Czasem jedno zdanie wystarczy, by zmienić przebieg meczu. W czwartkową noc młody skrzydłowy Chicago Bulls, Matas Buzelis, przekonał się o tym na własnej skórze. Próbując sprowokować gwiazdę Los Angeles Lakers, Lukę Doncicia, nieświadomie dał mu dodatkową motywację – a ta gwałtownie przerodziła się w jeden z najbardziej spektakularnych występów tego sezonu.
Dla Los Angeles Lakers mecz rozpoczął się dość ospale, a Chicago Bulls robili wszystko, by przez całą pierwszą kwartę dotrzymywać kroku gospodarzom. Wszystko zmieniło się, gdy drugoroczniak, Matas Buzelis. zaczął kierować ostre słowa w stronę Luki Doncicia. Reakcja Słoweńca była natychmiastowa i bezlitosna. Lider gospodarzy w samej tylko drugiej odsłonie spotkania zdobył 12 punktów, a cały mecz zakończył z dorobkiem 51 punktów, 10 zbiórek i dziewięciu asyst.
Podczas pomeczowej konferencji prasowej doszło do znamiennej sytuacji, która doskonale oddaje dystans dzielący obu zawodników. Doncić, opisując moment, w którym poczuł przypływ dodatkowej energii, musiał na chwilę przerwać swoją wypowiedź, aby upewnić się, jak adekwatnie nazywa się zawodnik, który próbował go sprowokować. Chociaż Buzelis starał się zaznaczyć swoją obecność na parkiecie, dla gwiazdy formatu Luki był on w tamtej chwili jedynie anonimowym głosem, który popełnił błąd, budząc „śpiącego olbrzyma”.
– To niesamowite uczucie. Przez cały sezon nie zdarzyło mi się zdobyć 50 punktów w jednym meczu, dlatego to dla mnie coś wyjątkowego. W drugiej kwarcie poczułem jednak, iż zaczyna się coś dziać – ktoś rzucił w moją stronę kilka słów i to mnie obudziło – przyznał lider Lakers, który jednocześnie nie krył zaskoczenia faktem, iż to rywal zainicjował wymianę zdań, gdyż zwykle to on sam znany jest z „trash-talkingu”.
Zapytany o to, co dokładnie powiedział jego młodszy kolega po fachu, Słoweniec z uśmiechem odmówił przytoczenia jego słów. Jak stwierdził: – Nie zdradzę, co dokładnie usłyszałem. Gdybym to powtórzył, sędziowie pewnie natychmiast ukaraliby mnie przewinieniem technicznym.
Z kolei Buzelis, który mimo porażki zapisał na swoje konto solidny wynik w postaci 22 punktów, po meczu wykazał się dużą dozą pokory. Podkreślił przy tym, iż mimo wszystko nie boi się wyzwań: – Gdy zacząłem do niego mówić, od razu zaczął mnie ogrywać. Ale ja nie pękam przed nikim – nieważne, kim jest przeciwnik. Podjąłem wyzwanie, tylko iż tym razem to nie wyszło.
Na pytanie, jaką lekcję wyciągnął z tego wieczoru, 21-latek odpowiedział krótko i szczerze: – Prawdopodobnie taką, żeby więcej się do niego nie odzywać.
Być może to dobry pomysł. Luka wie to i owo o prowokowaniu przeciwników, więc takiej reakcji z jego strony można się było spodziewać. Zresztą trener Lakers również nie szczędził pochwał swojemu liderowi , zwracając uwagę na to, jak Doncić potrafi kontrolować emocje i przekuwać je w efektywność na wielu płaszczyznach gry.
– To wyjątkowa cecha. Nie chodzi tylko o to, iż reaguje na ostrą grę czy trash-talk, ale o to, iż potrafi przekuć to na wszystko, co robi na parkiecie. Widać to w zbiórkach w obronie, asystach czy przechwytach – zauważył JJ Redick.
Zwycięstwo 142:130 było dla jego podopiecznych czwartą wygraną z rzędu, która sprawiła, iż popularni Jeziorowcy poprawili swój bilans do 41-25 i zajmują w tej chwili trzecie miejsce w Konferencji Zachodniej. Z kolei forma Doncicia, który notuje średnio 32,5 punktu na mecz, na 16 meczów przed końcem sezonu regularnego stawia go z powrotem w samym centrum dyskusji o tytule MVP. Czwartkowy wieczór był jasnym sygnałem dla całej ligi – prowokowanie słoweńskiego gwiazdora to strategia, która niemal zawsze kończy się dla rywali bolesną lekcją koszykówki.

5 godzin temu




