Oklahoma City Thunder rozpoczęli swoją kampanię w fazie play-off od demonstracji siły, w pierwszym meczu serii rozbijając Phoenix Suns 119:84. W centrum tego widowiska, jak niemal zawsze, znalazł się Shai Gilgeous-Alexander, urzędujący MVP ligi, który swoją grą ponownie wywołał dyskusję na temat granic między boiskową dominacją a kontrowersyjną umiejętnością wymuszania rzutów wolnych. Choć krytycy często zarzucają mu celowe polowanie na faule, lider zwycięzców po zakończeniu spotkania z rozbrajającą szczerością tłumaczył, iż jego skuteczność na linii osobistych jest jedynie naturalną konsekwencją stylu gry opartego na nieustannych atakach na obręcz.
Tylko podczas niedzielnego starcia z Phoenix Suns, Shai Gilgeous-Alexander oddał aż 17 rzutów wolnych, z których 15 zamienił na punkty. To właśnie ta efektywność pozwala Oklahoma City Thunder kontrolować tempo meczu i budować przewagę choćby wtedy, gdy lider ma gorszy dzień rzutowy z gry, co było widać także w ostatnim spotkaniu (5/18 z pola). Kanadyjczyk zdecydowanie odparł jednak zarzuty o „polowanie na faule”, wskazując na prostą korelację między liczbą wejść pod kosz a liczbą odgwizdanych przewinień.
– Częste wejścia pod kosz naturalnie wiążą się z większą liczbą fauli, ponieważ większość z nich ma miejsce właśnie w takich sytuacjach. A iż często atakuję obręcz, to przekłada się to na liczbę przewinień – wyjaśnił gwiazdor OKC, analizując swoją zdolność do trafiania na linię rzutów wolnych.
“When you drive the ball a lot, you get fouled a lot just because most of the fouls happen on drives. And I drive the ball a lot, so that probably adds up to it."
Shai Gilgeous-Alexander on what goes into getting to the free throw line pic.twitter.com/R5pfcfNFh1
Statystyki potwierdzają zresztą jego słowa: Shai notuje średnio 18,8 wejścia pod kosz na mecz, co plasuje go w ścisłej czołówce ligi. Przy tak wysokiej intensywności, średnia 9 rzutów wolnych na spotkanie wydaje się być jedynie pochodną jego agresywnego i na wskroś ofensywnego stylu.
Od momentu dołączenia do NBA w 2018 roku, Gilgeous-Alexander przeszedł drogę od nieprzewidywalnego kreatora gry do najlepiej punktującego gracza i lidera drużyny walczącej o drugi tytuł mistrzowski z rzędu. Jego gra nie opiera się już wyłącznie na wymuszaniu fauli; Kanadyjczyk stał się zagrożeniem na każdym poziomie boiska. W bieżącym sezonie zanotował rekordową w karierze skuteczność zza łuku (38,6%), co czyni go jeszcze trudniejszym do zatrzymania.
– Przez lata starałem się poprawić w wielu aspektach mojej gry i dążyłem do tego, by móc atakować defensywę przeciwników na wiele sposobów. Czuję, iż mi się to udało i dzięki temu zdobywam punkty – przyznał lider Thunder, dając do zrozumienia, iż zamiast na głosach krytyki koncentruje się raczej na ciągłym rozwoju. Jego wszechstronność pozwoliła Oklahomie wygrać 64 mecze w okresie regularnym i zająć pierwsze miejsce w Konferencji Zachodniej po raz trzeci z rzędu.
Dominacja podopiecznych Marka Daigneaulta w pierwszym meczu serii z Suns to jasny sygnał dla reszty ligi, iż obrońcy tytułu nie zamierzają zwalniać tempa. Zespół prowadzony przez Gilgeous-Alexandera, któremu dzielnie sekundują Jalen Williams i Chet Holmgren, dąży do tego, by stać się pierwszą drużyną od ośmiu lat, która obroni mistrzostwo NBA. Kluczem do tego sukcesu pozostaje agresja podkoszowa, która – mimo narzekań rywali – pozostaje najbardziej zabójczą bronią w arsenale Thunder.
Tymczasem przed nami drugi mecz w Paycom Center, w którym Phoenix Suns z pewnością spróbują dostosować swoją defensywę do agresywnych wejść lidera OKC. Jednak dopóki SGA będzie tak skutecznie egzekwował rzuty wolne i znajdował drogę do pomalowanego, zatrzymanie maszyny z Oklahomy może okazać się zadaniem ponad siły jakiegokolwiek przeciwnika.

1 tydzień temu












![Funkcjonariusze służby więziennej rywalizowali o puchar dyrektora [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/05/zawody-basen-Zarow-1.jpg)


