Przyznam się, iż byłem jednym z tych, którzy przed laty bardzo chętnie dzielili kibiców na kiboli, zwykłych fanów piłki nożnej i pikników. Uważałem nawet, iż ci ostatni to najważniejsi fani na stadionie, bo są gotowi wydać na stadionie więcej pieniędzy niż dwie pozostałe grupy. A wiadomo, jak klub ma pieniądze, to kupi lepszych zawodników, zadba o stadion itp.
REKLAMA
Zobacz wideo
Stadion to nie filharmonia
Dziś uważam, iż te podziały nie mają najmniejszego sensu. Zwłaszcza iż "kibole" noszą dziś to miano z dumą, a "pikniki" patrzą na nich z podziwem. Bo na stadion piłkarski wcale nie chodzi się dla piłki nożnej. To tylko dodatek. Chodzi się, żeby poczuć ciary, gdy cały stadion ryknie w jednym rytmie. Chodzi się, żeby być częścią tłumu, a jeżeli "kibole" potrafią wziąć za twarz całą resztę i wymóc na nich, by włączyli się w doping, to atmosfera staje się nieziemska. Sejsmografy się uaktywniają i odnotowują małe trzęsienie ziemi.
Towarzyszące meczom oprawy stały się prawdziwymi dziełami sztuki wielkoformatowej. I tak jak dzieła z Muzeum Sztuki Nowoczesnej komentują rzeczywistość i bardzo często są oburzające, wstrząsają opinią publiczną i wywołują ogromny niesmak na salonach. Dzięki zwielokrotnionemu przekazowi w mediach społecznościowych te oprawy mogą dotrzeć do większej liczby odbiorców niż wynik meczu. Piłka nożna jest tu naprawdę dodatkiem.
Mnie te atrakcje wokół meczów niespecjalnie się podobają, bo sport ginie gdzieś po drodze. Nie jestem też zwolennikiem politycznych haseł na meczach, bo stadion powinien być miejscem, które łączy, a nie dzieli. Jestem zażenowany, gdy cały stadion wykrzykuje wyzwiska. A do białej gorączki doprowadzają mnie tłumaczenia w stylu: "Stadion to nie filharmonia".
Stadionowa oprawa dotarła do Sejmu
Niestety, wzorce z tego pierwszego przeniknęły do tej drugiej, czego mieliśmy nie tak dawno przykład, gdy część widowni w Operze Narodowej gwizdała i buczała podczas powitania prezydenta. - Przywitano nas w sposób cywilizowany brawami, a potem na filmie widziałem, iż kilka osób rzeczywiście gwizdało. Nie wiem, czy opera jest miejscem, w którym powinna dominować atmosfera stadionu - skomentował potem te wydarzenia Nawrocki.
To tylko jeden z mniej ważnych przykładów, jak kibolskie zachowania przeniknęły do świata poza stadionem. W świecie polityki kibolstwo stało się postawą nie tylko akceptowaną, ale i pożądaną po obu stronach politycznego sporu.
Czym innym - jeżeli nie wyrazem kibolskich zachowań - jest ośmiogwiazdkowy przekaz, którym identyfikują się przedstawiciele rządzącej koalicji i ich najtwardsi zwolennicy? Przecież to inna wersja znanej i stale powtarzanej na stadionach przyśpiewki "***** PZPN".
Posłowie Koalicji Obywatelskiej w naśladowaniu stadionu poszyli jeszcze dalej i zrobili choćby "oprawę" w Sejmie, gdy stanęli z hasłem, które miało brzmieć "Kaczyński przeproś Polaków", jednak coś poszło nie tak i w transmisji wyglądało to tak:
Posłowie opozycji ułożyli hasło podczas obrad sejmuscreen youtube.com
Minister sportu apeluje o kulturę, a sam rwał się do bitki
Kibolskich zachowań nie brak i w Sejmie. Hipokrytą jest obecny minister sportu Jakub Rutnicki, który apeluje o kulturalne zachowanie na stadionie, a sam był dumny z tego, iż publicznie upokorzył Jacka Ozdobę z PiS. Jeszcze się tym pochwalił na TikToku, iż dużo niższy i lżejszy poseł PiS nie stanął z nim do wymiany ciosów.
Gdy Rutnicki został ministrem sportu, publicyści polityczni podejrzewali, iż na ten awans zasłużył właśnie takimi akcjami. - Nie wiem, czy kojarzycie wiele takich sejmowych awantur, kiedy tam już prawie zbierają się do bitki ci najbardziej krewcy parlamentarzyści, to poseł Rutnicki także z racji swojej postury, bo to dobre ponad 1,90 wzrostu, zawsze jest w pierwszym szeregu gotowy do interwencji - komentował Jacek Prusinowski w Kanale Zero. A potem dodał: "To jest taki często awanturujący się poseł, a z innych aktywności nie bardzo go kojarzę".
I podczas gdy stadionowi kibole ścigają przedstawicieli innych piłkarskich plemion za koszulki i szaliki w barwach klubowych, to polityczni przeszukują media społecznościowe, by dopaść tych, którzy ośmielą się mieć inne poglądy niż oni. Mogą też przetrząsać portfele znajomym jak profesor Ryszard Markowski, który w 2023 roku mówił podczas jednego z wywiadów: "W moim domu na dwóch przyjęciach posprawdzałem wszystkim portfele i wszystkich tych, którzy mieli kartę Vitay [karta programu lojalnościowego Orlenu - red.] w portfelu, wyrzuciłem z domu".
Kibolstwo opanowuje Europę
Według Markowskiego największa firma Europy Środkowej należała wtedy do Prawa i Sprawiedliwości, bo jej prezesem był nominat tej partii: Daniel Obajtek. Apeli o bojkot Orlenu i całej masy polskich firm tylko dlatego, iż rządził PiS, było dużo więcej. Byli też tacy "kibole", którzy posunęli się do apelu o podział Polski na kraje, żeby nie było szans, by ktoś inni niż "ich drużyna" mogła wygrać w wyborach.
Natomiast strona tzw. narodowo-patriotyczna słowo "kibol" nosi z dumą. Ze stadionowymi zadymiarzami brata się często i chętnie. Jak zrobił to prezydent Nawrocki z oskarżonym o udział w bójkach, kierowanie gangiem i propagowanie nazizmu (ten ostatni zarzut już się przedawnił) "Dragonem" podczas ostatniej pielgrzymki kibiców. Potem w mediach społecznościowych pojawił się hashtag #prezydentkiboli. Nawrockiemu na pewno to się spodobało. To jeszcze bardziej umocni jego pozycję w środowiskach, na których najbardziej mu zależy.
A, iż kibolstwo ma przyszłość, przekonujemy się nie tylko w Polsce, ale także w licznych krajach Europy. Hasło "na Zachodzie sobie poradzili" przestało obowiązywać. O neochuliganach, którzy sieją terror we Francji pisał w Sport.pl Dawid Szymczak. Do skandalicznych scen co jakiś czas dochodzi w Holandii, gdzie kibice potrafią przerwać i nie pozwolić dokończyć największych ligowych hitów jak choćby mecz Ajax - Feyenoord. Kacper Szulecki, politolog i socjolog z uniwersytetu w Oslo, twierdzi, iż kibolskie wzory z Polski przeniknęły już do wielu regionów Europy: "'Polonizacja' widoczna jest w wielu krajach, od Norwegii po Czechy, gdzie pojawiają się profesjonalne nabojki umawiające się na ustawki po lasach".
Po transformacji ustrojowej zawsze chcieliśmy, żeby w Polsce było jak na Zachodzie. I okazuje się, iż już jest i to wcześniej niż tam.

1 godzina temu













