NBA: Kto będzie nowym Mistrzem? Zaczynamy Wielkie Finały NBA!

4 godzin temu

Już niedługo rozpoczynamy to, co tygryski lubią najbardziej. Przed nami co najmniej cztery spotkania wielkich finałów, które wyłonią najlepszą drużynę i nowego mistrza NBA. Na upragniony triumf San Antonio Spurs czekają od 2014 roku, z kolei w New York Knicks ostatni raz smak zwycięstwa odczuli ponad 50 lat temu. Czego możemy spodziewać się po tej rywalizacji? Częściową odpowiedź na to pytanie poznamy w nocy z 3 na 4 czerwca o godzinie 02:30, na kiedy zaplanowano Game 1. Transmisja dostępna będzie na antenie TVP Sport i na ich stronie internetowej.

Już jutro (pojutrze czasu polskiego) rozpoczynamy rywalizację na najwyższym możliwym poziomie. San Antonio Spurs podejmą przed własną publicznością New York Knicks w pierwszym meczu tegorocznych NBA Finals. Wiemy już, iż z pewnością poznamy nowego mistrza, bo ekipa z Teksasu wyeliminowała na swojej drodze obrońców tytułu Oklahoma City Thunder.

Ostrogi mają szansę na pierwszy tytuł od 2014 roku, kiedy to m.in. Tony Parker, Kawhi Leonard, Tim Duncan i Manu Ginobili ogrywali walczących o trzeci z rzędu tytuł Miami Heat LeBrona Jamesa, Dwyane’a Wade’a i Chrisa Bosha.

Nowojorczycy z kolei po raz ostatni cieszyli się z mistrzowskich pierścieni w 1973 roku, kiedy to napędzani przez Walta Fraziera, Willisa Reeda, Billa Bradleya czy Earla Monroe’a pokonali w pięciu meczach Los Angeles Lakers. kolorów Jeziorowców bronili wówczas m.in. Jerry West czy Wilt Chamberlain.

Kiedy wielki finał NBA?

Zacznijmy od przedstawienia dokładnych dat nadchodzących finałów. Pierwszy mecz zaplanowano w nocy z 3 na 4 czerwca czasu polskiego. Zarówno ten, jak i wszystkie kolejne spotkania tej rywalizacji zostaną rozegrane o godzinie 2:30. Tak jak zawsze nie możemy liczyć na spotkania o przystępnej dla polskiego kibica godzinie. Takie sytuacje mają miejsce w play-offach, ale nie w najważniejszej serii sezonu.

  • Mecz 1: 3 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 3 na 4 czerwca, godz. 2:30)
  • Mecz 2: 5 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 5 na 6 czerwca, godz. 2:30)
  • Mecz 3: 8 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 8 na 9 czerwca, godz. 2:30)
  • Mecz 4: 10 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 10 na 11 czerwca, godz. 2:30)
  • Mecz 5: 13 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 13 na 14 czerwca, godz. 2:30) jeśli będzie potrzebny
  • Mecz 6: 16 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 16 na 17 czerwca, godz. 2:30) jeśli będzie potrzebny
  • Mecz 7: 19 czerwca 2026, godz. 20:30 ET (w Polsce: noc z 19 na 20 czerwca, godz. 2:30) jeśli będzie potrzebny

Transmisja finałowych spotkań dostępna będzie na antenie TVP Sport, a także na cih stronie intetrnetowej.

Droga przez ciernie?

Już od kilkunastu dobrych lat panuje w lidze jasne przekonanie, iż to w Konferencji Zachodniej średni poziom umiejętności jest zdecydowanie wyższy. Droga Spurs do finału potwierdza do przekonanie, bo choć kilka elementów z pewnością ułatwiło im tę przeprawę.

W pierwszej rundzie ograli Portland Trail Blazers w pięciu meczach. W składzie ekipy z Oregonu zabrakło oczywiście Damiana Lillarda. W drugiej rundzie z problemami zdrowotnymi mierzyli się natomiast Ayo Dosunmu i Anthony Edwards. Nie było też Donte DiVincenzo, który na poprzednim etapie zerwał ścięgno Achillesa.

Zdrowi nie byli też Thunder, bo przecież znaczną część serii opuścił ich drugi najlepszy zawodnik Jalen Williams, a także Ajay Mitchell. Nie ulega jednak wątpliwości, iż choćby bez nich OKC należą do ligowej czołówki i Spurs musieli wspiąć się na wyżyny swoich możliwości, by przejść dalej.

W Nowym Jorku problemów i bolączek było zdecydowanie mniej. Po wpadkach z Atlanta Hawks, z którymi Knicks wygrali w sześciu meczach, podopieczni Mike’a Browna zaliczyli dwa sweepy (przeciwko Philadelphia 76ers oraz Cleveland Cavaliers).

Drużyny gwiazdami stojące

Spurs to Wembanyama, a Wembanyama to Spurs. Nie ma co do tego wątpliwości, niezależnie od tego, jak świetną grę prezentują pozostali zawodnicy Ostróg. Dyspozycja dnia Francuza ma ogromny wpływ na to, jakimi wynikami kończą się ostatecznie spotkania ekipy z Teksasu.

Wystarczy spojrzeć na sześć pierwszych pojedynków Thunder z SAS. Kiedy Spurs wygrywali z Grzmotami, Wemby zdobywał średnio 34,0 punkty na mecz. Kiedy to z kolei gracze OKC wychodzili z pojedynku zwycięsko, udało im się ograniczać Victora do „zaledwie” 22,3 punktu.

Wyjątek od tej reguły stanowił Game 7, w którym Francuz zapisał na swoim koncie 22 oczka, które teoretycznie zaniżyły jego średnią w obu przypadkach, ale występ zawodników Oklahomy, którzy nie nazywają się Shai Gilgeous-Alexander czy Cason Wallace pozostawił na tyle do życzenia, iż w połączeniu z dobrą dyspozycją pozostałych graczy Spurs udało im się ostatecznie awansować.

Po drugiej stronie staje Jalen Brunson, który został co prawda MVP Finałów Konferencji Wschodniej, ale zaliczył po drodze dwa nieco mniej efektowne występy. Notował w nich tylko 19 i 15 punktów, a co więcej w całej serii trafił zaledwie 4 z 22 rzutów za trzy (18,2%).

Nie trzeba jednak nikogo przekonywać, iż rozgrywający Nowojorczyków jest zawodnikiem wybitnym. W pierwszych dwóch seriach tegorocznych play-offów notował średnio 27,4 punktu oraz 6,1 asysty na mecz, trafiając przy tym 48,5% wszystkich rzutów z gry, w tym aż 40,9% zza łuku. W meczu rozgrywek zasadniczych przeciwko SAS ustanowił dodatkowo rekord swojej kariery w postaci 61 punktów.

Wiemy już, iż choćby kiedy nie ma on najlepszego dnia, na wysokości zadania potrafią stanąć pozostali. Podobne wnioski można wyciągnąć również po Game 7 w finałach Zachodu, gdzie kapitalne zawody rozegrał Julian Champagnie.

Klucz do zwycięstwa

Czego (oprócz zatrzymania Wembanyamy) potrzebują Knicks, by rzucić wyzwanie Spurs? Z pewnością kapitalnej skuteczności zza łuku i agresywnej gry pod koszem przeciwnika, gdzie muszą walczyć o ofensywne zbiórki. NYK są jedną z najgorszych ekip tegorocznych play-offów pod względem offensive boards na mecz (10,7), podczas gdy Spurs najdują się na 5. miejscu (12,1).

Kluczową rolę może odegrać Mikal Bridges. W przegranym ze Spurs meczu sezonu zasadniczego zdobył on tylko 13 oczek, z kolei w zwycięstwie aż 25. Knicks wygrali również finał NBA Cupu ze Spurs, gdzie rzucił on tylko 11 punktów. Nie jest to więc reguła, ale w spotkaniu finałowym na wysokości zadania stanął OG Anunoby (28 punktów, 9 zbiórek). Warto przyglądać się więc temu duetowi i jego dyspozycji.

Po stronie Spurs wydaje się, iż przepis na sukces jest stosunkowo łatwiejszy. o ile każdy stanie na wysokości zadania i pokaże to, co prezentował dotychczas, bez większych wpadek czy nowych słabości, to Ostrogi powinny sięgnąć po tytuł. Ich przywilej polega m.in. na obecności kilku zawodników, którzy w odpowiednich chwilach potrafią rozgrzać obręcz do czerwoności zza łuku.

Znamy doskonale umiejętności wspomnianego już Champagnie, który w sylwestrowym starciu obu ekip, wygranym przez Spurs 134:132, był 11/17 zza łuku. W finale NBA Cup nie był tak skuteczny (1/4), ale wówczas dobrze prezentował się pod tym względem Dylan Harper (5/7).

Skupiony musi być Stephon Castle, który w dwóch pierwszych spotkaniach z OKC odnotował aż 20 strat, a w najważniejszym Game 7 dorzucił ich aż 6, notując ostatecznie średnią na poziomie 4,6 turnovers na mecz.

Spurs po raz ostatni mogą wykorzystać defensywne założenia Seana Sweeneya, który niedługo przejmie stery w Orlando Magic jako główny trener. Jego plany były w stanie jak dotąd wykorzystać mocne strony (przede wszystkim wzrost) Wembanyamy i w tej serii również będą one widoczne.

W nowym, ale starym stylu

W tegorocznych finałach wrócimy do czegoś, co dla wielu kibiców jest niemal synonimem old-schoolowego stylu koszykówki. Na parkietach znów pojawi się wzór pucharu Larry’ego O’Briena, co znaczna część kibiców z pewnością jeszcze pamięta.

The stage is set pic.twitter.com/6tZk4NPkyO

— NBA (@NBA) June 1, 2026

Warto jednak zwrócić również uwagę na to, iż zawodnicy wystąpią z grafiką „USA 250” przypiętą do koszulek. Ma to oczywiście związek z obchodami 250-lecia Stanów Zjednoczonych, a dokładniej 250. rocznicy ustanowienia deklaracji niepodległości. Podobnie wyglądało to w przypadku tegorocznego Superbowl, czyli finału ligi NFL.

Knicks and Spurs to rock USA 250 patches in the NBA Finals. pic.twitter.com/SmAhx3P0wv

— NFL Fashion Advice (@fashion_nfl) June 1, 2026

Polski rodzynek

Jeremy Sochan ma pierwszą w swojej karierze okazję na występ w finałach NBA, chociaż jego dotychczasowej przygody z play-offami nie można uznać za szczególnie udaną. Polak wystąpił tylko w pięciu spotkaniach, z czego w dwóch (oba przeciwko Sixers) zaliczał po mniej niż dwie minuty.

Warto jednak przypomnieć, iż w Game 5 z Hawks otrzymał od trenera Browna tylko 3 minuty i 28 sekund, a mimo to zdołał zanotować imponujące 10 punktów (4/4 z gry, 1/1 za trzy, 1/2 z linii), do czego dodał jedną zbiórkę. W swoim ostatnim występie (ponad 9 minut w Game 4 przeciwko Philly) skompletował pięć oczek, dwie zbiórki, dwie asysty i jeden blok.

Zna Spurs jak nikt

Żaden z zawodników Knicks nie zna zespołu Spurs tak, jak Jeremy Sochan. Reprezentant Polski rozegrał dwa pełne sezony i ponad połowę bieżącego u boku Wembanyamy. Obaj znają się od podszewki, ale to słabe strony Francuza będą tutaj miały największe znaczenie.

— Niezależnie od tego, czy zagram, czy też nie, ważne jest, aby przekazać wszystko, co wiem. I myślę, iż wiem całkiem sporo — przyznaje Jeremy.

Trudno wyobrazić sobie, by Sochan wiedział mimo wszystko znacznie więcej niż zespół odpowiedzialny za analizowanie rywala. Może jednak podzielić się tym, czego z uwagi na skuteczne przygotowanie Spurs nie widać na parkiecie, a może mimo wszystko zadziałać.

— Jest wysoki, więc gwałtownie się męczy. Trzeba grać z nim bardzo fizycznie, ale nie robiąc mu krzywdy. Trzeba sprawić, by jak najwięcej biegał. Zmęczy się i wydaje mi się, iż wówczas będzie musiał odpuścić kilka razy — dodał Polak.

Sochan z gwarancją pierścienia?

Sporo mówi się o tym, iż niezależnie od ostatecznego rezultatu, Jeremy Sochan ma już zagwarantowany mistrzowski pierścień. W bieżącym sezonie rozegrał przecież 28 spotkań w barwach San Antonio Spurs, zanim Mitch Johnson całkowicie z niego zrezygnował. Temat podchwyciły już wielkie polskie media, które ogłosiły już 23-latka mistrzem NBA.

Sprawa nie jest jednak tak klarowna. Choć w lidze panuje niepisana zasada (bo oficjalnie nic takiego nie musi mieć miejsca), iż drużyny wysyłają mistrzowskie pierścienie graczom, którzy choć przez chwilę byli elementem zespołu i w taki czy inny sposób dołożyli swoją cegiełkę do sukcesu, to inaczej sytuacja ma się, gdy wspomniany zawodnik rywalizuje z byłą ekipą bezpośrednio w finale.

W takiej sytuacji znalazł się np. Anderson Varejao, który w lutym 2016 roku został wymieniony przez Cleveland Cavaliers do Portland Trail Blazers, którzy następnie go zwolnili. Środkowy podpisał kontrakt z Golden State Warriors, którzy następnie przegrali w wielkim finale właśnie z Cavs. Brazylijczyk teoretycznie powinien więc otrzymać pierścień od Cleveland, ale ostatecznie odmówił, bo to właśnie z nimi przegrał w finale.

Podobną gwarancję miał mieć Dion Waiters, który swój ostatni sezon na ligowych parkietach (2019/20) zaczynał w Miami Heat, gdzie rozegrał jednak tylko trzy spotkania. Na bańkę w Orlando przeniósł się jednak do Los Angeles Lakers. Choć w całych play-offach rozegrał łącznie niespełna 40 minut, to już przed finałami było wiadome, iż należy mu się pierścień, bo przecież Jeziorowcy rywalizowali z Heat.

Upraszczając temat, Sochan choćby w przypadku porażki może otrzymać pierścień, choć to zależy, czy Spurs w ogóle wyrażą taką chęć, a następnie czy Polak będzie zainteresowany tego typu wyróżnieniem. Nie będzie natomiast Mistrzem NBA, bo to miano przysługuje zawodnikom, którzy wspierali zespół w play-offach.

To już jutro

Adam Silver z pewnością zaciera ręce na ten match-up. Rewanż za finały z 1999 roku z pewnością przyciągnie przed ekrany telewizorów masę telewidzów, a przecież obie ekipy cieszą się ogromną popularnością. Zdaniem bukmacherów faworytem w całej serii są Spurs.

Podobnie wygląda to również w przypadku Game 1, gdzie Superbet za zwycięstwo gospodarzy oferuje kurs 1,51. Pamiętajmy jednak, iż Knicks mają za sobą serię 11 zwycięstw z rzędu i nie będą jedynie tłem dla San Antonio.

NBA: Sochan ma pomysł na Wembanyamę

Superbet to legalny bukmacher z licencją Ministerstwa Finansów. Gra u nielegalnych bukmacherów wiąże się z konsekwencjami prawnymi. Hazard związany jest z ryzykiem. 18+.

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL
  • Idź do oryginalnego materiału