W 2026 roku poza dołączeniem Cadillaca dokonano zaledwie jednej zmiany w stawce – Yukiego Tsunodę zastąpił Arvid Lindblad. Wszystkie doniesienia głosiły, iż po roku od wprowadzenia nowych regulacji zespoły nie będą trzymały się dotychczasowych składów i liczba zmian dorówna tej między 2024 a 2025 rokiem. Tak się jednak nie stało – i są ku temu sensowne powody.
Po tym, jak na początku 2024 roku Lewis Hamilton niespodziewanie ogłosił, iż przechodzi z Mercedesa do Ferrari, ruszyła lawina. Od połowy 2024 roku do rozpoczęcia sezonu 2025 w Formule 1 zagrzało miejsce łącznie siedem nowych twarzy, zaś wielu kierowców zespołów środka stawki zmieniło barwy, zawiesiło lub zakończyło swoje kariery. W 2026 roku aż tak duże przetasowania nie były możliwe – wszyscy szykowali się na zmianę regulacji i najważniejsze nazwiska mimo plotek zostały w swoich zespołach. Wzrastała jednak liczba niewiadomych związanych z sezonem 2027 – wielu fanów liczyło na powtórkę sprzed dwóch lat i duże zmiany. Ponad połowie kierowców kończył się kontrakt, a więc teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby część z nich zmieniła swoje barwy. Czekaliśmy na przerwę wakacyjną – standardowo w jej trakcie realizowane są rozmowy, a później otrzymujemy ogłoszenia o przedłużeniach umów lub transferach. Oficjalnie znamy już jednak prawie cały skład na przyszły rok i… sensacyjnych zmian nie ma.
Ten, który miał wszystko rozpocząć
Standardowo wakacje otworzyły liczne plotki na temat transferu Maxa Verstappena. Te powracają regularnie od roku 2019 – wtedy to pierwszy raz pojawił się temat transferu do Mercedesa. W latach 2024-2025 czterokrotny mistrz świata znów był łączony z tym zespołem za sprawą wewnętrznego zamieszania w Red Bull Racing i licznych odejść wieloletnich pracowników. Doszedł do tego Aston Martin, który po dołączeniu wybitnego projektanta Adriana Neweya na papierze miał w niedalekiej przyszłości dołączyć do czołówki. Dodatkowo wiemy też, iż w kontrakcie Holendra istnieje klauzula, która pozwala mu na wcześniejsze odejście, jeżeli Red Bull nie zapewni mu konkurencyjnego samochodu.
W tym roku jednak wszystko wskazywało na to, iż ziści się kolejny po Hamiltonie w Ferrari abstrakcyjny scenariusz. 9 kwietnia ogłoszono w mediach społecznościowych, iż Gianpiero Lambiase, rozpocznie pracę w McLarenie od 2028 roku. GP współpracował z Verstappenem od 2016 roku jako jego inżynier wyścigowy i poprowadził go do czterech tytułów mistrzowskich z rzędu. Mieli być nierozłączni – Max deklarował, iż jeżeli GP kiedyś odejdzie z F1, to on opuści ją razem z nim. Trudną sytuację potęgował fakt niezadowolenia Holendra z nowych regulacji i znaczne pogorszenie jego wyników. To gwałtownie podsyciło doniesienia o zmianie zespołu, a choćby o opuszczeniu królowej motorsportu i skupieniu się na wyścigach długodystansowych.
Oczywiście Max Verstappen ponownie wiązany był z Mercedesem i były ku temu solidne podstawy. Od 2026 roku team Verstappen Racing korzysta z samochodów Mercedes AMG w WEC. Dodatkowo sam Max kilkukrotnie był widziany w towarzystwie Toto Wolffa – i to poza weekendami wyścigowymi. Pod koniec lipca internet obiegły ich wspólne fotografie podczas wakacji w Sardynii. Z walki o mistrza świata wypisał się Aston Martin, który w tym sezonie plasuje się znacznie poniżej oczekiwań. Doszedł jednak nowy gracz – McLaren. Zak Brown deklarował, iż każdy zespół w stawce chciałby pozyskać Maxa, a poza tym mieli już asa w rękawie – GP. Według fanów udzielających się w mediach społecznościowych, między tymi dwoma opcjami miał wybierać Verstappen. Obie ekipy miały na koncie sukcesy i wydawały się bardziej przyszłościowe, niż będący w trakcie rewolucji Red Bull. 20 sierpnia ucięto jednak wszystkie spekulacje – ogłoszono, iż Max Verstappen przedłużył kontrakt aż do 2030 roku. W oświadczeniu opublikowanym przez Red Bulla wyraził nadzieję związaną z nowym projektem Laurenta Mekiesa opartym na własnych jednostkach napędowych i wiarę w powrót na szczyt w najbliższych latach. Przyznał także, iż zespół jest dla niego jak rodzina i nie wyobraża sobie zmiany barw, z którymi związany jest od początku kariery w F1.
Najlepsi wierni swoim
Rewolucji doszukiwano się także w Ferrari – bynajmniej nie ze strony Charlesa Leclerca. Monakijczyk, będący twarzą włoskiej ekipy od 2019 roku, także był łączony z innymi zespołami ze względu na trwające od wielu lat oczekiwanie na mistrzostwo kierowcy w czerwonych barwach. Wielu fanów i dziennikarzy uważało, iż Leclerc nie ma szans na tytuł mistrzowski z Ferrari i powinien trafić do Red Bulla czy McLarena. Te spekulacje nie przetrwały jednak choćby do przerwy wakacyjnej – na początku czerwca ogłoszono przedłużenie jego kontraktu na kolejne lata. Mogliśmy się tego spodziewać – Leclerc jest wierny Scuderii od początku swojej kariery i pragnie przywrócić je na szczyt. Inaczej sprawa miała się w przypadku Lewisa Hamiltona. Po fatalnym sezonie 2025, spekulowano, iż jego dwuletnia umowa nie zostanie przedłużona na rok 2027. Miałoby zastąpić go konkretne nazwisko – młodziutki Brytyjczyk, Oliver Bearman, związany z akademią zespołu z Maranello i wypożyczony na dwa lata do Haasa. Wszystko zmieniły jednak pierwsze wyścigi sezonu, które uplasowały Lewisa w pierwszej trójce klasyfikacji generalnej i przyniosły mu kilka wyczekiwanych podiów oraz jedno zwycięstwo w Barcelonie. Wszyscy spodziewają się przedłużenia kontraktu o rok ze względu na jego duży wkład w rozwój Ferrari. Oficjalne ogłoszenie w tej sprawie jednak jeszcze nie nastąpiło.
Mercedes bez szans na Maxa Verstappena także nie przebudował swojego teamu. Ze względu na wydarzenia obecnego sezonu, zapowiada się, iż przez najbliższe lata projekt będzie budowany wokół Kimiego Antonellego, który od trzeciego weekendu nieprzerwanie jest najmłodszym liderem mistrzostw świata w historii. George Russell był wiązany z Red Bullem (w wypadku transferu Maxa do Mercedesa) lub ewentualnie ekipami środka stawki, jednak w obecnej sytuacji zmiany w teamie nie są rozważane. Nie znamy oficjalnych długości kontraktów kierowców, jednak spekuluje się, iż są związani z zespołem na przynajmniej kilka sezonów. McLaren także ma jedną z bardziej stałych ekip – w przypadku pozyskania Verstappena z ekipą prawdopodobnie pożegnałby się Oscar Piastri, przymierzany w tym przypadku do Red Bulla. Obaj kierowcy mają jednak wieloletnie umowy, a Lando Norris 29 sierpnia ogłosił przedłużenie kontraktu do 2030 roku.
Czy jest to więc nowy trend? Raczej nie jest to coś, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – mistrzowie świata z ostatnich trzech dekad, tacy jak Michael Schumacher, Sebastian Vettel, Fernando Alonso czy choćby Lewis Hamilton przyzwyczaili nas do zmiany kolorów przynajmniej raz na kilka lat. Teraz zapowiada się, iż czołówkę ominą rewolucyjne i niespodziewane zmiany przynajmniej przez najbliższych kilka sezonów. Najbardziej liczący się kierowcy są lojalni swoim zespołom od wielu lat i jest duża szansa, iż kolejne znaczące transfery będą wiązały się dopiero z wymianą pokoleniową.
Kierowcy niezbędni do odbicia od dna
Ostatnią szansą na duże zmiany pozostawały zespoły środka stawki – tam praktycznie co roku występują mniejsze lub większe przetasowania. Jedynymi kierowcami, którym nie kończył się kontrakt, są Pierre Gasly, związany z Alpine do 2028 roku, a także Valtteri Bottas i Sergio Perez na dwuletnim kontrakcie z Cadillakiem. Reszta umów miała dobiec końca wraz z zakończeniem sezonu 2026 – wiele niewiadomych zostało już jednak rozwiązanych.
Alpine zdecydowało się przedłużyć kontrakt także z Franco Colapinto. Argentyńczyk rozwinął skrzydła w tym roku, kiedy wyniki zespołu znacznie się poprawiły po uzyskaniu silnika od Mercedesa. Dodatkowo przyciąga sponsorów, co także przemówiło na jego korzyść. Audi także zadeklarowało, iż nie zamierza zmienić składu – na trzeci rok zostaną więc doświadczony Nico Hulkenberg i młody, ale zdolny Gabriel Bortoleto.
W poszukiwaniu zmian spoglądano na Williamsa oraz Astona Martina. Pierwsza z ekip zaskoczyła wynikami oraz dwoma podiami w okresie 2025 i wielkie nadzieje wiązała z 2026 rokiem i nowymi regulacjami – najszybciej ze wszystkich zespołów całkowicie przenieśli prace na nowy bolid. gwałtownie okazało się, iż nic nie poszło zgodnie z planem – nie pojawili się na testach w Barcelonie, samochód miał nadwagę i liczne problemy z awaryjnością, a kierowcy nie znajdowali się w walce o regularne punkty. Spekulowało się więc o odejściu, szczególnie Carlosa Sainza, który łączony był głównie z Audi. Według plotek, miał być on niezadowolony ze swojego wyboru i żałować, iż w 2024 roku nie zdecydował się odejść właśnie tam. Okazało się jednak, iż Williams znalazł sposób na przekonanie swoich kierowców – 18 września ogłoszenie przedłużenie kontraktu z Alexem Albonem, zaś dzień później z Sainzem. Aston Martin także zawiódł na każdej płaszczyźnie, nie kończąc w tym sezonie wielu wyścigów z powodów technicznych. To miało z kolei frustrować dwukrotnego mistrza świata, Fernando Alonso i skłonić go do zakończenia trwającej ponad 20 lat kariery. Brakowało jednak potencjalnych kandydatów, którzy mogliby stać się nową twarzą borykającej się z problemami ekipy. Finalnie 29 września ogłoszono, iż skład się nie zmieni, a sam Alonso przyznał, że… odejdzie, ale jeszcze nie teraz. Tuż po przedłużeniu kontraktu zameldował się choćby w punktach, zajmując sensacyjne ósme miejsce w Malezji.
Faktyczne zmiany mieliśmy zobaczyć w dwóch miejscach – Haasie oraz rodzinie Red Bulla. W tej pierwszej ekipie była szansa, iż pojawią się dwa wolne miejsca – jeżeli Ollie Bearman odszedłby do Ferrari. Wiemy jednak, iż prawdopodobnie dłużej poczeka na awans, jednak fotel jego kolegi zespołowego się zwolni. Po dłuższych spekulacjach o ogólnym niezadowoleniu z występów Estebana Ocona, 30 września ogłoszono, iż Francuz pożegna się z zespołem po sezonie 2026. Testowani są już nowi potencjalni kandydaci – aktualny lider klasyfikacji generalnej F2, Rafael Camara, obecny mistrz świata F2, Leonardo Fornarolli, rezerwowy Haasa Jack Doohan czy wspierany przez Toyotę Ryo Hirakawa. Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak angaż tego pierwszego ze względu na to, iż jest częścią akademii Ferrari, dostarczającego Haasowi silniki. Dużo bardziej skomplikowana jest sprawa w Racing Bulls – Arvid Lindblad i Liam Lawson przez cały sezon prezentują wysoką skuteczność. Wiemy już, iż żaden z nich nie awansuje na drugi fotel Red Bulla – 23 września ogłoszono przedłużenie kontraktu ze spisującym się świetnie Isackiem Hadjarem. Z drugiej strony na liście oczekujących jest jednak kolejny junior Red Bulla – to 19-letni Nikola Tsolov, który jedzie swój pierwszy sezon w F2 i osiąga świetne wyniki. jeżeli wygrałby Formułę 2, można się spodziewać, iż Red Bull za wszelką cenę będzie chciał zwolnić dla niego miejsce. Wtedy z ekipą pożegnałby się prawdopodobnie Lawson – jego młodszy kolega z zespołu jest oceniany jako bardziej perspektywiczny.
Z sezonu, który miał wszystko przemieszać, w przyszłym roku zobaczymy maksymalnie dwie zmiany w stawce. Wiąże się to z tym, iż wiele zespołów szuka jeszcze stabilności w nowych regulacjach, które na przyszły rok mają być dopiero dopracowane. Dużo ekip przeszło zmiany silników lub buduje się całkowicie na nowo, jak Red Bull czy Audi. Dodatkowo znacząco wzrosła tendencja do podpisywania wieloletnich, trudniejszych do zerwania kontraktów. Zarówno czołowe zespoły, jak i te należące do tzw. midfieldu przywiązują swój wizerunek do konkretnych kierowców, którzy mają już swoje sukcesy oraz markę osobistą. Sensacja nastąpi dopiero wtedy, gdy młodsze pokolenie, dołączające do F1 w ostatnich latach, powoli zacznie zajmować w czołówce miejsce zawodników posiadających w tej chwili dekadę doświadczenia.
Oliwia GARCZYŃSKA

3 dni temu















