersje swoim stylem pracy, ale jej obecność na mediolańskich igrzyskach wywołuje większe emocje niż zwykle. Słynna "caryca" rosyjskiego łyżwiarstwa figurowego sprytnie omija nałożone na ten kraj restrykcje.
To był jeden z najbardziej pamiętnych i przykrych obrazków igrzysk w Pekinie. Będąca pod ogromną presją Kamiła Walijewa zalewała się łzami po nieudanym występie, po którym straciła miejsce na podium, a jej trenerka, Eteri Tutberidze - zamiast pocieszać załamaną 15-latkę - jeszcze na nią krzyczała. W Mediolanie jest tylko ta druga, a jej obecność wiele osób postrzega bardzo negatywnie, m.in. prezydent Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) Witold Bańka.

REKLAMA







Zobacz wideo Mamy wróciły na igrzyska



Mdłości i "zhańbiona wiedźma". Kamery telewizyjne wszystko pokazały
"Widok Eteri Tutberidze czekającej na kogoś przy bandach olimpijskiego lodowiska sprawia, iż mam mdłości" - napisał w ostatnich dniach jeden z użytkowników portalu X.
Ktoś inny nazwał tam 51-letnią trenerkę, która zasłynęła współpracą z wieloma rosyjskimi solistkami, "wiedźmą". A w artykule dziennika "USA Today" określono ją jako "zhańbioną".


Cztery lata temu w Pekinie Tutberidze czekała przy bandach na Annę Szczerbakową, Aleksandrę Trusową i Walijewą. Złoto i srebro dwóch pierwszych potwierdziło wielki potencjał Rosji w tym sporcie i stanowiło kolejny sukces w bogatym dorobku słynnej trenerki. Sytuacja ostatniej zawodniczki była zaś potwierdzeniem bezwzględnego stylu pracy "carycy".
- Dlaczego odpuściłaś? Wytłumacz mi to. Dlaczego przestałaś walczyć? - dopytywała zdenerwowana Tutberidze zapłakaną Walijewą tuż po programie dowolnym, co uchwyciły kamery.



Prowadząca po programie krótkim nastolatka zaliczyła dwa upadki, które przekreśliły jej szanse na medal. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, iż wyniki młodziutkiej zawodniczki z tej imprezy i tak zostaną anulowane w związku z aferą dopingową, w której centrum się znalazła. Ale już wtedy było wiadomo, iż przeprowadzone zostanie dochodzenie w związku z nieujawnionym wcześniej przez Rosjan jej pozytywnym wynikiem testu na obecność zabronionej substancji, który przeprowadzono w grudniu. I łatwo sobie wyobrazić, jaki chaos musiał panować wówczas w głowie Walijewej.
"Nie czuję się komfortowo w związku z jej obecnością". WADA i Bańka wprost o rosyjskiej trenerce
Nastolatkę dopuszczono do dalszego startu w Pekinie (była już po rywalizacji drużynowej, którą pierwotnie Rosjanie wygrali - dopiero później zostali zdyskwalifikowani w związku z dopingową wpadką Walijewej) tylko ze względu na ochronę prawną, wynikającą z jej wieku. Nieco później nie mogła już startować, ale z innego powodu - reprezentantów Rosji wykluczono z międzynarodowej rywalizacji, w związku z atakiem zbrojnym wojsk Putina na Ukrainę. Sprawa Walijewej ciągnęła się dość długo, ale ostatecznie na początku 2024 roku uznano ją winną naruszenia zasad antydopingowych i nałożono czteroletnie zawieszenie, obowiązujące do 25 grudnia ubiegłego roku. Straciła - poza olimpijskim złotem ZIO w drużynie – m.in. mistrzostwo Europy z 2022 r. Tutberidze nie spotkały żadne negatywne konsekwencje i wywołało to dość powszechne oburzenie.
Ówczesny szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach dzień po programie dowolnym pań w Pekinie wyraził zaniepokojenie "mrożącą krew w żyłach atmosferą", którą panowała wokół Walijewej podczas jej startu. Zasugerował też, iż trenerzy mogli mieć udział w pozytywnym wyniku testu zawodniczki, za co został skrytykowany przez Rosjan. Taki sam los spotkał teraz Witolda Bańkę, który na konferencji poprzedzającej rozpoczęcie igrzysk we Włoszech został zapytany o Tutberidze.
- W wyniku dochodzenia nie znaleziono dowodów, które wykazałyby jej udział w naruszeniu zasad antydopingowych, więc nie było prawnych podstaw, by Tutberidze wykluczyć. Ale jeżeli pytanie dotyczy moich osobistych odczuć, to nie czuję się komfortowo w związku z jej obecnością na tych igrzyskach - zaznaczył szef WADA.



James Fitzgerald na łamach "The Athletic" z kolei przypomniał, iż sprawdzanie roli sztabu trenerskiego w tej sprawie było utrudnione ze względu na restrykcje polityczne. Śledczy nie mogli się wówczas udać do Rosji i ograniczono się do nadzorowania dochodzenia prowadzonego przez Rosyjską Agencję Antydopingową (RUSADA).
- Nie było wystarczających dowodów przeciwko żadnemu z członków sztabu, aby postawić mu zarzut naruszenia przepisów antydopingowych. Ale przez cały czas uważamy, iż chociaż Kamila Walijewa poniosła konsekwencje sama, to nie sądzimy, aby 15-letnia łyżwiarka mogła przyjmować zabronione substancje bez czyjejś pomocy - zaznaczył Fitzgerald.


Kontrowersyjna metoda. "Trening ze złamanymi kośćmi, wmuszanie 10-letnim dziewczynkom 60 suplementów"
Walijewa wróciła już do rywalizacji, ale nie do współpracy z Tutberidze. Czyja to była decyzja? Rozczarowanej pozostawieniem samej sobie w trudnej sytuacji łyżwiarki, czy restrykcyjnej trenerki, która chciała się od niej odciąć? Tej drugiej jednak mogło chodzić też o coś zupełnie innego: mogła uznać, iż szkoda już inwestować w mającą za sobą dłuższą przerwę, w tej chwili już 19-latkę. Zwłaszcza iż trenerka znana jest z tego, iż mocno eksploatuje młode zawodniczki, a te często z powodu poważnych kłopotów zdrowotnych kończą kariery przed ukończeniem 20. roku życia.
W styczniu premierę miał rosyjski dokument "Metoda Tutberidze", w którym pokazywano m.in. fragment treningów kontrowersyjnej 51-latki. Panuje na nich duży rygor.



"Możecie debatować nad zasadnością zakazu startów rosyjskich sportowców, ale jest całkowitym szaleństwem, iż nie nałożono go na Tutberidze jako trenerkę. Ona szczyci się publicznie swoim surowym stylem pracy. Wiemy, iż za kulisami dochodzi do jeszcze większych nadużyć" – napisał jeden z użytkowników X-a w nawiązaniu do tego filmu.
Inny zaś dopowiadał, iż "metoda Tutberidze" polega na "trenowaniu mięśni uda ze złamanymi kośćmi i niestabilną techniką skoku, która nie daje efektów po okresie dojrzewania, ważeniu 10-letnich dziewcząt kilka razy dziennie i wmuszaniu w nie ponad 60 suplementów, zamiast stosowania planu zdrowego żywienia".
Tak słynna trenerka omija restrykcje. Rosyjsko-gruzińska współpraca
Chętnych do pracy z Tutberidze jednak nie brakuje. Powrót pod jej skrzydła zapowiedziała m.in. 21-letnia Trusowa (dwa lata temu formalnie przejęła nazwisko męża i teraz funkcjonuje jako Ignatowa), która urodziła pół roku temu dziecko. Tłumaczyła, iż spędziła pod jej skrzydłami większość dotychczasowej kariery, a gdy rywalizuje się z nią u boku, "zawsze czuje się, jakby się miało ochronę". Trudno jednak przypuszczać, by Ignatowa stała się teraz oczkiem w głowie trenerki. Jest nim w tej chwili Adelija Petrosjan, na którą Rosjanie mocno liczą w rywalizacji solistek na trwających właśnie igrzyskach. 18-latka wystąpi w nich pod neutralną flagą, tak jak kilkunastu innych rosyjskich sportowców, których dopuszczono do startu w Mediolanie i Cortinie mimo międzynarodowych sankcji.
Petrosjan oficjalnie nie zgłosiła na tę istotną imprezę Tutberidze jako swojej trenerki, ale jak najbardziej cały czas z nią współpracuje. Jak opisywał James Gray z "The iPaper", gdyby Petrosjan zgłosiła Tutberidze, 51-latka musiałaby przejść wprowadzony w związku z wojną w Ukrainie "proces weryfikacji neutralności" i mogłaby nie zostać dopuszczona do udziału w igrzyskach. Dziennikarz podaje tu przykład współpracującego z Tutberidze w roli choreografa Daniiła Glejchiengauza, któremu odmówiono zgody na przyjazd do Mediolanu. Jego żoną jest dziennikarka pracująca w rosyjskiej telewizji.



Tutberidze oficjalnie jest więc na igrzyskach jako trenerka gruzińskiego solisty Niki Egadze. Współpracują już od lat, ale dopiero niedawno 23-latek odniósł pierwszy znaczący sukces, zostając mistrzem Europy. Dzięki tej współpracy Tutberidze może zaś być na imprezach międzynarodowych i doglądać Petrosjan, choć nie może jej formalnie towarzyszyć. Międzynarodowa Federacja Łyżwiarska (ISU) interweniowała, gdy podczas kwalifikacji olimpijskich Tutberidze chciała udzielać zawodniczce wskazówek podczas treningu.
Związek Tutberidze z Gruzją pozostało mocniejszy – jej ojciec pochodził z tego kraju. Sama jednak urodziła się, wychowała i spędziła większość dorosłego życia w Rosji. To do Moskwy od lat przyjeżdżają wszyscy, którzy chcą być przez nią szkoleni. Przez sześć lat mieszkała w USA i właśnie tam 23 lata temu urodziła córkę Dianę Davis. Ta została łyżwiarką figurową, ale na pewnym etapie – za radą matki – porzuciła karierę solistki i postanowiła startować w parze tanecznej. Matka na pewno też miała spory udział w tym, iż Davis startuje teraz w igrzyskach jako reprezentantka…Gruzji. Jej partnerem jest Gleb Smołkin, prywatnie mąż. Oboje do 2023 roku startowali w barwach Rosji. Kontrowersyjna trenerka może mieć więc kilka powodów do zadowolenia w Mediolanie, a jej krytycy wiele powodów do oburzenia.
Idź do oryginalnego materiału