Nie do wiary, co się stało w Lidze Mistrzów! Sporting dokonał niemożliwego

2 godzin temu
Sporting CP przed tygodniem przegrał z FK Bodo/Glimt 0:3 w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów i we wtorkowy wieczór piłkarze ze stolicy Portugalii stali przed niezwykle trudnym zadaniem. Odwrócenie wyniku wydawało się być wręcz niemożliwe, ale ostatecznie podopieczni Rui Borgesa zwyciężyli 5:0 po dogrywce i zameldowali się w ćwierćfinale rozgrywek.
Piłkarze norweskiego FK Bodo/Glimt piszą nieprawdopodobną historię w bieżącym sezonie Ligi Mistrzów. Po wyeliminowaniu w fazie play-off Interu Mediolan, podopieczni Kjetila Knutsena rozbili Sporting CP 3:0 w pierwszym spotkaniu 1/8 finału. Rewanż w stolicy Portugalii zdawał się być formalnością, ale zespół Rui Borgesa nie zamierzał odpuścić i powalczyć o odwrócenie wyniku dwumeczu.

REKLAMA







Zobacz wideo Widzew ma kłopoty. Co dalej? "Dla właściciela to byłaby trauma"



Sporting kontrolował pierwszą połowę. Ale trafił tylko raz
Już 3. minuta gry przyniosła genialną sytuację dla gospodarzy. Lewą stroną popędził Maximiliano Araujo i dośrodkował wprost na głowę Francisco Trincao. Portugalczyk jednak przeniósł piłkę nad poprzeczką bramki Nikity Haikina. Po chwili Trincao znów był bliski trafienia, ale jego wolej ze skraju pola karnego nie znalazł drogi do siatki.
W ciągu dziesięciu minut piłkarze Sportingu oddali łącznie siedem strzałów. Ten ostatni był z całą pewnością najgroźniejszy - z lewej strony pola karnego wbiegł Luis Suarez, a następnie strzałem po ziemi starał się zaskoczyć Haikina. Rosyjski bramkarz norweskiej rewelacji był jednak na posterunku.


Goście byli kompletnie stłamszeni wysokim pressingiem, a pierwszą okazję do zdobycia bramki mieli w 16. minucie. Fatalny kiks w polu karnym zaliczył jednak Kasper Hoegh, a Rui Silva mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem za linię końcową boiska. Chwilę później odpowiedział Pedro Goncalves, który oddał mocny strzał z dystansu, ale na raty wyłapał Haikin.
W 34. minucie na Estadio Jose Alvalade wybuchła euforia. Dośrodkowanie Trincao z rzutu rożnego wylądowało na głowie Goncalo Inacio, a stoper Sportingu wpakował piłkę do bramki Bodo. Portugalczycy za sprawą trafienia swojego wychowanka zaczęli wielki powrót do rywalizacji w dwumeczu.









Choć goście nie mieli zbyt wiele z gry, to mogli zaskoczyć gospodarzy tuż przed przerwą. W 42. minucie po rzucie rożnym w poprzeczkę trafił Odin Luras Bjoertuft, a następnie jego koledzy nie wykorzystali zamieszania w polu karnym. Sporting zdołał się wyratować, ale to było pierwsze poważne ostrzeżenie wydane Lizbończykom. Do szatni podopieczni trenera Borgesa schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.


A jednak dogrywka! Sporting wrócił z zaświatów
Po zmianie stron swoich sił najpierw spróbował Patrik Berg, który uderzał z rzutu wolnego. Jego uderzenie jednak nie sprawiło problemów Silvie. Chwilę później znaleźliśmy się w drugim polu karnym, ale strzał z ostrego kąta w wykonaniu Geny'ego Catamo trafił jedynie w boczną siatkę. Dobrą okazję w 50. minucie na wyrównanie miał Sondre Fet, jednak uderzył zbyt lekko, by zaskoczyć portugalskiego golkipera.
Po nieco ponad godzinie gry zrobiło się 2:0 dla Sportingu. Piłkę z prawej strony pola karnego tuż przed bramkę dograł Suarez, a z najbliższej odległości do siatki trafił Pedro Goncalves, dając swojej ekipie gola kontaktowego w dwumeczu. W 70. minucie mogło być 3:0. Bardzo mocny strzał zza pola karnego oddał Zeno Debast, ale dobrze ustawiony był Haikin, który sparował piłkę do boku






Siedem minut później jednak Lizbończycy stanęli przed szansą na wyrównanie stanu rywalizacji. Po analizie VAR szwajcarski sędzia Sandro Schaerer wskazał na jedenasty metr - po centrze Ivana Fresnedy ręką zagrał Fredrik Bjoerkan. Do piłki podszedł Suarez i bez najmniejszych problemów pokonał rosyjskiego golkipera.









Bodo gubiło się coraz bardziej, a piłkarze Sportingu nie zamierzali grać dogrywki. Bramka Haikina była co rusz ostrzeliwana, a bramkarz norweskiej ekipy musiał popisywać się kolejnymi interwencjami, by utrzymać swój zespół w grze. W 84. minucie podopiecznych trenera Knutsena uratował słupek, od którego odbiła się piłka po strzale Nuno Santosa. Ostatecznie do rozstrzygnięcia potrzebne było dodatkowe pół godziny gry.
To koniec pięknego snu. Bodo/Glimt odpada z Ligi Mistrzów
Tuż po rozpoczęciu dogrywki gospodarze ponownie wpakowali piłkę do bramki Norwegów. Trincao wystawił piłkę do Araujo, który strzałem lewą nogą pokonał Haikina. Lewy obrońca Sportingu tym samym przypieczętował świetne spotkanie w swoim wykonaniu, wyprowadzając drużynę ze stolicy Portugalii na prowadzenie w dwumeczu.






W doliczonym czasie gry drugiej części dogrywki ostatni gwóźdź do trumny Bodo wbił Rafael Nel, który w 116. minucie pojawił się na boisku. Napastnik zespołu z Lizbony huknął po krótkim słupku w samo okienko bramki Haikina i ustalił wynik spotkania.
Sporting dokonał niemalże niemożliwego i wyrwał piłkarzy Bodo/Glimt z przepięknego snu, który trwał od momentu awansu do Ligi Mistrzów. W ćwierćfinale zespół ze stolicy Portugalii zmierzy się ze zwycięzcą dwumeczu pomiędzy Bayerem 04 Leverkusen a Arsenalem. Przed tygodniem w Niemczech padł remis 1:1.



Sporting CP 5:0 FK Bodo/Glimt (34' Inacio, 61' Goncalves, 78' Suarez, 92' Araujo), 5:3 w dwumeczu

Sporting: Silva - Fresneda, Quaresma (64. Debast), Inacio, Araujo (110. Diomande) - Hjulmand, Morita (68. Braganca) - Catamo, Trincao (110. Faye), Goncalves (68. Santos) - Suarez (116. Nel)
Bodo/Glimt: Haikin - Sjoevold, Bjoertuft, Gundersen (106. Aleesami), Bjoerkan - Evjen (84. Bassi), Berg, Fet (90. Auklend) - Blomberg (85. Maatta), Hoegh (79. Helmersen), Hauge (79. Saltnes)
Żółte kartki: Hjulmand, Fresneda, Santos (Sporting) - Blomberg, Hoegh, Bassi, Saltnes (Bodo)
Sędzia: Sandro Schaerer (Szwajcaria)

Zobacz też: FIFA przekazała świetne wieści dla kibiców! Mundial będzie dostępny na YouTube
Idź do oryginalnego materiału