Robert Lewandowski może być niepocieszony utratą szansy na ostatni Mundial w karierze. / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:2019147201841_2019-05-27_Fussball_1.FC_Kaiserslautern_vs_FC_Bayern_München_-_Sven_-_1D_X_MK_II_-_2737_-_B70I1037.jpg, fot. Sven Mandel / CC-BY-SA-4.0Naszą reprezentację, po zajęciu drugiego miejsca w grupie eliminacyjnej, najważniejsze rozstrzygnięcia czekały w marcu 2026 roku. Aby awansować na Mistrzostwa Świata, Polacy musieli wygrać dwa mecze barażowe: najpierw z Albanią na PGE Narodowym, a cztery dni później ze zwycięzcą pary Ukraina – Szwecja. Po ponad czteromiesięcznej przerwie ekipa Jana Urbana stanęła przed decydującą próbą, od której zależały losy polskiej piłki nożnej w najbliższych latach.
W sześciu dotychczasowych spotkaniach pod wodzą Jana Urbana nasza kadra nie poniosła żadnej porażki. Przedłużenie tej serii o marcowe mecze oznaczałoby awans na Mistrzostwa Świata w USA, Meksyku i Kanadzie, gdzie w fazie grupowej zmierzylibyśmy się z Holandią, Japonią oraz Tunezją. 20 marca selekcjoner ogłosił 25-osobową listę powołanych. Już wcześniej było wiadomo, iż z powodu kontuzji zabraknie na niej Łukasza Skorupskiego, co uważano za największą stratę, a także Adama Buksy i Przemysława Frankowskiego.
Zgodnie z oczekiwaniami, po raz pierwszy w karierze powołanie otrzymał robiący furorę w FC Porto Oskar Pietuszewski. Obeszło się bez większych niespodzianek, choć delikatnie dziwić mogła obecność Filipa Rózgi ze Sturmu Graz czy Bartosza Bereszyńskiego, który w Palermo gra nieregularnie. Mimo medialnych spekulacji, na liście zabrakło takich zawodników jak Bartosz Nowak, Karol Czubak czy Marcel Reguła. Pozostawało nam jedynie czekać na 26 marca. Ten wielki dzień dla polskiego futbolu i mecz z Albanią miały stać się przepustką do decydującej walki o awans ze Szwecją lub Ukrainą.
Polska – Albania 26.03
Na konferencjach przed meczem selekcjoner Jan Urban powtarzał, iż to jego „najważniejszy mecz w życiu”, podkreślając znaczenie tego pojedynku. W wyjściowym składzie postawił w bramce na Kamila Grabarę. W linii defensywnej, z duetem Jakuba Kiwiora i Jana Bednarka, zestawił Tomasza Kędziorę.
Największą niespodzianką był wybór Filipa Rózgi, dla którego był to debiut w wyjściowym składzie reprezentacji i to w tak kluczowym spotkaniu. Razem z Jakubem Kamińskim stworzyli duet ofensywnych pomocników, grających za plecami Roberta Lewandowskiego. W środku pola operowali Piotr Zieliński i Sebastian Szymański. Na prawej stronie wystąpił Matty Cash, a na lewej Michał Skóraś, dla którego pojawiła się szansa pod nieobecność zawieszonego Nicoli Zalewskiego.
Biało-Czerwoni bardzo dobrze rozpoczęli spotkanie. Polacy gwałtownie przejęli piłkę i przez pierwsze 10 minut zepchnęli rywali do głębokiej defensywy. Obiecującą akcję przeprowadzili Sebastian Szymański i Jakub Kamiński. Skrzydłowy FC Köln w polu karnym posłał piłkę do Roberta Lewandowskiego, jednak nieczysty strzał „Lewego” powędrował obok bramki. Jedyna celna próba Polaków w pierwszej połowie miała miejsce w siódmej minucie, gdy po rzucie rożnym głową uderzał Jakub Kiwior.
Trudno jednak racjonalnie wytłumaczyć, co stało się z naszą drużyną w dalszej części tej odsłony. Wyglądało to tak, jakby nasi gracze przestraszyli się Albańczyków i pozwolili im przejąć inicjatywę, zupełnie tracąc pewność siebie, która towarzyszyła im na samym początku. W grze pojawiły się niepewność, niedokładność i spora nerwowość. To goście z minuty na minutę coraz skuteczniej realizowali swój plan, wierząc w korzystny rezultat.
W 42. minucie cały PGE Narodowy ogarnął szok i niedowierzanie. Choć sytuacja nie zapowiadała poważnych problemów, Jan Bednarek popełnił kardynalny błąd, źle trafiając w piłkę, przez co dopadł do niej Arbër Hoxha. Albańczyk wyminął Kamila Grabarę i dopełnił formalności, trafiając do pustej bramki. Niestety, nie po raz pierwszy przekonaliśmy się, iż bardzo dobra forma w klubie, nie gwarantuje uniknięcia rażących błędów w drużynie narodowej. Po 45 minutach Polacy schodzili do szatni w fatalnych nastrojach, przegrywając 0:1 i nie mając wyraźnego planu na odwet.
Na drugą połowę trener Jan Urban wprowadził Oskara Pietuszewskiego, dając mu szansę debiutu w reprezentacji. W wieku 17 lat i 310 dni zawodnik FC Porto został szóstym najmłodszym piłkarzem w historii polskiej kadry. Mimo odważnego wejścia w tę część meczu (mocny, choć niecelny strzał Zielińskiego), nasza defensywa znów zaprezentowała się karygodnie podczas kontry rywali. Albańczycy znaleźli się w sytuacji dwóch na jednego, ale na nasze szczęście, fatalnie ją wykończyli. To mogło zamknąć mecz.
Znakomicie wyglądał za to młody Pietuszewski, który swoimi odważnymi rajdami siał zamęt w szeregach obronnych przeciwnika. W 63. minucie Polacy w końcu dopięli swego. Z rzutu rożnego dośrodkował Sebastian Szymański, a piłka trafiła do Lewandowskiego, który strzałem głową pokonał Thomasa Strakoshę. Był to 89. gol kapitana w narodowych barwach.
Jeśli ktoś myślał, iż teraz będzie już „z górki” i Polacy gwałtownie pójdą po drugiego gola, mógł poczuć rozczarowanie. Albańczycy znów stworzyli niemal stuprocentową sytuację, w której sam na sam z bramkarzem znalazł się Stavro Pilo. Świetna interwencja Kamila Grabary utrzymała jednak Polaków w grze. W 73. minucie wydarzyło się jednak coś, co zapamiętamy z tego meczu najbardziej. Szymański dograł do Zielińskiego, a „Don Pietro” bez zastanowienia huknął zza pola karnego. Posłał taką „armatę”, iż cały Stadion Narodowy wpadł w euforię. To 17. bramka pomocnika Interu Mediolan w kadrze i bez wątpienia jedna z najpiękniejszych.
Pomimo nerwowej końcówki, nasz zespół utrzymał prowadzenie i po wielkich mękach zapewnił sobie grę w decydującym starciu o awans na Mistrzostwa Świata. Czapki z głów przed Piotrem Zielińskim, który swoją wielką formę z klubu potwierdza również w kadrze. Trzeba jednak uczciwie przyznać, iż nie był to dobry mecz Polaków. Defensywa popełniła zbyt dużo prostych błędów, które mogły nas kosztować znacznie więcej. Jan Urban musiał wyciągnąć z tego spotkania sporo wniosków, abyśmy 31 marca mogli świętować awans na 10. mundial dla nas w historii.
Polska – Albania 2:1 (0:1)
Lewandowski 63’, Zieliński 73’ – Hoxha 42’
POLSKA: Grabara – Kiwior, Bednarek, Kędziora (Świderski 62’) – Skóraś, Zieliński (Moder 81’), Szymański, Cash – Kamiński (Pyrka 90’), Rózga (Pietuszewski 46’) – Lewandowski (Slisz 90’)
ALBANIA: Strakosha – Mitaj, Djimsiti, Ajeti (Ismajli 18’), Hysaj – Asllani, Shehu – Hoxha (Pilo 68’), Laci (Muci 82’), Uzuni – Bajrami (Broja 68’)
Szwecja – Polska 31.03
Jak się okazało, naszym rywalem w decydującym starciu została Szwecja na czele z Victorem Gyökeresem, który budził największe obawy. To właśnie on zapewnił swojej reprezentacji wygraną 3:1 w meczu z Ukrainą, popisując się hat-trickiem. Spotkanie w Solnej było dla Szwedów okazją do rewanżu za finał baraży z 2022 roku, kiedy to na Stadionie Śląskim w Chorzowie Biało-Czerwoni zwyciężyli 2:0, awansując na mundial w Katarze.
Po raz kolejny było to starcie o wszystko albo nic. Mało kto chciał sobie wyobrażać, jaka przyszłość czeka reprezentację, jeżeli nie udałoby się tego pojedynku wygrać. Cel był tylko jeden – nieważne w jakim stylu zagrać, byle po ostatnim gwizdku można było świętować awans na Mundial.
Selekcjoner Jan Urban dokonał trzech zmian w składzie w porównaniu z meczem przeciwko Albanii. Przemysław Wiśniewski zastąpił Tomasza Kędziorę, Karol Świderski – Filipa Rózgę, natomiast do gry po zawieszeniu wrócił Nicola Zalewski, który zajął miejsce Michała Skórasia.
Polacy rozpoczęli bardzo pewnie, narzucając swoje tempo od pierwszych minut i pokazując, iż to oni chcą dominować na szwedzkiej ziemi. Gospodarze byli wycofani i niechętni do poczynań ofensywnych, jedynie wyczekiwali na odpowiedni moment do wyprowadzenia kontry. Nic nie zapowiadało składnej akcji, przeprowadzonej przez Szwedów w 19. minucie. Yasin Ayari efektownie podał do kompletnie niepilnowanego w polu karnym Anthony’ego Elangi, który uderzył z pierwszej piłki pod poprzeczkę. Kamil Grabara nie miał przy tej próbie żadnych szans.
Wtedy Polacy ruszyli do ataku. Znakomitą okazję miał Karol Świderski po wrzutce Matty’ego Casha, jednak Kristoffer Nordfeldt popisał się instynktowną interwencją. Chwilę później z dystansu uderzał Jakub Kamiński, ale bramkarz nie miał problemów z obroną. W 33. minucie Nordfeldt musiał już jednak wyciągać piłkę z siatki. Nicola Zalewski zbiegł z lewej strony do środka i mierzonym strzałem w kierunku dalszego słupka dał nam wyrównanie. Pomocnik Atalanty, nieobecny w meczu z Albanią, udowodnił, iż jest niezbędny w składzie reprezentacji
Niestety, końcówka pierwszej połowy należała do rywali. Nicola Zalewski popełnił kosztowny błąd i odpuścił piłkę, myśląc iż ta wyjdzie na aut. Wyprzedził go jednak Elanga, którego Polak sfaulował. Szwedzi zyskali rzut wolny tuż przed przerwą. Mimo instrukcji Jana Urbana, nasi obrońcy nie upilnowali Gustafa Lagerbielke’a, który po dośrodkowaniu Nygrena pokonał Grabarę strzałem głową. Polacy schodzili na przerwę przy wyniku 2:1, z czym trudno było się pogodzić – dwa strzały Szwedów dały im dwa gole, podczas gdy dziewięć prób Biało-Czerwonych przyniosło tylko jedno trafienie.
Druga połowa zaczęła się od dużej kontrowersji. Jakub Kamiński upadł w polu karnym po kontakcie z rywalem, ale sędzia Slavko Vinčić uznał, iż faulu nie było. Decyzje arbitra w tym meczu budziły zresztą spore wątpliwości. W 55. minucie sprawiedliwość wzięła górę. Piotr Zieliński przerzucił piłkę do Casha, ten dośrodkował w pole karne, gdzie piłka po rozegraniu Kamińskiego trafiła do Zalewskiego, który płaskim podaniem wzdłuż bramki obsłużył Karola Świderskiego. Napastnik dopełnił formalności, doprowadzając do wyrównania. Nasza drużyna znów pokazała charakter, drugi raz odrabiając straty.
W 63. minucie na boisku pojawił się Oskar Pietuszewski, jednak młody zawodnik wyraźnie nie udźwignął presji, gwałtownie łapiąc żółtą kartkę za nieprzemyślany faul. Polacy wciąż atakowali, ale to Szwecja zadała ostateczny cios. Po strzale Ayariego, Grabara interweniował pewnie, ale chwilę później popełnił fatalny błąd przy rozegraniu. Szwedzi błyskawicznie przechwycili piłkę i wdarli się w pole karne. Po serii trzech strzałów w jednej akcji, gdzie najpierw bronił Grabara, a potem piłka obiła słupek, finalnie do pustej bramki trafił niewidoczny wcześniej Viktor Gyökeres.
Niestety, nie tak to sobie wyobrażaliśmy i nie tak powinno się to zakończyć. Grając tak ofensywnie, z pełnym zaangażowaniem i będąc zespołem zdecydowanie lepszym na tle słabo dysponowanej Szwecji, ostatecznie pożegnaliśmy się z marzeniami o Mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku. Wynik ten jeszcze długo będzie trudny do zaakceptowania. Co innego, gdy przeciwnik jest wyraźnie lepszy i zasłużenie wygrywa, a zupełnie inaczej, gdy ma się 67% posiadania piłki i pełną kontrolę nad meczem, a ostatecznie przez kilka kosztownych błędów w defensywie schodzi się z boiska jako pokonany.
Nadzieja w cieniu rozczarowania
Ta porażka boli i będzie pamiętana przez bardzo długi czas. Po raz pierwszy od 2014 roku reprezentacji Polski zabraknie w dużym turnieju. Jaka więc przyszłość czeka kadrę? Od razu po meczu Cezary Kulesza ogłosił przedłużenie kontraktu z Janem Urbanem – to była po prostu formalność. Drużyna zyskała nową jakość, lepszą atmosferę w szatni, a samemu trenerowi kilka można zarzucić. Zespół jest w stanie dalej prezentować miłą dla oka grę, która przyniesie polskiemu kibicowi radość.
Nie wiadomo, jak długo będzie chciał kontynuować karierę Robert Lewandowski. Być może po jego odejściu należy spodziewać się trudnych czasów, ale przecież są młodzi i zdolni zawodnicy, jak Nicola Zalewski, Jakub Kamiński czy Oskar Pietuszewski, których potencjał jest ogromny. Pod wodzą trenera Urbana ten zespół może stale się rozwijać. Po tym, co Biało-Czerwoni pokazywali w dotychczasowych spotkaniach jest nadzieja, iż przyszłość nie musi być tak smutna, jak wtorkowy wieczór. Bo dziś, niestety, ogarnia nas głównie żal i rozczarowanie tym, iż po prostu się nie udało…
Szwecja – Polska 3:2 (2:1)
Elanga 19’, Lagerbielke 44’ – Zalewski 33’, Świderski 55’
Gyökeres 88’
SZWECJA: Nordfeldt – Lindelöf, Starfelt, Lagerbielke – Gudmundsson, Karlström (Zeneli 69’), Ayari (Svanberg 90’), Svensson – Nygren (Lundgren 81’), Elanga (Bergvall 69’) – Gyökeres
POLSKA: Grabara – Kiwior, Bednarek, Wiśniewski – Zalewski (Piątek 90’), Zieliński, Szymański, Cash (Grosicki 90’) – Kamiński, Świderski (Pietuszewski 63’) – Lewandowski
Damian BIEGAŃSKI

1 miesiąc temu














