San Antonio Spurs znajdują się w tej chwili w fatalnym położeniu, ale przy chwili słabości i zawahania choćby ich zwycięstwo w kolejnym spotkaniu może nieść za sobą spore konsekwencje. Victor Wembanyama jest bowiem o krok od zawieszenia na jeden mecz, o ile tylko raz jeszcze zapracuje na faul niesportowy.
San Antonio Spurs stoją w tej chwili przed ogromnym wyzwaniem. Po przegraniu trzech z czterech pierwszych pojedynków w serii finałowej przeciwko New York Knicks, musieliby jako drugi zespół w historii NBA odrobić stratę 1-3, by sięgnąć ostatecznie po mistrzowskie pierścienie.
Taki scenariusz zakładałby trzy kolejne spotkania, co wygenerowałoby jednak stosunkowo niekomfortową sytuację dla Victora Wembanyamy. Lider Ostróg musi mieć się na baczności, bo kolejny już wybryk może kosztować go choćby mecz zawieszenia.
Jak zauważył trafnie m.in. Michael C. Wright z ESPN, środkowy ma na swoim koncie już trzy „punkty fauli niesportowych”, które skompletował za uderzenie łokciem Naza Reida (2), kiedy to arbitrzy wyrzucili go z gry, a także Game 4 trwających w tej chwili finałów, gdy w podobny sposób, tyle iż bez piłki, potraktował Karla-Anthony’ego Townsa.
Kiedy zawodni dobije do czterech punktów, to zostaje automatycznie zawieszony na kolejny mecz. choćby o ile Spurs pokonaliby Knicks przed własną publicznością w nocy z soboty na niedzielę, to o ile Francuz znów przeskrobie, to w Game 6 może go po prostu zabraknąć.
Co ciekawe, już w trzecim starciu tej serii Wemby był zaledwie o krok od zapracowania na trzeci punkt. Upiekło mu się wówczas jednak dwa razy. Najpierw sędziowie nie odgwizdali choćby faulu po tym, jak Francuz wyraźne pchnął Jalena Brunsona bez większego powodu.
NBA przyznała później, iż faul powinien zostać odgwizdany, ale jedynie zwykły… Szef sędziów NBA tłumaczył, iż arbitrzy źle rozłożyli odpowiedzialność za obserwację akcji. Jeden sędzia patrzył na piłkę, drugi nie wychwycił wszystkiego, co działo się poza nią.
To oczywiście może się zdarzyć, ale większe kontrowersje wywołało oświadczenie, iż choćby po obejrzeniu na spokojnie, NBA nie uważa, iż był to „niepotrzebny kontakt”, czyli, iż nie był to faul z kategorii Flagrant.
Według przepisów NBA Flagrant 1 to „niepotrzebny kontakt”. Flagrant 2 określany jest jako „kontakt niepotrzebny i nadmierny”. Sędziowie biorą pod uwagę siłę kontaktu, miejsce kontaktu, intencję, ryzyko urazu i to, czy zagranie było częścią naturalnej akcji koszykarskiej.
Dlatego kontakt powyżej szyi są zwykle analizowane bardzo dokładnie. Sam kontakt z głową albo szyją automatycznie nie oznacza jeszcze faulu niesportowego, ale powinien zapalić czerwoną lampkę.
Przypomnijmy, iż w play-offach NBA działa system punktowy:
- Flagrant 1 to jeden punkt.
- Flagrant 2 to dwa punkty.
Zawodnik zostaje automatycznie zawieszony na jeden mecz, gdy osiągnie czwarty punkt w play-offach. Punkty nie resetują się po każdej rundzie. To oznacza, iż gdyby Wembanyama otrzymał jednak Flagrant 1 za faul na Brunsonie, to i tak nie byłby automatycznie zawieszony na kolejne spotkanie, ale miałby już 3 punkty (czyli tyle, ile w tym momencie) i każdy kolejny punkt powodowałby, iż nie mógłby zagrać w następnym meczu.
To właśnie dlatego ta decyzja tak mocno rozdrażniła kibiców i ekspertów. Nie chodzi o to, iż NBA uniknęła natychmiastowego zawieszenia Wemby’ego. Chodzi o to, iż uniknęła postawienia go na granicy zawieszenia, a ta sytuacja, to „brudne” zagranie Francuza, dla wielu osób wydaje się jednoznaczne do zakwalifikowania.
Wemby do niedawna uważany był za oazę spokoju. Wielokrotnie wskazywał, iż pracuje nad „głową”, emocjami i nastawieniem do gry czy przeciwnika, a trening z mnichami w Chinach przed rozpoczęciem rozgrywek 2025/26 miał to jedynie potwierdzić. Jak jednak widzimy, Francuz już kilkukrotnie stracił panowanie i dał ponieść się emocjom lub tracił po prostu skupienie.
Nie można oczywiście stwierdzić, iż gdyby faul na Brunsonie został wówczas uznany za Flagrant 1, to iż Wemby nie zagrałby w Game 5. Mecz z pewnością potoczyłby się inaczej, a środkowy Spurs prawdopodobnie przykładałby większą wagę do swoich ruchów i gestów. Ryzyko wciąż jednak istnieje, co Knicks mogą próbować choćby wykorzystać poprzez prowokacje ze swojej strony.

6 dni temu













