Niewinny dzięki toksykologii. Rozmowa z dr KAROLINĄ NOWAK

2 dni temu

– Dzięki pani od zarzutu stosowania dopingu uniewinniony został siatkarz Bogdanki Lublin Mikołaj Sawicki.

– To było zespołowe działanie. Jak w siatkówce. Czapki z głów przed pełnomocnikami siatkarza, ja tylko szczęśliwie pomogłam od strony naukowej.

– W maju 2025 roku w organizmie zawodnika stwierdzono niedozwolony środek – kwas modafinilowy. Siatkarz został zawieszony, ale rozpoczął walkę o uniewinnienie. Jak to się stało, iż właśnie toksykolog rozwiązał tę zagmatwaną historię?

– Skontaktował się ze mną mecenas Hubert Radke. W ubiegłym roku opublikowałam bowiem z profesorami Marcinem Zawadzkim i Pawłem Szpotem artykuł naukowy, w którym opisaliśmy, iż pewne komplikacje analityczne, które mogą dawać wynik fałszywie dodatni dla modafinilu. Pan mecenas zadał mi pytanie, czy faktycznie w kontekście ebastyny, leku przeciwalergicznego, który przyjmował Mikołaj Sawicki, może zachodzić taka ewentualność. Sprawdziłam dość szybko, iż faktycznie, strukturalnie to możliwe. Dzięki temu, iż miałam wgląd do dokumentacji, jak przeprowadzona była analiza i metodyka badania próbek moczu siatkarza Bogdanki Lublin, wykazałam, iż zastosowano w tym przypadku nieodpowiednią metodę. Była zbyt mało selektywna, żeby odróżnić kwas modafinilowy, fałszywie stwierdzony w próbce moczu zawodnika, od ebastyny bądź jej metabolitów.

– Wykazała to pani na podstawie badania naukowego w innej sprawie.

– Na co dzień jestem toksykologiem sądowym, więc przypadki pośmiertne są podstawą moich badań. Wyniki opisane w artykule naukowym dotyczyły ściśle przypadku toksykologiczno- sądowego.

– O jaki przypadek pośmiertny chodziło?

– Zmarła osoba, która na kilka dni przed zgonem trafiła do szpitala z bólem brzucha o niewiadomym pochodzeniu. Prokurator zdecydował o przeprowadzeniu sądowo lekarskiej sekcji zwłok oraz pośmiertnych badań toksykologicznych. Badaliśmy wówczas krew i płyn z gałki ocznej, które stanowią cenne materiały toksykologiczne.

– Czego miała dotyczyć pani ekspertyza?

– Mieliśmy wykonać badania w kierunku obecności środków odurzających, substancji psychotropowych, leków i ich metabolitów. Biorąc pod uwagę okoliczności sprawy, kompletnie nie pasowało, iż ta osoba mogła mieć w swoim organizmie modafinil.

– I to badanie ostatecznie pomogło zawieszonemu reprezentantowi Polski w siatkówce?

– Wydaje mi się, iż chwytliwy był tytuł publikacji naukowej. Tłumacząc go na język polski, brzmiał: „Uważaj na błędną identyfikację modafinilu, w przypadkach dodatnich na difenhydraminę”.

– najważniejsze było chyba słowo modafinil.

– Mecenas Radke słusznie pytał – czy jakieś inne substancje mogą dawać dodatni wynik modafinilu.

– Bo w organizmie siatkarza Mikołaja Sawickiego stwierdzono obecność kwasu modafinilowego.

– Czyli jednego z metabolitów modafinilu. Podejrzewałam, iż faktycznie wystąpiła taka sama zależność jak w opisanym naukowo badaniu. Metodyka mogła być niewłaściwie dobrana przy badaniu próbki moczu zawodnika. Istotne było zapoznanie się z dokumentami z Polskiego Laboratorium Antydopingowego dotyczącymi analizy próbki moczu.

– Udało się je zdobyć?

– Pan Mikołaj Sawicki musiał wyłożyć na to znaczne środki finansowe, ale ostatecznie szczęśliwie otrzymał pakiet dokumentów z warszawskiego laboratorium. Dzięki temu mogłam szczegółowo poznać metodykę badań. W przygotowanej opinii wykazałam znaczące błędy popełnione przez laboratorium. Wypunktowałam, co według mnie było przyczyną fałszywego wyniku i decyzji, iż Mikołaj Sawicki stosował niedozwolone środki.

– Potwierdziło to dodatkowe badanie w zagranicznym laboratorium mającym akredytację Światowej Agencji Antydopingowej WADA.

– Okazało się, iż faktycznie ta metoda analityczna zastosowana w badaniu w Warszawie była niewłaściwa, zbyt mało selektywna. W powtórnym badaniu próbki moczu pana Sawickiego, w laboratorium w Kreischy w Niemczech, potwierdziło się, iż w organizmie zawodnika faktycznie nie stwierdzono obecności kwasu modafinilowego.

– Przyznano rację walczącemu o dobre imię zawodnikowi i pani.

– Odczuwam satysfakcję, iż udało się udowodnić niewinność zawodnika. Cieszę się, iż doszliśmy do sprawiedliwości w bardzo ludzkim kontekście.

– Pełnomocnik Mikołaja Sawickiego, mecenas Hubert Radke, stwierdził w swym oświadczeniu: „Po raz pierwszy w historii polskiego systemu walki z dopingiem udało się zakwestionować wiarygodność metody analitycznej zastosowanej przez Polskie Laboratorium Antydopingowe, wykorzystanej do badania próbki pobranej od zawodnika w ramach kontroli antydopingowej. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) podzieliła w tym względzie podniesione przez nas argumenty, oparte o węzłową ekspertyzę dr Karoliny Nowak”.

– Odczuwam satysfakcję naukową. Lata pracy, zebrane doświadczenia przełożyły się na końcowy efekt ważnej sportowej sprawy.

– Czym zawiniło laboratorium dopingowe w Warszawie?

– Na pewno nie zawiodły urządzenia. Stosowano błędnie opracowaną metodę badań. Istotne, iż podobny problem dotyczy tenisisty Jakuba Januchowskiego, u którego po badaniach w Warszawie stwierdzono występowanie tego samego niedozwolonego środka, co u Mikołaja Sawickiego. Tyle tylko, iż tenisista podał do protokołu przy badaniu, iż stosował przeciwalergiczny lek. W czasie badania w warszawskim laboratorium prawdopodobnie nie zweryfikowano, czy składnik tego leku może dawać fałszywy dodatni wynik. Sprawa tenisisty jest bardziej skomplikowana, bo został już ukarany czteroletnim zakazem startów.

– Czy Laboratorium Antydopingowe w Warszawie skontaktowało się z panią?

– Nie.

– A POLADA, czyli Polska Agencja Antydopingowa?

– Też nie, pozostawiam to już w gestii tych instytucji. Jestem otwarta, jeżeli chodzi o bliższe wytłumaczenie, na czym polegał problem.

– Laboratorium w Warszawie może ponieść określone konsekwencje, także finansowe.

– Nie mam wątpliwości, iż błąd wynika wyłącznie z winy tej instytucji, pewnie ktoś poniesie konsekwencje.

– Interesuje się pani sportem?

– Kibicuję reprezentacji siatkarzy, a w piłce nożnej Chelsea Londyn.

– Mikołaj Sawicki zaprosił panią na swój mecz?

– Jeszcze nie, ale cieszymy się z tego, co wspólnie osiągnęliśmy w walce o jego „czystość”.

– Pani miejsce to laboratoryjny stół, płytki, probówki, kolby?

– Wszystko w odpowiedniej kolejności. Ważne jest adekwatne przyjęcie materiału, jego obróbka, analiza, a następnie interpretacja wyników, co oczywiście poprzedzone jest opracowaniem i wdrożeniem odpowiednich metod analitycznych. Decydująca jest końcowa burza mózgów – co ostatecznie mamy, a co musi zostać wykluczone. Jestem toksykologiem sądowym, również diagnostą laboratoryjnym. Ukończyłam analitykę medyczną na uniwersytecie we Wrocławiu, zrobiłam tam też studia doktoranckie w Katedrze Medycyny Sądowej. Jestem również adiunktem w Zakładzie Farmakologii Uniwersytetu Opolskiego.

– Jak brzmiał tytuł pracy doktorskiej?

– Dotyczył markerów hiperglikemii w materiale pośmiertnym. Pracuję w tej chwili we Wrocławiu, w Instytucie Ekspertyz Toksykologicznych. Kilkuletnie doświadczenie przełożyło się na to, iż byłam w stanie zweryfikować poprawność metody badania próbek moczu Mikołaja Sawickiego. To nie tylko wiedza teoretyczna, ale ogromne znaczenie miała praktyka i pewnie dlatego byłam w stanie pomóc w uniewinnieniu siatkarza z Lublina.

– Skąd zainteresowanie medycyną sądową?

– Już na pierwszym roku studiów dołączyłam do Koła Naukowego Analityki Sądowej i Chemii Kryminalistycznej, a nie uwierzy pan, iż pierwsza konferencja, jaką wtedy zorganizowaliśmy, dotyczyła dopingu w sporcie. Uwielbiam toksykologię sądową, odnajduję się w niej. Mam nadzieję, iż przyczyniam się do choćby częściowego rozwiązywania kryminalnych spraw. Odczuwam z koleżankami i kolegami ogromną satysfakcję, kiedy okazuje się, iż dzięki naszym ekspertyzom toksykologiczno-sądowym ktoś zostanie słusznie skazany albo na przykład rodzina pozna właś ciwą przyczynę zgonu najbliższej osoby. Na ćwiczeniach z medycyny sądowej mówię swoim studentom, iż życie to nie film, jest bardziej emocjonujące od najciekawszego serialu. Czasami materiał biologiczny badamy po dłuższym czasie. Niemożliwe, by – jak często dzieje się w kryminale – w ciągu jednego dnia zostały zebrane wszystkie ślady, przebadane próbki, przesłuchani świadkowie i nastąpiło rozwiązanie najbardziej skomplikowanej sprawy. Kryminalne seriale bardzo często zakrzywiają rzeczywistość.

Idź do oryginalnego materiału