AJ Dybantsa jest w naprawdę imponującej formie i z meczu na mecz podbija swoją wartość. Aktualnie w NCAA realizowane są turnieje Konferencyjne przed March Madness. Na jednym z nich jest właśnie Dybantsa, który chyba włączył swój finalny tryb. Sprawdźcie sami, co ten dzieciak wyczynia!
AJ Dybantsa narobił szumu jeszcze przed March Madness
AJ Dybantsa wraz z BYU występują aktualnie w turnieju swojej Konferencji (Big 12), na którym jego zwycięzca dostanie automatycznie przydzielone miejsce w March Madness, czyli tym głównym, finałowym turnieju NCAA.
AJ Dybantsa's Big 12 Tournament run:
vs. HOU 26 PTS | 7-18 FG | 3-5 3PT | 5 REB
vs. WVU 27 PTS | 11-24 FG | 7 REB | 3 AST
vs. KSU 40 PTS | 15-21 FG | 9 REB | 6 AST | 3 STL
The freshman averaged 31 PPG | 52 FG% | 7 RPG | 4 APG pic.twitter.com/A4BIYqmikQ
Niestety, ale ich run właśnie dobiegł końca. BYU przegrało wczoraj w ćwierćfinale z potężnym Houston, mimo iż AJ dwoił się i troił, rzucając 26 punktów. W sumie w trzech meczach turnieju zdobył 93 punkty, bijąc rekord czynnej legendy NBA… Kevina Duranta (92 pkt).
W trakcie tych trzech meczów Dybantsa choćby rzucił raz 40 punktów, co jest niemałym wyczynem w koledżu! Miało to miejsce przeciwko Kansas State Wildcats w ramach rozpoczęcia zmagań. Tu również pobił kolejny rekord z czasów młodego Duranta, bowiem KD w swoim jedynym sezonie w NCAA (grając dla Texasu) rzucił w tym turnieju maksymalnie 37 punktów.
Dybantsa to prawdziwy problem dla obrońców. Nie umieją go kryć; można ograniczyć, ale nie w pełni zatrzymać. Jest bardzo efektywny. Mimo iż jego rzut za trzy pozostało wątpliwy, to i tak skauci uznają go za trzypoziomowego strzelca.
Chłopak ma prawdziwą windę w nogach i zawsze umie znaleźć sobie miejsce. Jego wjazdy pod kosz są efektowne, ale na półdystansie również nie zawodzi. W dodatku ciągle rozwija umiejętności typowe dla rozgrywającego, jak podania czy gra na koźle. Dodając do tego warunki fizyczne i aktywność w obronie, może to być najlepszy gracz po obu stronach parkietu, który dołączy niedługo do NBA.
AJ DYBANTSA, OMG pic.twitter.com/QSsbhxVzsG
— ESPN (@espn) March 12, 2026
11 godzin temu




