Jeszcze niedawno nie było jej w reprezentacji Polski, a w Zagłębiu Lubin nie zawsze miała miejsce w pierwszej siódemce. Dziś Karolina Jureńczyk jest zawodniczką mistrza Niemiec, gra w Lidze Mistrzyń i regularnie pojawia się na parkiecie w jednej z najmocniejszych lig Europy. Latem wykonała duży i nieoczywisty krok, dołączając do HSG Blomberg-Lippe, a teraz dostała szansę na powrót do reprezentacji Polski. W Chebie po raz pierwszy od dawna założyła biało-czerwoną koszulkę i od razu zdobyła swoje debiutanckie bramki w narodowych barwach. Czy w kolejnych meczach i miesiącach Karolina wykorzysta szansę na tyle dobrze, by znaleźć się także w kadrze na grudniowe EURO? Pomóc mają jej motywacja z filmów dokumentalnych i przewietrzenie głowy podczas sesji malowania.
24-letnia rozgrywająca ma za sobą kilka intensywnych miesięcy. Po trzech sezonach spędzonych w KGHM MKS Zagłębiu Lubin zdecydowała się na transfer do niemieckiego HSG Blomberg-Lippe.
Bynajmniej nie był to kierunek, którego można było się spodziewać. Niemiecki klub w poprzednim sezonie zdobył bowiem mistrzostwo kraju, a obecne rozgrywki rozpoczął jako debiutant w Lidze Mistrzyń. Jureńczyk, która w poprzednich sezonach nie była pewna regularnej gry w Zagłębiu, nagle znalazła się w zupełnie nowym środowisku i dostała wyjątkową możliwość rywalizacji na poziomie, na którym wcześniej występowała tylko sporadycznie.
“Po kontuzji z zeszłego sezonu potrzebowałam chwili, żeby wszystko sobie poukładać. Stwierdziłam, iż dobrze zrobi mi zmiana otoczenia, dlatego zaczęliśmy szukać możliwości i pojawiła się opcja transferu do Niemiec. Dzisiaj jestem bardzo zadowolona z tego wyboru. Podpisując kontrakt, nie wiedziałam jeszcze, iż będziemy grały w Lidze Mistrzyń, bo sezon w Niemczech nie był wtedy zakończony. To była dla mnie świetna niespodzianka. To możliwość ponownego występu rozgrywkach, które dają ogromne doświadczenie i są na zupełnie innym poziomie. Mam super drużynę i bardzo dobrego trenera, który uczy mnie mnóstwa rzeczy. Gramy praktycznie co dwa lub trzy dni, więc cały czas jestem w rytmie meczowym. Właśnie tego potrzebowałam” – wyjaśnia sama zainteresowana.

Każda historia ma jednak swój początek. “Jura” jest wychowanką Piotrcovii Piotrków Trybunalski. Jako nastolatka trafiła do SMS ZPRP Płock, gdzie konsekwentnie rozwijała się na pozycji lewego rozegrania. Po powrocie do rodzinnego miasta grała w Piotrcovii, a w okresie 2022/23 zdobyła 58 bramek w 20 meczach LOTTO Superligi Kobiet, zostając za to doceniona przez kibiców nagrodą “Wybór Sezonu”.
Latem 2023 roku przeniosła się za to do mistrzyń Polski, KGHM MKS Zagłębia Lubin, z którym sięgnęła po kolejne mistrzostwa i występowała w europejskich pucharach, w tym w Lidze Mistrzyń. w okresie 2023/2024 w tych rozgrywkach zdobyła 15 bramek. Po trzech sezonach w Lubinie przyszedł jednak czas na kolejny krok i transfer do Niemiec.
“Myślę, iż każdy etap mojej kariery był inny, bo cały czas dorastałam i uczyłam się nowych rzeczy. SMS był dla mnie początkiem. Byłam wtedy bardzo młoda i cieszę się, iż tam trafiłam. Później od razu po szkole dostałam możliwość gry w Superlidze, co również było dla mnie ważnym krokiem. Następnie przeszłam do Zagłębia i już w pierwszym sezonie miałam okazję występować w Lidze Mistrzyń. Na każdym etapie nauczyłam się czegoś nowego i tak jest do dziś. O to właśnie chodzi, żeby cały czas się rozwijać i być coraz lepszą” – kontynuuje Jureńczyk.
Losy jej klubowej kariery były nierozerwalnie związane z jej miejscem w reprezentacji Polski. Postrzegana jako duży talent, w kwietniu 2023 roku zadebiutowała w dorosłej kadrze. Wśród Bialo-Czerwonych nie zagrzała jednak miejsca na dłużej, bo w ostatnim czasie nie była stałą częścią reprezentacji, a do momentu startu turnieju w Chebie jej bilans w kadrze wynosił zaledwie trzy występy i zero zdobytych bramek.
Teraz, po dłuższej przerwie, znów znalazła się jednak w gronie reprezentantek. Co ważne, jej powrót nie odbył się w zwykłym momencie. Wrześniowe zgrupowanie w Szczyrku i turniej towarzyski w Chebie są dla Arne Senstada jednym z ostatnich i najważniejszych etapów bezpośrednich przygotowań do grudniowych Mistrzostw Europy Kobiet, które po raz pierwszy w historii odbędą się w Polsce (WIĘCEJ).
“Już dosyć długo nie było mnie w kadrze, ale po powrocie mniej więcej wiedziałam, jak to wszystko funkcjonuje. Bardzo się cieszę, iż po tej długiej przerwie dostałam kolejną szansę. Mam nadzieję, iż ją dobrze wykorzystam. Myślę, iż każdy sportowiec marzy o tym, żeby reprezentować swój kraj, więc oczywiście cały czas o tym myślałam. W klubie byłam przede wszystkim skupiona na meczach, ale gdzieś z tyłu głowy reprezentacja cały czas była. Cieszę się, iż ktoś zauważył, iż ostatnio zaczęłam więcej grać i dostałam możliwość przyjechania tutaj i pokazania tego, co poprawiłam w ostatnim czasie” – przekonuje rozgrywająca.
Czy powołanie było dla niej zaskoczeniem?
Jureńczyk rozbrajająco tłumaczy – “Przed powołaniem trener napisał do mnie i pytał, jak się czuję po ostatnich kontuzjach, więc trochę podejrzewałam, iż jest szansa na powołanie (śmiech)! A potem rzeczywiście je zobaczyłam. Trener jest z nami w kontakcie także wtedy, kiedy nie jesteśmy powoływane, i myślę, iż to bardzo ważne, bo oczywiście mamy podstawowy skład, ale trener cały czas szuka też kolejnych zawodniczek”.
W Szczyrku Jureńczyk dołączyła do zespołu razem z innymi zawodniczkami występującymi na co dzień za granicą. Selekcjoner Arne Senstad od początku podkreślał, iż skład pozostawał otwarty, a treningi były okazją, by każda z zawodniczek pokazała swoje możliwości. Ostatecznie Jureńczyk znalazła się w osiemnastce, która we wtorek 22 września wyruszyła do Czech.
Dla niej samej oznaczało to możliwość powrotu do reprezentacyjnej rywalizacji i pierwszą od dawna okazję, by nie tylko ponownie zagrać w kadrze, ale też otworzyć swoje konto bramkowe w seniorskiej reprezentacji. Chwila spełnienia nadeszła jeszcze w trakcie pierwszej połowy środowego inauguracyjnego turniej w Chebie meczu ze Słowenią (RELACJA). Później “Jura” wpisała się na listę strzelczyń jeszcze raz.
“Na początku meczu wchodziłam tylko do obrony, ale później dostałam też chwilę w ataku, więc chciałam wykorzystać swoją szansę. Akurat byłam na prawym rozegraniu, czyli nie na swojej nominalnej pozycji. Zrobiłam krzyżówkę z Olą Rosiak, zobaczyłam trochę miejsca i zdecydowałam się oddać rzut. Udało się i bardzo się z tego ucieszyłam. Pomyślałam, iż podjęłam dobrą decyzję, trochę odetchnęłam i wróciłam do obrony” – relacjonuje zdobywczyni pierwszej bramki w kadrze.
Teraz europejski poziom stał się jednak codziennością „Jury”. Początek sezonu pokazuje, iż Jureńczyk potrafi korzystać z otrzymanej szansy. Nie przyjechała do Blomberg-Lippe wyłącznie po to, by uczyć się z ławki. Regularnie pojawia się w rotacji zespołu, a w pierwszych czterech meczach Bundesligi zdobyła dziewięć bramek. Dostała również minuty w Lidze Mistrzyń, w której mistrz Niemiec debiutuje, mierząc się z zespołami europejskiej czołówki. Po trzech spotkaniach tych rozgrywek ma na koncie cztery trafienia, co pokazuje, iż transfer do Blomberg-Lippe nie jest dla niej wyłącznie lekcją na przyszłość.
Tym bardziej, iż historia Jureńczyk w kolejnych miesiącach może tylko jeszcze bardziej przyśpieszyć. Cheb jest dla niej szansą na ponowne wejście do reprezentacji, ale prawdziwym celem jest ugruntowanie swojej pozycji wśród najlepszych polskich szczypiornistek.
“Na razie trudno powiedzieć coś o składzie na EURO, bo to dopiero początek sezonu, ale mam ogromne nadzieje i nie będę tego ukrywać. Po to tutaj jesteśmy, żeby walczyć o miejsce w kadrze na mistrzostwa, więc jestem pozytywnie nastawiona. A co będzie, to zobaczymy. Kiedy wracałam po kontuzji, wyjazd na EURO był jednym z moich celów. Muszę przyznać, iż jest to dla mnie naprawdę ważna rzecz, dlatego chcę do tego dążyć i zrobić wszystko, żeby się udało” – mówi bez ogródek “Jura”.
W Chebie przebywa w tej chwili aż osiem praworęcznych rozgrywających. Walka o miejsce w składzie wydaje się więc bardzo zacięta, co potwierdza także selekcjoner Senstad.
“Traktujemy się wszystkie normalnie, więc nie ma między nami żadnych złych emocji. Po prostu pojedzie ta, która będzie lepsza. Co więcej, kiedy mamy trudniejszy moment, wspieramy się nawzajem. To działa w ten sposób, iż jeżeli ja będę lepsza, moja koleżanka również będzie chciała podnieść swój poziom. Myślę, iż to bardzo pomaga całej drużynie” – analizuje Jureńczyk, która poza piłką ręczną uwielbia oglądać filmy dokumentalne i malować.
“Oglądam bardzo dużo filmów. Jestem fanką adekwatnie wszystkiego, ale szczególnie lubię dokumentalne i sportowe. Uwielbiam też malować, czego może nie wszyscy wiedzą. Mam swoją małą galerię sztuki, na razie schowaną w domu. Jeszcze jej nie pokazuję, ale kto wie, może kiedyś przyjdzie na to czas. Jestem samoukiem, więc nie wzoruję się szczególnie na innych artystach. Bardziej skupiam się na tym, co sama mogę poprawić w swojej sztuce, jeżeli mogę ją tak w ogóle nazwać. Ostatnio oglądałam natomiast dokument “Sprint”. Ich motywacja jest niesamowita. Lubię takie historie, bo można z nich coś wynieść i czasem przenieść to również do własnego życia” – zdradza “Jura”.
Jureńczyk z pewnością nie może być jeszcze pewna miejsca w zespole na EURO, ale w ostatnich miesiącach zrobiła coś, co zwróciło uwagę Arne Senstada. Sztab szkoleniowy docenia także jej wszechstronność, ponieważ Jureńczyk potrafi zarówno postraszyć rzutem z drugiej linii, jak i być istotną postacią w defensywie. To jednak dopiero początek jej drogi. Teraz przed nią najważniejsza próba – weryfikacja na dłuższą metę zarówno w klubie, jak i w kadrze.
Poznaj więcej reprezentantek:
Joanna Gadzina. Nie sądziła, iż jeszcze zagra w reprezentacji, choć rzuciła bramkę w meczu o brąz MŚ
Magda Balsam. Dąży do wielkości na przekór wszystkiemu
Dagmara Nocuń. Walka o powrót do kadry po półrocznej przerwie od piłki manualnej
Zuzanna Zimnicka. Rewelacja kadry młodzieżowej wdziera się na salony
Dominika Więckowska. Odważny krok i wyjście z cienia siostry

1 godzina temu



![ME: Polska - Słowenia. O której siatkarze grają półfinał? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000NBSATI42XIUOX-C461.jpg)









