Niemcy "upokorzeni". Koszmar trwa już prawie ćwierć wieku

2 godzin temu
Anglia czeka na piłkarskie mistrzostwo świata od 1966 roku, Polska 48 lat czekała na medal olimpijski w siatkówce, zaś Niemcy... od prawie ćwierć wieku nie potrafią wygrać Turnieju Czterech Skoczni. Choć są jego współorganizatorami, a znakomitych zawodników im nigdy nie brakowało, to zawsze ktoś lub coś staje im na drodze. Przegrywali już chyba w każdy możliwy sposób, a mało kto potrafił im tak pokazać jak m.in. Kamil Stoch. Przyjrzyjmy się największej zmorze niemieckiego narciarstwa.
"Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy". Słynne słowa Gary'ego Linekera do dziś bywają cytowane w futbolu, natomiast w skokach narciarskich należałoby je przerobić. Szłoby to jakoś tak: "Turniej Czterech Skoczni to takie zawody, w których kilkudziesięciu zawodników startuje w czterech konkursach, a na końcu i tak nie wygra Niemiec". Od 2002 roku TCS, którego Niemcy są współorganizatorem, to największy narciarski koszmar naszych zachodnich sąsiadów.

REKLAMA







Zobacz wideo Czy Austriacy nagięli przepisy o wiązaniach? FIS musiał zareagować



Hannawald wygrał jak nikt przed nim. Nie spodziewał się, iż nikt z rodaków nie wygra też po nim
Dokładnie 6 stycznia 2026 roku miną równo 24 lata, odkąd Sven Hannawald sięgnął po Złotego Orła i wprawił swój naród w ekstazę. Ekstazę podbitą faktem, iż Niemiec wówczas jako pierwszy w historii zrobił to, wygrywając wszystkie cztery turniejowe konkursy. Dokonał czegoś, czego nikt wcześniej nie potrafił zrobić, a powtórzyć - aż do sezonu 2017/18, gdy, cytując Włodzimierza Szaranowicza, "cztery lewy zostały wzięte" przez Kamila Stocha. Niewykluczone, iż w 2002 roku nie brakowało takich, którzy spodziewali się, iż Hannawaldowi nikt nigdy nie dorówna. Natomiast z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, iż takich, którzy zakładali, iż przez następne niemal ćwierćwiecze żaden inny Niemiec nie wygra TCS, wówczas nie było.
Nasi zachodni sąsiedzi w XX wieku nigdy nie mieli szczególnych kłopotów z wygrywaniem współorganizowanych przez siebie zawodów. Mało tego, latami szło im to o wiele lepiej niż ich partnerom z Austrii. Co prawda to właśnie Austriak wygrał pierwszy w dziejach TCS (Sepp Bradl w 1953 roku), ale potem rodacy Mozarta i Haydna musieli czekać aż 22 lata, by niemoc w okresie 1974/75 przełamał Willi Purstl. W tym samym okresie Niemcy zwyciężali siedmiokrotnie, choć oczywiście wówczas podzieleni na RFN (jedna wygrana) i NRD (sześć triumfów). Od tamtej pory współgospodarze cieszyli się ze zwycięstw niemal tyle samo razy aż do końca XX wieku (Niemcy - osiem razy, Austria - siedem).
Wygląda jednak na to, iż skoki narciarskie lubią równowagę. "Bogowie" skoków uznali, iż skoro Austriacy mieli swój czas posuchy, to Niemcy też muszą takowy przecierpieć. Epokowy sukces Hannawalda jawił się dla losu jako idealna okazja, by naszych zachodnich sąsiadów wystawić na próbę cierpliwości. Sami Niemcy zaś też przez lata nie potrafili sobie pomóc.


Wraz z Hannawaldem skończyła się era
Hannawald po swym wielkim triumfie zajął jeszcze drugie miejsce w następnym sezonie 2002/03, ale od tamtego momentu aż do sezonu 2015/16, tylko raz mieliśmy Niemca na podium klasyfikacji generalnej TCS. w okresie 2007/08 na trzecim miejscu znalazł się Michael Neumayer, czyli skoczek, który nigdy nie wygrał choćby jednego konkursu Pucharu Świata, mimo iż startował w nich aż 312 razy. Nie jest to jednak aż tak bardzo dziwne, jeżeli spojrzymy na całokształt niemieckich skoków w tym okresie.



Okresie bardzo nieudanym. Po tym, jak Hannawalda dopadły problemy z wypaleniem zawodowym, które zakończyły jego karierę, nasi zachodni sąsiedzi długo nie mieli w swoich szeregach zawodników z absolutnego topu. Martin Schmitt nie potrafił nawiązać do swych najlepszych lat, a skoczkowie tacy jak Neumayer czy Georg Spaeth byli w czołówce, ale nigdy w tej najściślejszej. Swój czas mieli Finowie (Janne Ahonen), Czesi (Jakub Janda), Norwegowie (Sigurd Pettersen i Anders Jacobsen) i oczywiście Austriacy, którzy w latach 2008-15 uczynili TCS swoim placem zabaw. Niemcy? choćby najbardziej regularny z nich Michael Uhrmann nie potrafił zbliżyć się do top 3 klasyfikacji generalnej PŚ, o TCS nie wspominając.
Dwaj najwyżej klasyfikowani Niemcy w klasyfikacji generalnej PŚ w latach 2004-10:

03/04 - 8. Georg Spaeth, 14. Michael Uhrmann
04/05 - 9. Michael Uhrmann, 11. Georg Spaeth
05/06 - 8. Michael Uhrmann, 18. Georg Spaeth
06/07 - 10. Michael Uhrmann, 17. Martin Schmitt
07/08 - 16. Michael Neumayer, 19. Martin Schmitt
08/09 - 6. Martin Schmitt, 18. Michael Uhrmann
09/10 - 12. Michael Uhrmann, 19. Pascal Bodmer

Dopiero druga dekada XXI wieku przyniosła obietnicę lepszych czasów dla Niemców. Na światowej scenie zaczęły kwitnąć talenty Richarda Freitaga i przede wszystkim Severina Freunda. Ten drugi w okresie 2013/14 przerwał trwającą od 2003 roku i wspomnianego Hannawalda niemiecką serię sezonów bez swojego przedstawiciela na podium klasyfikacji generalnej PŚ na koniec sezonu - zajął trzecie miejsce. To właśnie w nim nasi zachodni sąsiedzi zaczęli wówczas upatrywać szansy na zdobycie Złotego Orła. Ale nic z tego nie wyszło.
Freund miał wszystko, by wygrać. Miał też nietykalnego rywala
Freund przekonał się o tym jako pierwszy. Choć w okresie 2014/15 jako pierwszy Niemiec w XXI wieku zdobył Kryształową Kulę, Turniej Czterech Skoczni aż tak dobrze mu nie wyszedł. choćby nie był najlepszym z Niemców (zajął ósme miejsce, a szósty był Freitag). Natomiast w kolejnym sezonie stało się coś, czego nie widziano od czasów Hannawalda. 29 grudnia 2015 roku Freund wygrał konkurs w Oberstdorfie. Wprawił w ekstazę dziesiątki tysięcy szalejących kibiców na Schattenbergschanze. Nie było ono punktowo może jakieś wielkie, bo Michaela Hayboecka wyprzedził o 3,0, a Petera Prevca o 7,3 pkt, ale wlało w niemieckie serca wielką nadzieję, iż może to jest "ten" sezon. Nie był.


Nie był, bo to ogólnie był czas absolutnego terroru, jaki zaserwował rywalom Prevc. Może i dał się pokonać na start TCS, ale w trzech następnych konkursach już nie. Freund nie schodził z podium, był trzeci w Ga-Pa oraz dwukrotnie drugi w austriackiej części. Jednak w obliczu potęgi Prevca, który w całym sezonie wygrał 15 konkursów, ustanawiając niepobity do dziś rekord, starczyło to jedynie na drugie miejsce. To był bolesny cios dla naszych zachodnich sąsiadów, ale wówczas o tej niemocy jeszcze tak wiele się nie mówiło, bo oni stosunkowo niedawno wrócili do ścisłej czołówki. Nikt wówczas nie wiedział, iż cierpienia niemieckiego kibica podczas TCS dopiero się rozkręcają.



Stoch upokorzył Niemców. Ich nadzieje upadły wraz z Freitagiem
Kolejnym, który miał przełamać coraz bardziej zauważalną klątwę, był Freitag. On akurat w okresie 2017/18 był jeszcze bardziej nakręcony niż wcześniej Freund. Wszak w przeciwieństwie do niego on na TCS jechał jako lider Pucharu Świata. W pięciu konkursach poprzedzających inaugurację w Oberstdorfie był dwa razy drugi i aż trzykrotnie zwyciężał. Rosła co prawda forma broniącego tytułu Kamila Stocha, ale po Engelbergu w roli faworyta nr 1 należało upatrywać Freitaga.
Rzeczywistość jednak znów miała inne plany. Maria Konopnicka w "Rocie" pisała, iż "nie będzie Niemiec pluł nam w twarz". Za to Stoch wówczas Niemcom moralnie w twarz napluł. Polak wygrał zarówno w Oberstdorfie, jak i w Ga-Pa, w obu wypadkach wyprzedzając Freitaga. Nic nie było jednak dla Niemca stracone, bo przewaga 11,8 punktu, jaką Stoch miał przed austriacką częścią, w perspektywie dwóch konkursów była do odrobienia. Szczególnie na kapryśnej Bergisel w Innsbrucku.
Niestety dla Niemców - taki miała ona wówczas kaprys, iż załatwiła Freitaga na amen. Podczas konkursu padał marznący deszcz. Zeskok był twardy jak skała, śliski. Niemiec skoczył pięknie, bo aż 130 metrów, ale popełnił mały błąd przy lądowaniu, za mocno krzyżując tyły nart. Brutalne podłoże tego nie wybaczyło. Freitag upadł, a wraz z nim marzenia Niemców o wygranym TCS. Ówczesny lider PŚ potłukł się na tyle mocno, iż Bischofschofen sobie odpuścił. Stoch za to nasypał jeszcze naszym sąsiadom soli do rany. Nie dość, iż wygrał wszystkie cztery konkursy i odebrał Hannawaldowi miano "tego jedynego", to w dodatku ostatecznie drugie miejsce w całym turnieju też zajął Niemiec, tylko nie Freitag, a Andreas Wellinger.







Jak nie Stochem ich poszczują, to się Kobayashi odpali
Niemcy dostali niemal wszelkie możliwe ciosy, ale ktoś mógłby powiedzieć, iż mogło być jeszcze gorzej. Na przykład na podium TCS mogło stanąć dwóch Niemców, ale żaden na jego najwyższym stopniu. Faktycznie, to byłoby straszne. Ale co stało się rok później? Otóż dokładnie to. w okresie 2018/19 drugie miejsce zajął Markus Eisenbichler, a trzecie Stephan Leyhe. Nasi zachodni sąsiedzi mogli wtedy tylko załamać ręce. Jedynym pocieszeniem, marnym, było to, iż ich reprezentanci po prostu nie mieli szans. Wszak Ryoyu Kobayashi postanowił, iż na kolejnego skoczka, który wygra wszystkie cztery konkursy, nie będziemy czekać znów 16 lat czy więcej i poszedł w ślady Hannawalda oraz Stocha. Eisenbichlera wyprzedził o ponad 60 pkt, więc tu nie było czego zbierać.



Po dwóch drugich miejscach i atakach Eisenbichlera, Freitaga oraz Wellingera, pałeczkę przejął Karl Geiger. To on w latach 2020-22 trzykrotnie zajmował miejsce w top 4 TCS. Za każdym razem inne i oczywiście jedyne, którego mu brakuje, to pierwsze. Niemcy w tym okresie zdecydowanie woleliby udawać, iż na mapie nie ma Polski oraz Japonii, bowiem lata 2017-22 to pełna dominacja tych dwóch nacji w Turnieju.
w okresie 2019/20 wygrał Dawid Kubacki, a rok później Złotego Orła ponownie wzniósł Stoch, sprzątając go Niemcom sprzed nosa, bo Geiger zajął drugie miejsce. Znów mocno zabolało, bo reprezentant gospodarzy wygrał pierwszy konkurs w Oberstdorfie, jednak niemieckie nadzieje umarły w Innsbrucku, gdzie Karl zajął dopiero 15. lokatę, otwierając podwoje do zwycięstwa Stochowi. Z kolei na 70. Turniej Czterech Skoczni w okresie 2021/22 Geiger, podobnie jak kilka lat wcześniej Freitag, jechał jako lider PŚ, jednak w samym turnieju już nie błyszczał tak mocno. Na podium stanął tylko w Bischofschofen (trzecie miejsce), ostatecznie w całości zajmując czwartą pozycję. Wygrał Kobayashi.


Lider PŚ, zwycięstwo w Oberstdorfie, triumfator bez triumfu. Niemcy wypróbowali już każdą porażkę
Niemcy nie potrafili wygrać TCS ani mając przed nim lidera PŚ, ani gdy ich człowiek wygrał pierwszy konkurs w Oberstdorfie, ani gdy było dwóch zwycięzców Turnieju (Janne Ahonen i Jakub Janda wygrali wspólnie w okresie 2005/06). Do kompletu brakowało chyba jeszcze tylko tego, żeby TCS wygrał ktoś, kto nie zwyciężył w żadnym z konkursów. Los nie zgodził się na tę pustkę, wypełniając ją w 2024 roku. Kobayashi udowodnił wówczas, iż 2+2+2+2 czasem równa się 1. W każdym konkursie komuś ulegał, ale iż za każdym razem to był ktoś inny, matematyka zdecydowała, iż triumf należy się najrówniejszemu. Zaś na ukochanym przez Japończyka drugim miejscu finiszował ostatecznie oczywiście Niemiec Andreas Wellinger, który w dodatku wygrał w Oberstdorfie.
Ostatni jak dotąd akt niemieckiej niedoli to poprzedni sezon. Ponownie w roli lidera Pucharu Świata na TCS jechał Niemiec, ale pech polegał na tym, iż był to Pius Paschke, którego klasycznym scenariuszem jest mocny początek sezonu, a potem szybki zjazd. Wówczas na tyle szybki, iż już w TCS zajął dopiero szóste miejsce, zaś podium w pełni opanowali Austriacy z Danielem Tschofenigiem na czele. Dla nich to też było przełamanie po dziesięciu latach.



Rodzinna tradycja Prevców, czyli kopanie niemieckiego leżącego
Tak właśnie wygląda trwająca już niemal ćwierć wieku niemiecka niemoc na TCS. Wiele razy byli blisko, ale zawsze znajdował się ktoś, kto niszczył im marzenia. Czasem robili to sobie sami. I wygląda na to, iż tym razem też mogą się nie doczekać. Domen Prevc jest w kosmicznej formie - w Oberstdorfie znokautował resztę stawki, a potem dołożył kolejny cios w Ga-Pa i po dwóch konkursach ma 35 pkt przewagi nad drugim Janem Hoerlem. Zaś najlepszy Niemiec, czyli Felix Hoffmann, traci już do niego 46,6 pkt.
Oczywiście, to jest TCS. Tu nie można pozwolić sobie na żaden błąd, choćby przy lądowaniu i niewykluczone, iż Słoweniec go popełni, a Hoffmann oraz Philipp Raimund okażą się gotowi, by skorzystać. Jednak jest wielce prawdopodobne, iż 6 stycznia 2027 roku Niemcy będą obchodzić srebrną rocznicę ostatniego zwycięstwa w TCS, a Domen dołączy do Petera w ich prześladowaniu.
Najlepsi Niemcy w TCS po triumfie Svena Hannawalda w okresie 2001/02:

02/03 - 2. Sven Hannawald, 14. Georg Spaeth
03/04 - 6. Georg Spaeth, 7. Michael Uhrmann
04/05 - 8. Michael Uhrmann, 9. Georg Spaeth
05/06 - 10. Georg Spaeth, 11. Michael Uhrmann
06/07 - 9. Michael Uhrmann, 14. Martin Schmitt
07/08 - 3. Michael Neumayer, 8. Martin Schmitt
08/09 - 4. Martin Schmitt, 10. Michael Neumayer
09/10 - 7. Pascal Bodmer, 21. Martin Schmitt
10/11 - 11. Michael Uhrmann, 12. Severin Freund
11/12 - 7. Severin Freund, 10. Richard Freitag
12/13 - 6. Michael Neumayer, 9. Andreas Wellinger
13/14 - 10. Andreas Wellinger, 11. Michael Neumayer
14/15 - 6. Richard Freitag, 8. Severin Freund
15/16 - 2. Severin Freund, 9. Richard Freitag
16/17 - 7. Markus Eisenbichler, 8. Stephan Leyhe
17/18 - 2. Andreas Wellinger, 7. Markus Eisenbichler, 27. Richard Freitag
18/19 - 2. Markus Eisenbichler, 3. Stephan Leyhe
19/20 - 3. Karl Geiger, 10. Stephan Leyhe
20/21 - 2. Karl Geiger, 16. Markus Eisenbichler
21/22 - 4. Karl Geiger, 5. Markus Eisenbichler
22/23 - 11. Andreas Wellinger, 13. Philipp Raimund
23/24 - 2. Andreas Wellinger, 11. Philipp Raimund
24/25 - 6. Pius Paschke, 11. Andreas Wellinger
Idź do oryginalnego materiału