Na kilka dni przed draftem NBA 2026 uwaga całego koszykarskiego świata skupia się przede wszystkim na jednym nazwisku: AJ Dybantsa. 19-latek z Brockton w stanie Massachusetts nie jest tylko kolejnym utalentowanym zawodnikiem; to fenomen, który zamierza zmienić zasady gry jeszcze przed postawieniem stopy na profesjonalnym parkiecie. Mierzący 206 centymetrów wzrostu niezwykle wszechstronny skrzydłowy jest powszechnie typowany na pierwszy numer nadchodzącego naboru, co prawdopodobnie zwiąże jego przyszłość z Washington Wizards. W dodatku – co udowodnił po raz kolejny – nie czuje respektu przed starszymi i sławniejszymi kolegami po fachu.
Jednym z najczęściej komentowanych wątków związanych z AJ-em Dybantsą jest jego stosunek do weteranów ligi, a w szczególności do LeBrona Jamesa. Podczas gdy większość debiutantów z pokorą wyczekuje spotkania ze swoimi idolami, były już gwiazdor BYU zdaje się prezentować pewność siebie, która graniczy z pewną dozą zuchwałości. W niedawnym wywiadzie dla ESPN otwarcie przyznał, iż liczy na to, iż 41-latek z Los Angeles Lakers nie zakończy jeszcze swojej kariery.
– Mam nadzieję, iż Bron nie przejdzie na emeryturę. Możliwość gry przeciwko Bronowi byłaby czymś wspaniałym. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas dał się ponieść emocjom tylko dlatego, iż gra przeciwko niemu… Ale koniec końców to przecież LeBron. Sam fakt, iż jesteś z nim na tym samym parkiecie, jest czymś niesamowitym – wyznał 19-latek.
AJ Dybantsa: Hopefully Bron don't retire. Playing against Bron will be great. I don't think none of us get starstruck…but at the end of the day bro like it's Lebron. The fact that you're on the same court with Lebron is great" pic.twitter.com/6irqLBFrvL
— Oh No He Didn't (@ohnohedidnt24) June 18, 2026Ta wypowiedź doskonale pokazuje podejście Dybantsy – pełne szacunku dla legend ligi, ale pozbawione kompleksów. To mentalność zawodnika, który adekwatnie od trzynastego roku życia przygotowywał się do roli jednej z przyszłych nowych twarzy NBA.
Nie da się ukryć, iż jego droga do najlepszej koszykarskiej ligi świata jest równie unikalna, co umiejętności na boisku. W branży zdominowanej przez potężne agencje sportowe, AJ i jego rodzina zdecydowali się na bezprecedensowy krok: całkowitą rezygnację z usług agentów. Interesy młodego gracza reprezentuje jego ojciec, Ace Dybantsa, który od lat skutecznie izoluje syna od pokus i pułapek świata wielkiego biznesu.
– Zdanie AJ-a jest także moim zdaniem. Porozmawialiśmy o tym i gdy mu wszystko wyjaśniłem, powiedział tylko: „Niech to zostanie w rodzinie.” – tłumaczył swego czasu starszy z Dybantsów.
Ace to imigrant z Kongo, który swoją determinację wykuwał m.in. pracując jako policjant na Boston University. Nic dziwnego, iż twardą ręką pilnuje, by jego potomek skupiał się wyłącznie na koszykówce i edukacji. Z kolei pod wpływem matki, Chelsea, młody koszykarz obiecał kontynuować studia i zdobyć dyplom jeszcze przed trzydziestymi urodzinami, mimo lukratywnego kontraktu, który już na niego czeka.
Analitycy nie mają wątpliwości, iż mamy do czynienia z zawodnikiem o potencjale, który zdarza się raz na dekadę. Kevin Young, obecny trener BYU i wieloletni asystent w NBA, który pracował z takimi gwiazdami jak Kevin Durant czy Devin Booker, również nie krył zachwytu nad swoim podopiecznym.
– To właśnie taki zawodnik, jakiego wszyscy próbują znaleźć. Facet mierzący 206 cm, potrafiący robić na parkiecie praktycznie wszystko, a do tego będący fenomenalnym atletą. Co więcej, spełnia wszystkie oczekiwania również jako człowiek. Tacy gracze trafiają się niezwykle rzadko, dlatego naprawdę nie ma sensu tego nadmiernie analizować – zachwalał.
"20 or 30 years down the road…I'll look back and just think how cool it was to have had that experience with AJ"
Kevin Young on his experience coaching AJ Dybantsa pic.twitter.com/a7zoAwyQ1m
Zresztą i sam zainteresowany mówił o sobie jako o graczu, który przyciąga tłumy na trybuny, o czym mają świadczyć jego statystyki z jedynego sezonu w rozgrywkach uczelnianych – średnio 25,5 punktu i blisko 7 zbiórek na mecz. Jak zadeklarował: – Gram we adekwatny sposób, staram się wygrywać i angażować wszystkich kolegów. Chcę, żeby każdy miał swój udział w grze. Jestem ekscytującym zawodnikiem, tworzę widowisko i zapełniam hale.
Wiele wskazuje na to, iż Washington Wizards nie zmarnują szansy na pozyskanie gracza o takiej charakterystyce. Choć w grze o „jedynkę” pozostają również Darryn Peterson i Cam Boozer, to właśnie Dybantsa jest postrzegany jako najbardziej gotowy do natychmiastowego wywarcia wpływu na grę zespołu. Poza tym byle kto – choćby w żartach – nie zwracałby się do o wiele bardziej doświadczonego Trae Younga z prośbą o oddanie numeru na koszulce.
Wtorkowy wieczór w Barclays Center będzie jedynie formalnością, zakończeniem pierwszego aktu starannie zaplanowanej podróży, która trwała ponad trzy tysiące dni. Dla zaledwie 19-letniego chłopaka to jednak dopiero początek. Jego ambicje sięgają znacznie dalej niż tylko bycie numerem jeden – on chce stanąć twarzą w twarz z historią, reprezentowaną przez LeBrona Jamesa, i udowodnić, iż nowa era NBA właśnie się rozpoczęła.

1 miesiąc temu














