Nowy Jork przeżywa w tej chwili sportową euforię, jakiej miasto nie widziało od dekad, jednak historycznemu sukcesowi na parkiecie towarzyszą niepokojące sceny na ulicach Manhattanu. Po tym, jak New York Knicks dokonali niemożliwego, odrabiając 29-punktową stratę w czwartym meczu Finałów NBA przeciwko San Antonio Spurs, emocje fanów przekroczyły jednak granice zdrowego rozsądku. Zamiast wyłącznie celebrować zwycięstwo 107:106, które daje ich drużynie prowadzenie 3-1 w serii, grupa krewkich zwolenników gospodarzy obrała za cel gwiazdę rywali, Victora Wembanyamę.
Sceny, które rozegrały się przed hotelem, w którym zatrzymali się zawodnicy San Antonio Spurs, odbiły się szerokim echem w mediach społecznościowych. Gdy zawodnicy wysiadali z autokaru, w stronę francuskiego koszykarza poleciały liczne przedmioty, w tym jajka. Choć nagrania wideo dają sprzeczne obrazy co do tego, czy któryś z pocisków bezpośrednio trafił Victora Wembanyamę, sam zawodnik nie krył poirytowania, a interweniować musiała ochrona.
Wspomniany incydent jest kolejnym przejawem agresji, która nasila się wraz z postępem serii. Już wcześniej dochodziło do ataków na fanów ekipy z Teksasu czy odpalania materiałów wybuchowych na ulicach. 22-latek, komentując napiętą atmosferę jeszcze przed meczem numer cztery, apelował o umiar: – Moim zdaniem nie możemy zapominać, iż to tylko gra. Po prostu gramy tutaj w koszykówkę. Jestem za pasją kibiców, ale z szacunkiem wobec siebie nawzajem — takie zachowanie jest niedopuszczalne.
Zastanawiające jest, czy agresja kibiców wynikała jedynie z boiskowej rywalizacji, czy może była pokłosiem frustracji związanej z decyzjami administracyjnymi. Tuż przed meczem wybuchł bowiem ostry spór między właścicielem New York Knicks, Jamesem Dolanem, a burmistrzem Wielkiego Jabłka, Zohranem Mamdanim. Kością niezgody stało się odwołanie oficjalnej strefy kibica („watch party”) pod Madison Square Garden.
Dolan w ostrych słowach skrytykował ograniczenia nałożone przez miasto, które pozwalały na udział jedynie tysiąca widzów posiadających bilety, co uznał za niesprawiedliwe wobec dziesiątek tysięcy fanów chcących wspólnie przeżywać finały.
– To nie chodzi o wspólne oglądanie zwyczajnego meczu… raczej o świętowanie sukcesów Knicks w MSG, w Mecce Koszykówki. To właśnie próbuje zablokować biuro burmistrza i biuro komisarza… Nie jestem pewien, dlaczego nie chcą tej celebracji – nie gryzł się w język właściciel Knicks w wywiadzie dla radia WFAN. Jego zdaniem tego typu restrykcje zamieniłyby okolice hali w „państwo policyjne”, co ostatecznie skłoniło klub do rezygnacji z organizacji wydarzenia.
"They don't have faith in their own police force. We do. But the mayor's office, and the commissioner too, do not have the experience to do this."
– James Dolan talks with @craigcartonlive and @CMacWFAN on @CartonShowWFAN on managing Knicks crowds and watch parties pic.twitter.com/xuUmGfr59W
Mimo braku oficjalnej strefy kibica, Nowojorczycy i tak opanowali ulice, zamieniając Manhattan w jedną wielką imprezę. Euforia po akcji OG Anunoby’ego, która zapewniła zwycięstwo na 1,2 sekundy przed końcem meczu, wyciągnęła z domów tysiące ludzi. Do wiwatującego tłumu dołączył niespodziewanie Iman Shumpert, były zawodnik Knicks, który wraz z fanami celebrował ten historyczny moment na ulicach miasta.
Fani, mimo braku biletów czy oficjalnych ekranów, dali upust emocjom, skacząc po samochodach i odpalając fajerwerki, co w niektórych miejscach wymykało się spod kontroli służb porządkowych. Dla miasta, które czeka na tytuł mistrzowski od 1973 roku, ta noc była kumulacją dekad oczekiwań, choć styl tego świętowania pozostawia wiele do życzenia w kwestii bezpieczeństwa publicznego.
Niezależnie od zachowań swoich sympatyków, pod względem czysto sportowym Knicks są na szczycie. Odrobienie 29-punktowej straty – największej w historii Finałów NBA – to wyczyn, który zdecydowanie przejdzie do legendy. Kiedy po meczu dziennikarz TNT, Ernie Johnson, zapytał lidera drużyny, Jalena Brunsona, jakim cudem to było w ogóle możliwe, ten odpowiedział krótko, patrząc prosto w obiektyw kamery: – Wiarą.
To jedno słowo zdaje się definiować obecny stan ducha w Nowym Jorku. Brunson, zdobywca 36 punktów w tym spotkaniu, stał się symbolem niezłomności zespołu, który mimo ogromnych problemów kadrowych i przewagi rywala, nie przestał wierzyć w sukces. jeżeli podopieczni Mike’a Browna utrzymają tę koncentrację, już niedługo „Mekka Koszykówki” może stać się areną oficjalnej fety mistrzowskiej – o ile tylko miasto i klub znajdą wspólny język w kwestii jej organizacji.
ERNIE JOHNSON: "How on earth did that just happen?"
JALEN BRUNSON: "Believe." pic.twitter.com/5KEW7oNQqZ


11 godzin temu












