Niezwykłe wyznanie Kamila Grosickiego. „Schodząc z boiska miałem łzy w oczach”

1 tydzień temu

Kamil Grosicki przypomniał, jak wiele może dać Pogoni Szczecin. W spotkaniu z Radomiakiem Radom wszedł z ławki i zdobył dwie bramki, a po zwycięstwie 4:3 opowiedział o emocjach. Reakcja kibiców sprawiła, iż schodził z boiska ze łzami w oczach.

Pogoń potrzebowała impulsu, bo sobotni mecz długo nie układał się po jej myśli. Radomiak dwukrotnie obejmował prowadzenie, jednak gospodarze za każdym razem odpowiadali. Do szatni zespoły schodziły przy wyniku 2:2. Po przerwie spotkanie odmienił doświadczony skrzydłowy.

Grosicki pojawił się na murawie na początku drugiej połowy. Następnie trafił w 49. i 55. minucie, zapewniając gospodarzom dwubramkową przewagę. Pierwszego gola zdobył uderzeniem zza pola karnego. Choć goście jeszcze zmniejszyli straty, trzy punkty zostały w Szczecinie.

Kamil Grosicki nie ukrywał emocji

Dla 38-letniego zawodnika znaczenie tego występu wykraczało poza sam wynik. Wcześniej w tym sezonie nie zdobył bramki, a jego rola ograniczała się do występów z ławki. Bywały również spotkania, podczas których w ogóle nie pojawiał się na boisku. Dlatego dublet przed własną publicznością miał szczególny smak.

„Ostatnie miesiące były dla mnie ciężkie” oraz „Schodząc z boiska, miałem łzy w oczach, widząc ich radość”, przyznał w rozmowie z Pogoń SportNet.

Skrzydłowy podkreślał, iż bardzo czekał na taki wieczór. Co więcej, ogromne znaczenie miało dla niego wsparcie z trybun. Kibice skandowali jego nazwisko, a on mógł odwdzięczyć się występem, który przesądził o zwycięstwie. Mimo wieloletniego doświadczenia nie przeszedł obok tych chwil obojętnie.

Pogoń wygrywa, ale Grosicki studzi nastroje

Jednocześnie bohater spotkania nie przedstawiał końcówki jako wzoru do naśladowania. Pogoń pozwoliła rywalom przejąć inicjatywę i do ostatnich minut musiała pilnować prowadzenia. Tym samym choćby dwa szybkie trafienia po przerwie nie zapewniły spokojnego finiszu.

Dla zespołu było to piąte kolejne zwycięstwo. Jednak Grosicki zachowywał ostrożność wobec rosnących oczekiwań i przypominał o następnych wyjazdowych wyzwaniach. W kwestii własnej roli stawiał sprawę jasno: najważniejszy pozostaje jego wkład w wyniki drużyny. Po takim występie trener otrzymał mocny argument, by znów na niego postawić.

Idź do oryginalnego materiału