Ogłoszona w piątek decyzja Phoenix Suns o zwolnieniu Cole’a Anthony’ego, który choćby nie zdążył zadebiutować w ich barwach, to nie tylko kolejny ruch kadrowy, ale przede wszystkim smutny epilog historii zawodnika, który jeszcze kilka lat temu był postrzegany jako jeden z najbardziej obiecujących rozgrywających młodego pokolenia. Kiedy 25-latek wchodził do ligi, oczekiwania były ogromne, a jego początek w barwach Orlando Magic mógł sugerować, iż świat koszykówki zyskał nową gwiazdę. Z kolei dziś syn znanego z NBA Grega Anthony’ego musi walczyć o to, by w ogóle pozostać w najlepszej koszykarskiej lidze świata.
Cole Anthony trafił do NBA w 2020 roku, wybrany przez Orlando Magic z wysokim, piętnastym numerem w drafcie. Jego wejście do ligi było dynamiczne i przepełnione pewnością siebie. Już jako debiutant wystąpił w 47 meczach, z czego 34 rozpoczął w pierwszej piątce, notując średnio 12,9 punktu na mecz. Wprawdzie jego skuteczność z gry pozostawiała wówczas nieco do życzenia, to w drugim sezonie nastąpił znaczący przełom.
W swoim drugim roku na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata młody rozgrywający stał się czołowym strzelcem zespołu, podnosząc swoją średnią do 16,3 punktu na spotkanie. W tamtym czasie na Florydzie panowało przekonanie, iż przyszłość klubu jest bezpieczna w rękach byłego gracza North Carolina Tar Heels. Nic dziwnego – dysponował nie tylko talentem strzeleckim, ale także dynamiką, która pozwalała mu dominować nad rywalami.
Jednak niedługo po obiecującym starcie jego kariera zaczęła wyraźnie hamować. Chociaż Anthony przez następne dwa lata przez cały czas pełnił rolę kluczowego rezerwowego, jego statystyki zaczęły systematycznie maleć. Nie potrafił ustabilizować swojej gry na wysokim poziomie, a jego rola w zespole zaczęła ewoluować w kierunku, który nie pozwalał mu na pełne wykorzystanie potencjału. w okresie 2024-2025 notował już tylko 9,4 punktu przy 42% skuteczności z gry. To właśnie wtedy Magic uznali, iż ich drogi muszą się rozejść, a Cole został włączony w głośną wymianę z Memphis Grizzlies, co zapoczątkowało jego tułaczkę po klubach.
W Tennesee jednak też nie zabawił i po wykupieniu kontraktu trafił do Milwaukee Bucks, jednak spadek precyzji rzutowej oraz ograniczenie czasu gry sprawiły, iż zawodnik przestał być postrzegany jako realne wzmocnienie ekipy z Wisconsin, a stał się jedynie „kartą przetargową” w rozliczeniach finansowych.
W związku z powyższym 5 lutego znów zmienił otoczenie. Został oddany do Phoenix Suns w ramach trójstronnej wymiany z udziałem również Chicago Bulls. Arizona jednak także nie okazała się jego miejscem na ziemi i, jak poinformował Shams Charania z ESPN, obie strony doszły do porozumienia w sprawie rozwiązania kontraktu, dzięki czemu 25-latek niedługo stanie się wolnym zawodnikiem.
The Phoenix Suns have waived guard Cole Anthony, sources tell ESPN. Anthony averaged 6.7 points in 35 games for the Bucks before being moved at the NBA trade deadline.
— Shams Charania (@ShamsCharania) February 27, 2026Właściwie jego pozyskanie od początku wydawało się ruchem motywowanym bardziej arkuszem kalkulacyjnym niż realnym wzmocnieniem rotacji na parkiecie. Suns przejęli byłego zawodnika Bucks w transakcji, która miała przede wszystkim pomóc im zejść poniżej progu podatku od luksusu. Co istotne, koszykarz nigdy nie dołączył fizycznie do zespołu i nie wystąpił w żadnym spotkaniu w barwach popularnych Słońc.
Chociaż jego odejście wydawało się formalnością, decyzja wcale nie zapadła natychmiast. Według doniesień z otoczenia klubu, w Phoenix sprawdzano możliwość negocjacji w sprawie ewentualnego wykupienia kontraktu (buyout), a także czekali na rozwój sytuacji kadrowej, w tym na zbliżający się limit rozegranych meczów przez grającego na kontrakcie dwustronnym Jamaree Bouyeę (zresztą rozstanie z Cole’em prawdopodobnie pozwoli na zaproponowanie temu ostatniemu standardowej umowy).
W dodatku trener Jordan Ott jeszcze przed czwartkowym meczem z Los Angeles Lakers sugerował, iż obecność zawodnika w kadrze jest adekwatnie jedynie formą zabezpieczenia na wypadek dalszych problemów zdrowotnych w zespole. Przypomnijmy, iż drużyna walczy w tej chwili z brakiem swojej gwiazdy, Devina Bookera, który leczy uraz biodra.
Suns coach Jordan Ott on Devin Booker (right hip strain) and Cole Anthony (not with team).
On Booker, who will miss 4th straight game vs. Lakers: "Still seems to be progressing. You've seen him on the court. He's definitely moving around more and more each day."
Suns have four… pic.twitter.com/PyFuniEN4t
– Sytuacja pozostaje bez zmian. Nie pojawiły się istotne nowe okoliczności, chociaż musieliśmy zmierzyć się z kontuzjami, które stanowiły punkt wyjścia do dalszych analiz. To właśnie dlatego nie zdecydowaliśmy się na roszady w składzie, ale jednocześnie sprawa nie jest definitywnie zamknięta. Będziemy utrzymywać kontakt z jego przedstawicielami i stopniowo posuwać rozmowy naprzód – starał się wyjaśnić sytuację swojego (niedoszłego) podopiecznego szkoleniowiec Suns. Ostatecznie jednak obie strony uznały, iż dalsza kooperacja nie ma sensu i nadszedł czas na rozstanie.
Co dalej? Wprawdzie jego statystyki w ostatnich latach uległy pogorszeniu, ale 25-letni zawodnik wciąż dysponuje sześcioletnim doświadczeniem na parkietach NBA, co może przyciągnąć uwagę zespołów walczących o najwyższe cele. Dzięki temu, iż został zwolniony przed 1 marca, zachowa prawo do gry w fazie play-off w barwach nowej drużyny. Pytanie tylko, czy w lidze, która nie czeka na nikogo, ktoś jeszcze uwierzy w talent, który kiedyś elektryzował Orlando?

2 miesięcy temu













