Niecierpliwy, ale bardzo zdolny. Taki jest nowy napastnik Jagiellonii

3 godzin temu

Jagiellonia Białystok długo kazała swoim kibicom czekać na zimowe ruchy przychodzące, ale jak już machina ruszyła, to od razu mamy potencjalny konkret. 21-letni Samed Bazdar ma za sobą słabsze miesiące, jednak przez cały czas mówimy o zawodniku, który cieszy się sporą renomą na rynku i z dużym prawdopodobieństwem można założyć, iż najlepsze dopiero przed nim.

Sam fakt, ile klubów interesowało się nim w ostatnich dniach, wiele mówi. Z doniesień hiszpańskich mediów wynikało, iż wcześniej konkretne oferty napłynęły z Rakowa Częstochowa i czwartej drużyny portugalskiej ekstraklasy – Gil Vicente. W obu przypadkach także chodziło o wypożyczenie z opcją wykupu. Oprócz tego piłkarz ten znajdował się na celowniku Schalke, Bochum, Almerii, AIK, Malmoe i rosyjskiego PFK Soczi. Latem z kolei Rubin Kazań dawał za niego 2,5 mln euro plus bonusy. Spotkał się z odmową.

Samed Bazdar – kim jest nowy napastnik Jagiellonii Białystok [HISTORIA]

Spis treści

  1. Samed Bazdar - kim jest nowy napastnik Jagiellonii Białystok [HISTORIA]
  2. Łatka dużego talentu
  3. Juventus go nie przekonał, Real nie kupił
  4. Ekspozycja na sprzedaż
  5. Chwile zwątpienia i zniechęcenia
  6. Pochwały od Ivicy Ilieva
  7. Być jak Savo Milosević
  8. Obiecujący początek w Saragossie
  9. Kontuzja i zmiany trenerów
  10. Zamieszanie z wyborem reprezentacji
  11. Serbia była grą na czas
  12. Walka o swoją przyszłość i być może choćby wyjazd na MŚ
  13. CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Real Saragossa teraz najchętniej od razu by go sprzedał. Chętnych na taki wariant zabrakło, dlatego koniec końców trzeba było zaakceptować kompromisowe rozwiązanie. Inna sprawa, iż nie ma pełnej zgodności co do takiego stanowiska klubu z Aragonii. Portal „Hoy Aragon” dopiero co pisał, iż Saragossa w ogóle nie rozważała definitywnego rozstania z reprezentantem Bośni i Hercegowiny, bo cały czas wierzy w jego potencjał.

Gdyby jednak tak było, raczej nie wpisałaby w umowie z Jagiellonią klauzuli wykupu i to na poziomie 2 mln euro. Dla białostockiej ekipy wydanie takich pieniędzy oznaczałoby zdecydowane pobicie rekordu zakupowego, ale generalnie w polskich realiach nie jest to już szokująca kwota.

W każdym razie, na ten moment Bazdar stanowił dla Saragossy balast. Szacuje się, iż dzięki jego odejściu do Polski klub uwolnił 250 tys. euro w budżecie płacowym, co było niezbędne dla zrealizowania planowanych wzmocnień w ofensywie. Następnym oszczędnościowym krokiem ma być opchnięcie napastnika Daniego Gomeza.

Dobrodošli u Białystok, Samed


Partnerami obozu #JagawBelek2026@SuperbetPL i Kuchnia Vikinga. pic.twitter.com/wPL3KWD0yo

— Jagiellonia Białystok (@Jagiellonia1920) January 25, 2026

Łatka dużego talentu

Delikatnie rzecz ujmując, kibice Saragossy raczej za Bośniakiem nie płaczą, ale to jeszcze niczego nie przesądza. Pół roku temu cieszyli się, gdy Jagiellonia brała od nich Bernardo Vitala. Czas pokazał, iż Portugalczyk wyrósł na najlepszego stopera Białostoczan w rundzie jesiennej. Z dobrej strony pokazywał się zwłaszcza w europejskich pucharach.

Nie ma więc reguły, choć gdy Sinan Bakis rok temu odchodził do Górnika Zabrze, fani Saragossy wręcz eksplodowali z radości. W tym przypadku się nie pomylili. Bakis okazał się na polskich boiskach totalnym niewypałem, a teraz znów jest w hiszpańskim drugoligowcu (10 meczów i 2 gole w trwającym sezonie).

Samed Bazdar na starcie rozbudzał oczekiwania w Saragossie. Zapłacono za niego Partizanowi Belgrad 3 mln euro (w dwóch ratach), a on sam cieszył się łatką dużego talentu. Kibice serbskiego giganta mogli czuć pewne rozczarowanie, bo jeszcze miesiąc wcześniej pojawiały się doniesienia, iż Lazio jest gotowe wyłożyć na tego napastnika aż 7 mln euro. Do transakcji nie doszło m.in. dlatego, iż Włosi chcieli w ramach rozliczenia oddać jednego ze swoich piłkarzy, który byłby drogi w utrzymaniu.

Inna sprawa, iż na dobrą sprawę tylko wiosną 2024 – i to też nie do samego końca – Bazdar był podstawowym zawodnikiem Partizana. W okresie od lutego do kwietnia niemal nieprzerwanie grał w pierwszym składzie. Przekładało się to na liczby. Zdobył w tym okresie sześć bramek w lidze i jedną w krajowym pucharze.

Do wielkich oczekiwań chyba był przyzwyczajony, bo już w wieku juniora zdecydowanie się wyróżniał. Kiedy w grudniu 2020 Partizan ogłosił podpisanie z nim pierwszej profesjonalnej umowy, jeden z portali napisał, iż to najbardziej utalentowany piłkarz swojego pokolenia. w okresie 2020/21 Bazdar demolował rywali w serbskiej lidze młodzieżowej. W trzydziestu dwóch meczach strzelił aż 39 goli.

W nagrodę w maju 2021 zaliczył seniorski debiut. Partizan w przedostatniej kolejce grał z FK Vozdovac. 17-latek wszedł na boisko w 79. minucie i od razu dał się zapamiętać.

„To właśnie ten chłopak bez zarostu do końca meczu popisał się kilkoma wartymi uwagi akcjami, za co został nagrodzony brawami przez publiczność” – pisał redaktor portalu telegraf.rs.

Samed Baždar
Partizan Beograd 2022/23#panini pic.twitter.com/nirFtz4zu9

— Stickerpedia (@Stickerpedia1) March 25, 2025

Juventus go nie przekonał, Real nie kupił

Już wtedy poważnie interesował się nim Juventus, który zaoferował milion euro. W Partizanie się wahali, klub potrzebował pieniędzy, ale ostatecznie odrzucili propozycję. Sam zawodnik także nie był w pełni przekonany, bo zaczynałby od Primavery i mógłby opóźnić sobie wejście do dorosłego futbolu. – Na szczęście klub odmówił. Na szczęście, bo ja też nie byłem zwolennikiem tego transferu. Moim celem jest przebić się w Partizanie, odwdzięczyć się mu za szansę, którą mi dał i dopiero wtedy wyjechać za granicę jako dojrzały zawodnik komentował kilka miesięcy później.

Przez następny rok Bazdar zebrał tylko kilka epizodów. Nie przeszkodziło to dziennikowi „Marca” napisać w lipcu 2022, iż znajduje się on pod lupą Realu Madryt i Atletico. Królewscy mieli mieć na niego plan jak przy Viniciusie: pozyskać go, gdy był już pełnoletni, a następnie stopniowo przygotowywać w drużynie rezerw do przyszłych wyzwań.

Temat nie został pociągnięty, ale czytając o sobie takie rzeczy łatwo odpłynąć. Fakt, iż ktoś jest wyróżniony takim tekstem może mieć dwojakie skutki. Artykuły w mediach zawsze są interesujące, niezależnie od tego, iż często komuś młodemu mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. Samed jest jednym z utalentowanych gości, którzy zawsze muszą twardo stąpać po ziemi, bez względu na to, co się o nich pisze i które kluby ich obserwują. Takich przykładów z bliższej i dalszej przeszłości są setki. Samed powinien się rozwijać, a jego czas jeszcze nadejdzie – tonował nastroje ówczesny trener Partizana, Iilja Stolica.

Bazdar był już wówczas po premierowym golu w seniorskiej piłce. Od sezonu 2022/23 na dobre stał się członkiem drużyny i w 1. kolejce serbskiej ekstraklasy pokonał bramkarza Javora-Matis. Mimo iż rzadko dostawał choćby 45 minut, do października zdążył zdobyć trzy kolejne bramki i zaliczyć jedną asystę.

Ekspozycja na sprzedaż

Pojawiały się doniesienia o kolejnych klubach, które mają go na oku (Besiktas, Fenerbahce, Fiorentina), ale 2023 rok nie był dla niego udany. W drugiej rundzie nie strzelił żadnego gola, a nowy sezon zaczął jako zawodnik do szerokiej rotacji, który albo siedzi na ławce, albo wchodzi na parę minut. Przełomem była dopiero wspomniana wiosna 2024, gdy już nie stanowiło żadnej tajemnicy, iż Partizan zamierza go w najbliższym czasie sprzedać.

Potwierdziły się słowa trenera Igora Duljaja, iż Bazdar znakomicie przepracował zimowe przygotowania. Przy okazji szkoleniowiec wypowiedział się na temat mentalności swojego podopiecznego. – Nie musi nikomu udowadniać swojej wartości, tylko robić to, co umie najlepiej. Zespół i my jesteśmy po to, żeby mu pomóc. Cieszę się, iż zrozumiał pewne rzeczy. To młode chłopaki, rozumiem ich, bo sam przechodziłem przez podobny okres. Jednak nie byłem tak długo w tej „próżni”, czy odejdę, czy zostanę. To nowe pokolenia, telefony „działają”, zewsząd padają jakieś obietnice – perorował.

I dodał: – Samed był, powiedzmy, trochę „zagubiony”, ale teraz świetnie się przygotował i musi poczekać na swoje pięć minut. I one się pojawią…

Młokos wreszcie otrzymał trochę kredytu zaufania na zapas. Skoro miał iść na handel, należało go najpierw porządniej wypromować. Trener Duljaj choćby nie próbował przekonywać, iż ten aspekt był bez znaczenia. Gdybym chciał się zabezpieczyć, wstawiłbym do składu Nemanję Nikolicia [nie tego z Legii, PM]. Bazdar ma 20 lat i najpierw muszę myśleć o tym, co jest najlepsze dla klubu, a nie dla mnie – tłumaczył dwa miesiące później.

Przy okazji znów pouczył młodego napastnika, żeby nie tracił chłodnej głowy: – Samed jest na radarze wielu drużyn właśnie ze względu na grę w pierwszym składzie, mimo swoich wad, ponieważ jest niecierpliwy i chce wszystko od razu. Popełnia błędy debiutanta z powodu nadmiernej determinacji, ale nie mogę kwestionować ambicji żadnego zawodnika. Wcześniej trzeba było być najlepszym w klubie, dominować, tak, żeby dostać się do reprezentacji. A teraz… Młodzi muszą zrozumieć, iż pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, ale musimy to znosić. Drużyna, w tym Nikolić, doradza Samedowi, jak radzić sobie w trudnych chwilach.

Chwile zwątpienia i zniechęcenia

Sam Bazdar przed startem wiosny 2024 przyznawał, iż miewał chwile motywacyjnych kryzysów. – Każdy młody zawodnik Partizana chce spędzać jak najwięcej czasu w boisku i mieć jak największy wpływ na drużynę, a nie jest to łatwe, gdy brakuje miejsca w składzie. Różne myśli krążą w głowie. Ciągle zadajesz sobie pytanie, czy robisz wszystko dobrze, gdzie leży problem, co powinieneś zmienić, żeby było lepiej. Motywacji mi nie brakuje, jestem głodny meczów i minut, choć zdaję sobie sprawę, iż takie nastawienie czasem może być dla mnie obciążające. Ludzie mogą powiedzieć, iż się spaliłem, gdy już dostawałem szansę – cytował go telegraf.rs.

Traktuję jesienne półrocze jako osobiste przestrogę, z której musiałem wyciągnąć wnioski. Długo się nad tym wszystkim zastanawiałem. Myślę, iż może to dobrze, iż mi się to przytrafiło, bo „przełamałem się” w swojej głowie. Dotarło do mnie, iż mogę zmienić sytuację tylko wtedy, gdy wezmę wszystko w swoje ręce. To pomogło mi dojrzeć z dnia na dzień, zmusić mózg do zaakceptowania tej walki, a potem starałem się popracować nad swoim ciałem, żeby być gotowym. Oczywiście trener Igor Duljaj, z którym pracuję od dawna, rozumie bolączki młodego zawodnika i mam jego wsparcie, choć wiem, iż ze mną czasem nie jest łatwo – śmiał się Bazdar.

Nie ukrywał także, iż transferowe zawirowanie zdecydowanie mu nie pomogło: Całe lato i jesień były dla mnie burzliwe. Na początku letniego okna transferowego powiedziano mi, iż zostanę sprzedany jeżeli pojawi się oferta, co miało duży wpływ na mój sposób pracy. W pewnym momencie byłem o krok od odejścia, ale tak się nie stało. Okienko się zamknęło, a ja pozostałem w klubie bez jasnego statusu. Jesienią te historie zaczynały się na nowo i nic się nie działo. Potem nie byłem ani w niebie, ani na ziemi, nie byłem skoncentrowany. Brakowało mi motywacji, bez względu na to, jak bardzo trener Duljaj próbował mnie podnieść i naprowadzić na adekwatne tory. Dlatego nie mogę winić nikogo, tylko siebie, bo powinienem był odłożyć to wszystko na bok i skupić się na Partizanie, tak jak zrobiłem to przed obecnymi przygotowaniami.

– Kiedyś wybiegałem myślami mocno do przodu. Teraz każdy kolejny trening czy mecz jest dla mnie najważniejszy, nie sięgam zbyt daleko w przyszłość – podsumował ten wątek.

Pochwały od Ivicy Ilieva

Jak już wspomnieliśmy, tamtej wiosny Bazdar miał swoje najlepsze chwile w barwach Partizana, więc pojawiła się realna szansa, żeby opchnąć go co najmniej za niezłe pieniądze. Partizan od lat znajduje się w cieniu hołubionej przez państwowe władze Crvenej zvezdy, więc po prostu musi sprzedawać co ciekawszych zawodników, żeby przetrwać.

Pozostawało jeszcze do wyjaśnienia, gdzie konkretnie uda się młody napastnik. Dyrektor sportowy klubu z Belgradu, Ivica Iliev (tak, grał w Wiśle Kraków) polecał go do Fiorentiny, mającej długą historię w sprowadzaniu Serbów.

Jest bardzo podobny do Sergeja Milinkovicia-Savicia. Oddaje takie same strzały, ale jest od niego szybszy fizycznie i nowocześniejszy. Zobaczymy, gdzie zagra dalej, ale to zawodnik, na którego bym postawił. Nie wiem, ile kosztuje, ale na pewno nie są to duże pieniądze – reklamował swój „towar” Iliev.

Stanęło na transferze do Realu Saragossa. 3 mln euro płatne w dwóch ratach plus bonusy nie były najkorzystniejszym scenariuszem, ale Partizan nie mógł wybrzydzać. W końcu nie sprzedawał gwiazdy, tylko zawodnika, który cały czas stanowił jedynie obietnicę na coś więcej.

Dla hiszpańskiego drugoligowca była to duża inwestycja, największa w ostatnich latach. Nic dziwnego, iż godnie ją opakowano. Klub w mediach społecznościowych na jeden dzień zmienił nazwę na Real Žaragoža. Ta wersja pojawiła się także w niektórych miejscach wokół stadionu i na mieście.

Con Ž de… pic.twitter.com/0XC7hjtrll

— Real Zaragoza (@RealZaragoza) July 17, 2024

Być jak Savo Milosević

Bazdar nie zamierzał tonować oczekiwań wobec niego. – Wiem, iż Radomir Antić i Savo Milosević grali tutaj i wiem, iż odcisnęli na nas swoje piętno. Chciałbym zwrócić uwagę na Savę, który gra na tej samej pozycji co ja. Mam nadzieję, iż dokonam tutaj przynajmniej części tego, co on – powiedział na wstępie.

Wszyscy w Serbii wiemy, iż hiszpańska liga jest bardzo dobra, a to historyczny klub, którego miejsce jest na najwyższym szczeblu. Musimy to naprawić, bo na to zasługuje – dodał.

Uważam Sameda za jednego z najbardziej przyszłościowych napastników w europejskiej piłce nożnej. Potrafi dostosować się do gry jako drugi napastnik, dobrze współpracuje z resztą zespołu i sprawia, iż ​​jego koledzy z drużyny grają lepiej – mówił dyrektor sportowy Saragossy, Juan Carlos Cordero.

– Dostrzegliśmy go, analizując wszystkie możliwe rynki. Nasza sytuacja w Hiszpanii jest taka, iż ​​wszystkie kluby szukają tych samych piłkarzy i dlatego ceny są wysokie. Bazdar to inwestycja długoterminowa, mamy nadzieję, iż gwałtownie się zadomowi, aby móc nam pomóc od początku rozgrywek. Być może da nam to, czego nie potrafili poprzedni napastnicy. Jestem pewien, iż mu się uda – podkreślił.

Obiecujący początek w Saragossie

Skoro dziś to już piłkarz Jagiellonii, coś jednak poszło nie tak. W tym przypadku otrzymaliśmy doskonały przykład, ile znaczy zaufanie ze strony trenera. Victor Fernandez był wielkim zwolennikiem talentu Bazdara i od początku mocno na niego postawił. Chłopak w debiucie przywitał się asystą z Cadiz (4:0).

Po dwunastu meczach w LaLiga2 miał na koncie cztery gole i trzy asysty. Jego trafienia zawsze miały dużą wartość.

  • z Levante zapewnił zwycięstwo 2:1 w końcówce;
  • z Tenerife pomógł wyjść z 0:2 na 3:2, najpierw strzelając gola kontaktowego, a później zwycięskiego;
  • z Eldense doprowadził do remisu, ostatecznie on i koledzy wygrali 3:2.

Z kolei z Granadą (2:1) zaliczył asysty przy obu golach. Wszystko zdawało się zmierzać we adekwatnym kierunku. Pojawiły się choćby doniesienia o zainteresowaniu Sevilli i Realu Valladolid.

Kontuzja i zmiany trenerów

Sprawy przybrały zły obrót na przełomie listopada i grudnia 2024. Bazdar doznał kontuzji uda, przez którą stracił ponad miesiąc. W międzyczasie trener Fernandez został zwolniony. Obsada tego stołka jeszcze kilka razy się zmieniała. Miguel Angel Ramirez przez cały czas dawał mu sporo szans, ale wyników nie miał i wytrwał na posadzie niecałe trzy miesiące. Jego sukcesor Gabi – jeszcze nie tak dawno świetny pomocnik Atletico – pozwolił mu więcej pograć w pierwszych czterech meczach. Później się do niego zniechęcił.

W tym sezonie Bazdar tylko raz zaczął w lidze od początku i został zmieniony już w przerwie. Ten występ był nagrodą za dobrą zmianę tydzień wcześniej z FC Andorra (1:3), gdy zabrał piłkę obrońcy i wykorzystał sytuację sam na sam, zmniejszając rozmiary porażki gospodarzy.

Nie pomagały mu wyjazdy na zgrupowania kadry Bośni i Hercegowiny. Druga liga hiszpańska gra cały czas, przerwy reprezentacyjne jej nie dotycząc, więc Bazdar regularnie opuszczał mecze w klubie. Po raz ostatni w barwach Saragossy zameldował się na boisku 2 listopada (22 minuty z Deportivo). Potem wystąpił jeszcze w eliminacyjnych spotkaniach Bośniaków z Rumunią i Austrią.

Zamieszanie z wyborem reprezentacji

Co do kwestii reprezentacyjnej, nasz bohater mocno tu namieszał. Urodził się w Serbii. Dorastał w Serbii. Grał we wszystkich serbskich młodzieżówkach od U-15 do U-21. W marcu 2024 zadebiutował w dorosłej reprezentacji, wchodząc na ostatni kwadrans towarzyskiego starcia z Cyprem. Mówił wtedy o spełnieniu marzeń i zachwycie, iż mógł grać z piłkarzami, których dotychczas widział tylko w telewizji.

Mimo to w kuluarach ciągle mówiono, iż kusi go federacja Bośni i Hercegowiny, a on jest gotowy ulec pokusie. Wątpliwości nie rozwiało choćby jego oświadczenie z maja 2024, gdy kategorycznie stwierdził, iż interesuje go tylko Serbia, choćby nie ma bośniackiego paszportu i nigdy nie rozmawiał z tamtejszą federacją. Podobnie mówił w wywiadach.

Podejrzenia okazały się słuszne. Minęło pół roku. Bazdar miał udany początek w Saragossie, ale kolejne powołania z Serbii nie nachodziły. W listopadzie gruchnęła wieść, iż zmienił zdanie i będzie grał dla Bośni i Hercegowiny. Najpierw napisały o tym media hiszpańskie, później te rewelacje potwierdzono na miejscu.

Serbia była grą na czas

Mało tego – dyrektor bośniackiej reprezentacji Emir Spahić wprost stwierdził, iż piłkarz od początku był zdecydowany właśnie na nią, a wcześniejsze twardo brzmiące deklaracje były jedynie grą na czas.

Od pierwszego momentu, gdy pojawiło się zainteresowanie z naszej strony, Samed jasno i zdecydowanie wyraził chęć gry w reprezentacji Bośni i Hercegowiny. Jego oddanie i chęć bronienia kolorów naszego kraju były niepodważalne od samego początku. Informacja o oświadczeniu z maja br., sugerującym, iż reprezentacyjna przyszłość Sameda jest związana z innym krajem, była jedynym sposobem na zapewnienie niezbędnego spokoju i czasu w dokończenie całego procesu. Uznałem za konieczne, aby jego życzenie pozostało ukryte przed opinią publiczną, abyśmy mogli spokojnie i bez nacisków z zewnątrz wyrobić wszystkie niezbędne dokumenty i zapewnić mu bezpieczne przejście do naszej reprezentacji – zakomunikował Spahić.

Bazdar odniósł się do wszystkiego w rozmowie z „Telegrafem”. – Podjąłem decyzję po długim namyśle i rozmowie z rodziną. Nigdy nie bałem się rywalizacji, byłem tak wychowywany od najmłodszych lat, moja decyzja jest motywowana wyłącznie czynnikami sportowymi. Niedawno skontaktowali się ze mną przedstawiciele bośniackiej federacji, przedstawili plan. Byli niezwykle uczciwi i cierpliwi, pozwalając mi podjąć tę decyzję samodzielnie, bez presji – powiedział zawodnik.

Poza tym moje korzenie również wywodzą się z Bośni i Hercegowiny, nie było tu żadnych przeszkód formalnych. To, co najlepsze, spotkało mnie w Serbii. Tam się urodziłem, tam dorastałem, rozwijałem się jako zawodnik w Partizanie i jestem wdzięczny za powołanie do reprezentacji, gdzie zawsze byłem dobrze przyjmowany. Nie chcę jednak być dla nikogo ciężarem ani obciążać się myślami o tym, czy zostanę powołany, czy nie i czy ktoś mnie zauważy – dodał.

Samed Bazdar w towarzystwie Edina Dzeko na treningu reprezentacji Bośni i Hercegowiny.

Skoro mowa o kwestiach wyłącznie sportowych, trudno się dziwić Bazdarowi. Serbowie mają przecież w ataku Dusana Vlahovicia, Aleksandara Mitrovicia i Lukę Jovicia, a do reprezentacyjnych drzwi pukają także młodzi i bardziej renomowani Jovan Milosević z Werderu, Mihajło Cvetković z Anderlechtu i Petar Ratkvov z Lazio. W razie czego w odwodzie pozostają Nikola Stulić (Lecce) i Andrej Ilić (Union Berlin). Jak widać, konkurencja jest olbrzymia.

Bośniacy także mają swoje atuty z przodu (Edin Dzeko, Haris Tabaković), ale skoro Bazdar był powoływany i grał choćby w okresie niebytu w klubie, widać różnicę. Na razie wystąpił dla BiH 11 razy i strzelił jednego gola. We wrześniu ubiegłego roku pokonał bramkarza San Marino w el. MŚ.

Samed Bazdar z golem przeciwko San Marino

Samed Bazdar rozegrał świetny występ w meczu z San Marino. Wszedł na boisko w 73. minucie, zastępując Edina Džeko przy stanie 3:0 dla Bośni i Hercegowiny. Już osiem minut później, w 81. minucie, wpisał się na listę strzelców, ustalając… pic.twitter.com/323jJx3bt8

— Futbol Iberico (@iberico_pl) September 7, 2025

Walka o swoją przyszłość i być może choćby wyjazd na MŚ

On i koledzy, podobnie jak Polska, będą w marcu walczyć poprzez baraże o zbliżający się mundial, dlatego zmiana klubu była niego niezbędna również z tego powodu. W Jagiellonii niekoniecznie musi być bezpośrednim konkurentem dla Afimico Pululu i Dimitrisa Rallisa. To piłkarz bardziej wszechstronny niż oni. W praktyce może obsadzić każdą pozycję w ofensywie.

Grałem na wszystkich pozycjach. Generalnie lubię, gdy moja drużyna wystawia dwóch napastników, a ja jestem tym cofniętym, żeby czyhać na drugie piłki, zamiast skakać i walczyć z obrońcami. Wolę atakować nieco bardziej z tyłu i wtedy dostać piłkę, żeby rozdzielać podania. Tak właśnie siebie postrzegam – tłumaczył na początku pobytu w Hiszpanii.

Możliwe, iż mając taką charakterystykę Bazdar okaże się kimś, kto bez dużej utraty na jakości w zespole będzie mógł odciążyć Jesusa Imaza. jeżeli Jagiellonia ma go latem wykupić za 2 mln euro, musi prezentować się co najmniej tak dobrze jak na początku w Saragossie. Gdyby nie poszło mu w Polsce, jego kariera może znaleźć się na rozdrożu.

O jego życie poza boiskiem chyba możemy być spokojni. Mimo młodego wieku, już od półtora roku jest mężem. – Taki był mój plan. Byłem w związku i myślałem o ślubie, kiedy odchodziłem z Partizana. W jakiś sposób odnalazłem spokój. To moja praca, moje życie, a ona jest ze mną, a ja z nią. To ułatwia mi wszystko – mówił o swojej żonie Dehili.

Kibice Jagi prawdopodobnie życzą jej w tym momencie, by jak najczęściej mogła z trybun oklaskiwać zagrania męża. Wtedy na koniec wszyscy będą zadowoleni.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • To on wzmocni pomoc Lecha Poznań? Grał już w Polsce [NEWS]
  • Młodzieżowy reprezentant Polski w nowym klubie. Ostatnia prosta
  • Dwóch piłkarzy na celowniku Jagiellonii. Już byli blisko konkurencji

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału