Orlando Magic są o jedno zwycięstwo od wejścia do bardzo wąskiego grona drużyn, które w play-offach NBA zrobiły coś pozornie niemożliwego. Po wygranej 94:88 w meczu numer cztery prowadzą z Detroit Pistons 3-1 i mogą zostać dopiero siódmym zespołem od 1984 roku, który jako ósma drużyna konferencji wyeliminował „jedynkę” w pierwszej rundzie.
To jeszcze nie jest koniec serii. Pistons przez cały czas mają przed sobą mecz u siebie, przez cały czas są najlepszą drużyną Wschodu w okresie zasadniczym i przez cały czas mają zawodników, którzy mogą odwrócić losy tej rywalizacji. Sytuacja jest jednak dla nich trudna. Zespół rozstawiony z numerem jeden, przegrało dwa kolejne spotkania w Orlando i stoi pod ścianą. Magic są natomiast o krok od pierwszego wygranego pojedynku play-off od 16 lat!
W meczu numer cztery Desmond Bane zdobył 22 punkty i trafił bardzo istotną trójkę w końcówce, Franz Wagner dodał 19 punktów, zanim opuścił parkiet z urazem łydki, a Paolo Banchero zakończył mecz z 18 punktami. Po stronie Pistons 25 punktów rzucił Cade Cunningham, ale miał też aż osiem strat. Detroit jako zespół popełniło ich 20!
To właśnie ten element może najlepiej tłumaczyć, dlaczego ta seria wymyka się klasycznemu schematowi „jedynka kontra ósemka”. W końcu teoretycznie powinna być to łatwa przeprawa dla Pistons, którzy mają wyższe rozstawienie, przewagę własnego parkietu i świetny sezon zasadniczy za sobą. Magic mają jednak wzrost, atletyzm, defensywę i coraz większą wiarę, iż są w stanie narzucić tej serii własne warunki. Pamiętajmy też, iż Orlando przed sezonem typowane było na pierwszą czwórkę na Wschodzie, ale mieli mnóstwo problemów z kontuzjami. Teraz, kiedy mają pełny skład, to wcale nie wyglądają jak drużyna z 8. miejsca.
To zdarzyło się tylko sześć razy od 1984 roku
Od 1984 roku, czyli od momentu, gdy NBA rozszerzyła play-offy do 16 zespołów, tylko sześć razy ósma drużyna konferencji wyeliminowała drużynę z pierwszego miejsca. Pierwsze dwa takie przypadki wydarzyły się jeszcze w czasach, gdy pierwsza runda była rozgrywana do trzech zwycięstw. Od 2003 roku pierwsza runda jest już serią do czterech zwycięstw, co jeszcze bardziej utrudnia sprawienie takiej sensacji.
| 1994 | Denver Nuggets | Seattle SuperSonics | 3-2 | Nuggets odpadli w 2. rundzie z Utah Jazz 3-4 |
| 1999 | New York Knicks | Miami Heat | 3-2 | Knicks doszli do Finałów NBA, przegrali ze Spurs 1-4 |
| 2007 | Golden State Warriors | Dallas Mavericks | 4-2 | Warriors odpadli w 2. rundzie z Utah Jazz 1-4 |
| 2011 | Memphis Grizzlies | San Antonio Spurs | 4-2 | Grizzlies odpadli w 2. rundzie z Thunder 3-4 |
| 2012 | Philadelphia 76ers | Chicago Bulls | 4-2 | 76ers odpadli w 2. rundzie z Celtics 3-4 |
| 2023 | Miami Heat | Milwaukee Bucks | 4-1 | Heat doszli do Finałów NBA, przegrali z Nuggets 1-4 |
Ta tabela dobrze pokazuje skalę wyzwania, przed którym stoją Magic. Wyeliminowanie „jedynki” przez „ósemkę” nie jest czymś, co zdarza się raz na kilka sezonów. W ponad czterech dekadach nowoczesnego formatu play-offów NBA mieliśmy tylko sześć takich przypadków. W dodatku trzeba pamiętać, iż w 1999 roku oraz w 2012 sezon był skrócony z powodu lockoutu, więc nie były to klasyczne różnice w wygranych i przegranych na przestrzeni 82 spotkań.
Ciekawostką jest na pewno też to, iż dwie z tych drużyn doszły aż do wielkiego finału NBA. Byli to New York Knicks w 1999 roku i Miami Heat w 2023 roku.
Nuggets 1994 – pierwszy przełom
Pierwszy taki przypadek to Denver Nuggets z 1994 roku. Seattle SuperSonics z Shawnem Kempem i Garym Paytonem wygrali wtedy 63 mecze w okresie zasadniczym i byli jednym z głównych kandydatów do gry o mistrzostwo. Nuggets mieli bilans 42-40 i byli typową ósmą drużyną, która miała sprawić faworytowi kłopot, ale nikt nie myślał, iż go wyeliminuje.
Stało się inaczej. Denver przegrywało już 0-2, ale wygrało trzy kolejne spotkania. Wiele osób na pewno pamięta ten obrazek, kiedy Dikembe Mutombo leżał na parkiecie z piłką trzymaną nad głową. Stał się on jednym z najbardziej rozpoznawalnych momentów play-offów lat 90. Nuggets w kolejnej rundzie też nie zniknęli od razu. Z Utah Jazz przegrywali już 0-3, ale doprowadzili do siódmego meczu. Dopiero wtedy odpadli.
Knicks 1999: „ósemka”, która doszła do Finałów
W 1999 roku sezon był skrócony przez lockout, więc okoliczności były nietypowe, ale sam wyczyn Knicks i tak przeszedł do historii. Nowy Jork wszedł do play-offów z 8. miejsca, trafił na Miami Heat i wygrał serię po słynnym rzucie Allana Houstona w końcówce piątego spotkania.
Knicks się na tym nie zatrzymali. W drugiej rundzie pokonali Atlanta Hawks, potem wyeliminowali Indiana Pacers i awansowali do wielkiego finału. Dopiero tam przegrali z San Antonio Spurs 1-4, ale zostali pierwszą drużyną rozstawioną z numerem osiem, która dotarła aż do finału. Przez ponad dwie dekady byli jedynym takim przypadkiem.
Warriors 2007: „We Believe” i upadek Mavericks
Golden State Warriors z 2007 roku to prawdopodobnie najbardziej kultowa sensacja tego typu. Dallas Mavericks wygrali aż 67 meczów w okresie zasadniczym, a Dirk Nowitzki został MVP. Wszystko wskazywało na to, iż Mavericks powinni spokojnie przejść pierwszą rundę.
Warriors mieli jednak idealny zestaw cech i osobowości, by ich rozmontować: tempo, atletyzm, agresję, pewność siebie i Dona Nelsona, który wcześniej prowadził Mavs i bardzo dobrze znał ograniczenia tej drużyny. Warriors wygrali serię 4-2, a hasło „We Believe” stało się częścią historii NBA.
W kolejnej rundzie Warriors przegrali z Utah Jazz 1-4. Ich marsz nie był więc długi, ale sama seria z Mavericks do dziś jest jedną z najczęściej wspominanych niespodzianek w play-offach.
Grizzlies 2011 i 76ers 2012: sensacje, które nie skończyły się od razu
Memphis Grizzlies w 2011 roku zajęli 8. miejsce, ale wcale nie wyglądali jak drużyna, którą ktokolwiek chciał spotkać w play-offach. Mieli Zacha Randolpha, Marca Gasola, Mike’a Conleya i Tony’ego Allena. Grali bardzo fizycznie, niewygodnie dla rywali i byli gotowi na serię, w której każdy punkt trzeba było wyszarpać.
San Antonio Spurs wygrali 61 meczów w okresie zasadniczym, ale przegrali z Memphis 2-4. Grizzlies w drugiej rundzie postawili bardzo trudne warunki Oklahoma City Thunder i odpadli dopiero po siedmiu meczach. To był początek ery „Grit and Grind” – jednej z najbardziej charakterystycznych tożsamości w NBA tamtego okresu.
Rok później Philadelphia 76ers wyeliminowali Chicago Bulls. Ta seria miała oczywiście swoją historię, bo Derrick Rose zerwał więzadło krzyżowe w pierwszym meczu, a później Bulls stracili też Joakima Noah. Nie zmienia to faktu, iż Philadelphia wygrała 4-2, a w drugiej rundzie doprowadziła do siedmiu meczów z Boston Celtics.
Heat 2023: najnowszy dowód, iż „ósemka” może dojść bardzo daleko
Najświeższy przykład to Miami Heat z 2023 roku. Milwaukee Bucks mieli najlepszy bilans w lidze, Giannisa Antetokounmpo, doświadczenie mistrzowskie i przewagę własnego parkietu. Miami miało 8. miejsce, Jimmy’ego Butlera, Erika Spoelstrę i zespół, który w play-offach wyglądał zupełnie inaczej niż w okresie zasadniczym.
Heat wyeliminowali Bucks 4-1, ale trzeba pamiętać, iż problemy ze zdrowiem mieli liderzy Bucks. Potem Heat pokonali Knicks, następnie Celtics po siedmiomeczowej serii finału konferencji i zatrzymali się dopiero w wielkim finale na Denver Nuggets. To był dopiero drugi przypadek w historii, gdy drużyna z 8. miejsca dotarła do finału, a pierwsza, kiedy miało to miejsce po pełnym sezonie zasadniczym.
Orlando już raz było w podobnym miejscu
W tej historii pozostało jeden bardzo interesujący wątek. Orlando i Detroit mają już za sobą podobną serię. W 2003 roku Magic również byli rozstawieni z numerem 8, Pistons z numerem 1 i Orlando prowadziło 3-1! Wtedy jednak Detroit wygrało trzy kolejne mecze i awansowało dalej.
2003 rok był pierwszym sezonem, w którym pierwszą rundę grano do czterech zwycięstw. Gdyby obowiązywał wcześniejszy format best-of-five, Magic wyeliminowaliby Pistons już wtedy.
Dziś Orlando znów prowadzi 3-1 z Detroit. Znów jest niżej rozstawione. Znów ma szansę stworzyć jedną z największych historii pierwszej rundy. Różnica polega na tym, iż tym razem Magic mają jeszcze jeden krok do wykonania i pełną świadomość, iż samo prowadzenie 3-1 niczego nie gwarantuje.
Największe niebezpieczeństwo dla Orlando polega teraz na tym, iż historia już zaczyna dopisywać im zakończenie. A ono jeszcze nie nastąpiło. Pistons wciąż mają Cade’a Cunninghama, wciąż grają kolejny mecz u siebie i wciąż mogą zareagować. W play-offach ostatni krok często bywa najtrudniejszy, szczególnie dla drużyny, która nie ma dużego doświadczenia w zamykaniu takich serii.
Magic są w miejscu, w którym bardzo rzadko znajduje się ósma drużyna konferencji. Prowadzą 3-1 z najlepszym zespołem Wschodu. Wygrali dwa kolejne mecze. Zmusili Pistons do nerwowej gry, strat i końcówek, w których Detroit nie wygląda jak pewna siebie jedynka.
Jeśli Magic wygrają jeszcze jeden mecz, to dołączą do Nuggets 1994, Knicks 1999, Warriors 2007, Grizzlies 2011, 76ers 2012 i Heat 2023. To będzie dopiero siódmy taki przypadek od 1984 roku.
Kto potrafił wrócić z 1-3 i wygrać 4-3?
Spójrzmy jeszcze na to, kto potrafił wrócić od bilansu 1-3 i wygrać 4-3 serię. Od 1984 roku było dziewięć takich przypadków.
| 1995 | 2. runda Zachodu | Houston Rockets (6) | Phoenix Suns (2) |
| 1997 | 2. runda Wschodu | Miami Heat (2) | New York Knicks (3) |
| 2003 | 1. runda Wschodu | Detroit Pistons (1) | Orlando Magic (8) |
| 2006 | 1. runda Zachodu | Phoenix Suns (2) | Los Angeles Lakers (7) |
| 2015 | 2. runda Zachodu | Houston Rockets (2) | Los Angeles Clippers (3) |
| 2016 | finał Zachodu | Golden State Warriors (1) | Oklahoma City Thunder (3) |
| 2016 | Finał NBA | Cleveland Cavaliers (1) | Golden State Warriors (1) |
| 2020 | 1. runda Zachodu | Denver Nuggets (3) | Utah Jazz (6) |
| 2020 | 2. runda Zachodu | Denver Nuggets (3) | Los Angeles Clippers (2) |
Najniżej rozstawiona drużyna, która wróciła z 1-3 to Houston Rockets z 6. miejsca w 1995 roku. Ci Rockets zdobyli potem mistrzostwo.
Jedyny taki skuteczny comeback w Finałach NBA miał miejsce w 2016 roku, kiedy to Cleveland Cavaliers odrobili straty z Golden State Warriors i wygrali mistrzostwo Obie drużyny były wtedy numerami 1 w swoich konferencjach.
Jedyny zespół, który zrobił to dwa razy w jednych play-offach byli Denver Nuggets w 2020 roku. Najpierw z Utah Jazz, potem z Los Angeles Clippers. Trzeba jednak pamiętać, iż to były play-offy w bańce – bez kibiców i bez podróżowania.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

3 dni temu















