Po zakończeniu 23. sezonu w karierze, LeBron James stanął przed jednym z najtrudniejszych pytań w swojej sportowej biografii: co dalej? Choć jego statystyki wciąż budzą podziw, głosy sugerujące zejście ze sceny stają się coraz głośniejsze. Do grona zwolenników zakończenia kariery przez „Króla” dołączył właśnie jego dawny rywal i legenda Boston Celtics, Paul Pierce, który argumentuje, iż jego młodszy kolega po fachu nie zasługuje na brak szacunku, z jakim spotyka się na obecnym etapie swojej drogi.
Głównym powodem, dla którego Paul Pierce starał się namawiać LeBrona Jamesa do przejścia na emeryturę, nie jest spadek formy fizycznej, ale nieustanna i – zdaniem mistrza z 2008 roku – niesprawiedliwa krytyka. W najnowszym odcinku podcastu „Ticket & The Truth”, 48-latek wyraził frustrację sposobem, w jaki opinia publiczna traktuje najstarszego w tej chwili koszykarza w NBA.
– To już zaczyna być po prostu brak szacunku – stwierdził stanowczo Pierce, by dodać: – Gdybym był LeBronem, zakończyłbym karierę. Nie musi się już z niczym mierzyć. Nie musi już niczego nikomu udowadniać. Ale jeżeli przez cały czas to kocha, okej, rozumiem. jeżeli jest gotów powiedzieć: „Dobra. Mogę być trzecim albo czwartym najlepszym zawodnikiem w drużynie.”
Emerytowany gwiazdor przede wszystkim Boston Celtics zauważył, iż inni wielcy gracze, tacy jak Kobe Bryant czy Michael Jordan, w schyłkowych latach swoich karier cieszyli się swego rodzaju immunitetem, podczas gdy od Jamesa wciąż oczekuje się cudów.
Pierce podkreślił ten kontrast, mówiąc: – Nie było nagonki na Kobego, gdy w swoim ostatnim roku nie wszedł do play-offów. Ludzie po prostu cieszyli się jego chwilami. Tak samo było z Jordanem w Waszyngtonie. Chodzi o prosty fakt, iż ten człowiek ma 41 lat, a my wciąż oceniamy go tak, jakby miał ich 25 i przez cały czas musiał zdobywać mistrzostwa.
Mimo apeli Pierce’a, liczby Jamesa wciąż przeczą prawom biologii. W minionym sezonie zasadniczym LeBron notował średnio 20,9 punktu, 6,1 zbiórki i 7,2 asysty na mecz. Jego forma w fazie play-off była jeszcze wyższa, bowiem osiągał średnie na poziomie 23,2 punktu i 7,3 asysty. Niemniej jednak, Los Angeles Lakers zakończyli swoją posezonową przygodę w sposób bolesny, już w drugiej rundzie zostając wyeliminowani przez Oklahoma City Thunder stosunkiem 0-4.
Ta porażka uwypukliła zmianę warty w Mieście Aniołów. Dyrektor generalny Lakers, Rob Pelinka, dał do zrozumienia, iż priorytetem klubu będzie teraz budowanie zespołu wokół Luki Doncicia. To sugeruje, iż James, jeżeli zdecyduje się zostać, musiałby pogodzić się z rolą drugoplanową.
Obecnie „Król James” stoi u progu rynku wolnych agentów, co otwiera przed nim szeroki wachlarz możliwości. Choć powrót do Lakers na rekordowy, 24. sezon pozostaje opcją, na horyzoncie pojawiają się też inni chętni na jego usługi, jak Golden State Warriors, Cleveland Cavaliers, a choćby New York Knicks czy Los Angeles Clippers.
Po porażce z Thunder 41-latek przyznał, iż rozważa wszystkie opcje, choć wciąż podkreśla, iż nie brakuje mu ani motywacji, ani miłości do gry. Ale im dalej w jego karierę, tym częściej pytanie nie brzmi „czy może grać dalej”, ale „jak długo jeszcze powinien”.

19 godzin temu










