Za nami miesiąc sezonu regularnego, każda z drużyn rozegrała już niemal po 20 spotkań i można już z całą stanowczością stwierdzić, iż niektóre drużyny zawodzą. Niektóre zawodzą wręcz dramatycznie. Na przykład Los Angeles Clippers.
Zawód oznacza, iż były jakies oczekiwania. W przypadku Los Angeles Clippers wiele osób powie „a nie mówiłem?” – zdecydowana większość kibiców wieszczyła bowiem katastrofę spowodowaną zwyczajowym brakiem zdrowia liderów. Tak też się stało: Bradley Beal bardzo szybko, po kilku słabych meczach, wypadł z gry do końca sezonu; Kawhi Leonard z kolei rozegrał dotychczas tylko 8/18 meczów. Ich bilans wynoszący 5-13 i tak jest jednak – choćby w kontekście kontuzji – rozczarowaniem. Ten zespół nie cierpi tylko i wyłącznie na nieobecnośc lidera. Ten zespół jest dysfunkcyjny.
– Kiedy tracisz swojego najlepszego gracza, a to jeden z 10 najlepszych zawodników w lidze kiedy gra, to ciężko go zastąpić. Wiem, iż wiele osób mowi o mentalu „next man up”, ale jeżeli on zarabia 60 mln. dolarów, a jego zmiennik 400 tysięcy dolarów, to to naprawdę nie jest to samo. Musimy jednak próbować grać pomimo tego – tłumaczy trener Tyronn Lue w rozmowie z The Athletic.
Trzeba oddać trenerowi Lue, iż niedostępność Kawhi Leonarda mocno ogranicza potencjał jego ekipy. Bez niego w składzie Clippers notują bilans 2-8 (20% zwycięstw), zaś z nim 3-5 (37,5% zwycięstw). Trzeba jednak zauwazyć, iż wygrane mecze to starcia z Suns, Blazers i Pelicans, więc zespołami spoza szerokiej czołówki. Problemy ze zdrowiem najważniejszego gracza to jest oczywiście czynnik, który można traktować jako wymówkę, ale tylko do pewnego stopnia. Ten skład – choćby bez Leonarda – powinien być lepszy niż to, co oglądamy.
Ruchy kadrowe, jakich dokonali Clippers przed sezonem, wyglądały na papierze imponująco. Zarząd klubu zareagował na braki podkoszowe i sprowadził Johna Collinsa oraz Brooka Lopeza. choćby jeżeli ten drugi jest już w dość zaawansowanym wieku, duet ten stanowić mógł naprawdę dobrą odpowiedź na potrzebę zmienników Ivicy Zubaca. Wyobraźnię ekspertów pobudzała wizja wspólnej gry Collinsa z Lopezem, w której panowie będą doskonale obsługiwani podaniami przez Jamesa Hardena po zasłonach – Collins rolując pod obręcz w pick and roll, a Lopez rolując na obwód w pick and pop.
Doskonała wizja. Jak prezentuje się ona w rzeczywistości?
John Collins i Brook Lopez rozegrali wspólnie prawie 150 minut, w których Clippers notowali NetRating na poziomie -14,9. Ich wspólna gra wygląda na tyle źle, iż trener Tyronn Lue zrezygnował z tego pomysłu i od początku listopada ich wspólny czas gry skurczył się niemal do zera. Czy musimy jednak winić Lopeza i Collinsa? Kiedy się temu przyjrzeć, winę ponosić powinni w dużej mierze trener Lue i… James Harden.
Spójrzmy na te kilka ostatnich wspólnych minut Lopeza i Collinsa, które zagrali w meczu z Cavaliers (przegranym 105:120). To kompilacja niemal wszystkich posiadań ofensywnych, kiedy byli na placu. Co się rzuca w oczy? Dobrze zorganizowane pick and rolle? Nie – chaotyczne izolacje Jamesa Hardena, Lopez stojący w rogu i niepotrafiący odnaleźć się w przestrzeni Collins:
Wspólne minuty gry Collinsa i Lopeza w 18 dotychczasowych spotkaniach według danych portalu pbpstats.com:

– Co jeszcze możemy zrobić? Każdego dnia musisz wstawać pewnym siebie, prawda? Zostało nam jeszcze wiele meczów, w których możemy odzyskać swój rytm, ale dotychczas mierzyliśmy się dosłownie ze wszystkim, od kontuzji przez różne zmiany ustawień. Próbujemy to wszystko poukładać. […] Bywałem już w sytuacjach, w których przegrywałem. Nigdy nie byłem jednak w sytuacji, kiedy dosłownie wszystko zdawało się działać przeciwko nam. Wiesz o co mi chodzi? To będzie test dla naszych charakterów i sprawdzian przed tym, na co stać będzie nas w drugiej części sezonu – tłumaczy James Harden dla portalu Orange County Register.
James Harden w roli rozgrywającego nie dowozi. Patrząc w proste statystyki, Broda gra teoretycznie dobry sezon. Zdobywa średnio najlepsze od sześciu lat 27,9 punktu, bardzo dobre 8,4 asysty i mniej niż rok temu 3,8 straty na mecz. Piłka jednak, jak to się potocznie mówi, „nie chodzi”. Clippers mają 28. w NBA stosunek asyst do strat, na 25. miejscu pod względem procenta trafień po asystach, a do tego na dopiero 29. miejscu pod względem samej liczby posiadań. Clippers grają więc wolno, a do tego niedokładnie i bez dobrego ruchu piłki. Chyba najgorsza mozliwa kombinacja. Rezerwowego rozgrywającego brak. Jest w składzie 40-letni Chris Paul, ale z nim na parkiecie LAC notują NetRating na poziomie -14,1 i trener po kilkunastu meczach odsunął go od rotacji. Chis Paul jest stary.
Lider zespołu, większość sezonu obserwujący z ławki, zwraca jednak uwagę na problemy po drugiej stronie parkietu:
– Myślę, iż musimy zacząć trochę utrudniać grę najlepszym ofensywnie zawodnikom rywali. Luka Doncic zdobył na nas 40 punktów. W jednym z poprzednich meczów Nikola Jokic zdobył na nas 50. Myślę, iż musimy spróbować zmusić ich do częstszego oddawnania piłki, tak jak oni robią przeciwko nam – diagnozuje Kawhi Leonard, który zagrał w dwóch ostatnich meczach po 10 spotkaniach przerwy spowodwanej kontuzją.
Jak prezentuje się obrona Clippers? Marnie. Pozwalaja oni rywalom na aż 120,3 punkty na 100 posiadań. Gorsze statystycznie defensywy mają w tej chwili tylko tankujący Washington Wizards i Brooklyn Nets.
Znów można zwrócić uwagę na to, jak rzadko w tym sezonie na parkiet wychodził Kawhi Leonard, czyli wiodący obrońca zespołu. Znów jednak trzeba zwrócić uwagę na to, iż Clippers mają w składzie dobrych obrońców. Derrick Jones Jr. i Kris Dunn byli w zeszłym sezonie topowymi obrońcami na obwodzie, a Zubac, Collins i Lopez to w teorii świetna defensywnie rotacja podkoszowa. Trener Lue wciąż jednak – po ponad miesiącu trwania sezonu – szuka odpowiednich ustawień. Oprócz wspomnianego eksperymentowania z duetem Lopez–Collins, Lue coraz chętniej stawia na zawodników z końca rotacji, jak Kobe Sanders czy Kobe Brown, szukając defensywnego zaangażowania. Efekt? Clippers do tej pory wystawili już osiem różnych pierwszych piątek. To inny wyjściowy skład niemal co drugi mecz.
– Musimy grać lepiej. Inne drużyny są dziś od nas po prostu lepsze. To jest częśc tej gry. Pokonują nas lepsze w tej chwili drużyny. Grają na wysokim poziomie – podsumowuje trener Tyronn Lue.
Brawo trenerze. Musicie grać lepiej.

1 dzień temu











