Sobotni wieczór w Cleveland przejdzie do historii nie tylko ze względu na sportową dominację New York Knicks, ale także jako jeden z najbardziej absurdalnych i zabawnych momentów w historii transmisji NBA. Podczas gdy podopieczni Mike’a Browna pewnie zmierzają po pierwszy od niemal 30 lat awans do Finałów NBA ich najważniejszy skrzydłowy, OG Anunoby, musiał zmierzyć się z przeciwnikiem równie nieustępliwym co obrona Cavaliers – brakiem umiejętności językowych Charlesa Barkleya.
New York Knicks pokonali Cleveland Cavaliers 121:108 w trzecim meczu finałów Konferencji Wschodniej, podwyższając prowadzenie w serii do 3-0. Choć Jalen Brunson ponownie błyszczał, zdobywając 30 punktów, to jednak kluczowa dla sukcesu przyjezdnych była postawa OG Anunoby’ego. Zawodnik, który niedawno zmagał się z urazem ścięgna podkolanowego, zanotował swój najlepszy występ od powrotu do gry, zdobywając 21 punktów, siedem zbiórek i cztery asysty.
Zresztą w ogóle trudno nie zauważyć, iż jego dyspozycja rzutowa w tegorocznych play-offach jest imponująca – skrzydłowy rzucał do tej pory ze skutecznością blisko 59% z gry oraz 51% z dystansu. Sam zainteresowany, znany ze swojej stoickiej postawy, po meczu przyznał zresztą, iż jego rehabilitacja przebiega pomyślnie: – Z każdym dniem czuję się coraz lepiej. Mamy świetny personel medyczny. Codziennie staję się silniejszy. To fantastyczny zespół i trenerzy, nasza kooperacja układa się znakomicie.
Prawdziwe widowisko zaczęło się jednak po meczu, gdy Anunoby dołączył do ekipy programu „Inside the NBA”. Charles Barkley, legenda ligi i znany prowokator, postanowił zadać pytanie, które natychmiast stało się hitem internetu.
– OG, czy mogę zadać ci pytanie? Jak brzmi twoje prawdziwe imię? – zapytał. Urodzony w Anglii w rodzinie o nigeryjskich korzeniach zawodnik Knicks odparł krótko: – Moje prawdziwe imię to Ogugua.
Reakcja Barkleya była natychmiastowa i komiczna – po nieudanej próbie powtórzenia imienia, zarzucił Anunoby’emu iż ten… sam nie potrafi go wymówić. – Nie wypowiadasz go poprawnie! jeżeli ty nie mówisz tego dobrze, my też nie możemy! – żartował Sir Charles, wywołując salwy śmiechu u Shaquille’a O’Neala i Kenny’ego Smitha.
Mimo iż całe studio próbowało chóralnie wymówić imię „Ogugua”, każda kolejna próba kończyła się niepowodzeniem. Sam zainteresowany z charakterystycznym dla siebie spokojem poprawiał ekspertów, choć wydawał się równie rozbawiony, co skonsternowany tą sytuacją.
Za fasadą humoru kryje się jednak poważny sukces sportowy. Nowojorczycy wygrali dziesiąty mecz z rzędu w play-offach, co jest nowym rekordem organizacji. Statystyki są nieubłagane dla ich rywali – żadna drużyna w historii NBA nie zdołała wygrać serii po porażce w trzech pierwszych spotkaniach, co stawia ekipę z Ohio w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji.
Można się zastanawiać, czy niektórzy zawodnicy Cavaliers nie mogliby dawać od siebie więcej w defensywie, ale też gołym okiem widać, iż podopieczni Mike’a Browna prezentują charakter i chemię, której kibice w Madison Square Garden nie widzieli od dekad. Wygrana w meczu numer cztery, który odbędzie się w poniedziałek w Cleveland, może przypieczętować ich powrót na szczyt koszykarskiego świata i pierwszy występ w Finałach NBA od 1999 roku. Jak zauważyli komentatorzy, to w dużej mierze mieszanka twardej gry Anunoby’ego i jego opanowania – zarówno wobec rywali na boisku, jak i żartów w studiu telewizyjnym – czyni go jednym z liderów tej historycznej kampanii.


12 godzin temu













