Decyzja LeBrona Jamesa o dołączeniu do Philadelphia 76ers wstrząsnęła posadami NBA, szczególnie fanów Golden State Warriors pozostawiając w stanie głębokiego niedosytu. Choć spekulacje o historycznym połączeniu sił ze Stephem Currym rozpalały wyobraźnię kibiców, „Król James” ostatecznie postawił na Miasto Braterskiej Miłości, przynajmniej na papierze tworząc nowy super-zespół z Joelem Embiidem, Tyrese’em Maxeyem i Jaylenem Brownem. Kulisy tego wyboru, odsłaniane przez graczy i analityków, rysują obraz decyzji podyktowanej nie tylko sportową kalkulacją, ale przede wszystkim obawą o własne dziedzictwo i ciężarem wspólnej, burzliwej historii.
Draymond Green, skrzydłowy Golden State Warriors, a w cywilu bliski przyjaciel LeBrona Jamesa, rzucił nowe światło na powody, dla których ta sensacyjna kooperacja nie doszła do skutku. Według doświadczonego skrzydłowego, główną przeszkodą była intensywna rywalizacja z lat 2015–2018, kiedy to Cleveland Cavaliers LBJ-a mierzyli się z ekipą z San Francisco w czterech kolejnych edycjach Finałów NBA. Dray zdaje się uważać, iż jego starszy kolega po fachu obawiał się reakcji opinii publicznej i mediów, które mogłyby zdyskredytować jego osiągnięcia w przypadku dołączenia do dawnego wroga.
– Nie wydaje mi się, żeby LeBron kiedykolwiek potrafił po prostu zapomnieć o tej historii. I szczerze go rozumiem. Gdyby trafił do Warriors, zostałby dosłownie zmiażdżony przez opinię publiczną. Bez przerwy słyszałby: „Stary, poszedłeś połączyć siły ze Stephem” – zauważył 36-latek w swoim podcaście, przy okazji podkreślając, iż dzisiejsze media i fani szukają najmniejszego pretekstu, by umniejszać legendę wielkich graczy, a transfer do San Francisco stałby się dla nich idealnym orężem.
Zresztą Green nie jest w swojej opinii odosobniony. Teorię o „problemie z barwami” Warriors zdają się potwierdzać również doniesienia Anthony’ego Slatera. Według jego źródeł, James rzeczywiście odczuwał chęć gry u boku Stepha Curry’ego, jednak preferowałby, aby stało się to w jakimkolwiek innym otoczeniu niż macierzysty klub tego ostatniego.
– Jedno z moich źródeł powiedziało mi, iż LeBron byłby bardziej zainteresowany grą u boku Stephena Curry’ego w innym zespole niż Golden State Warriors. Chodziło przede wszystkim o całą historię i kontekst związany z Warriors. Według tego źródła właśnie dlatego taki scenariusz nigdy nie był realnie brany pod uwagę – stwierdził dziennikarz ESPN.
Anthony Slater on Draymond Green's comments on his podcast:
"I had a source tell me they think LeBron would have been more interested in playing with Steph Curry elsewhere away from the Warriors than actually going to the Warriors just because of the history and they think… https://t.co/LwJsxlfZcx
pic.twitter.com/vuIiZPb28Y
Rzecz jasna, nie wszyscy zgadzają się z diagnozą postawioną przez Draymonda. Znany z kontrowersyjnych wypowiedzi analityk, Kendrick Perkins, bezlitośnie skrytykował to rozumowanie, nazywając Greena „oderwanym od rzeczywistości” i twierdząc, iż bitwy z Cleveland, choć bezapelacyjnie historyczne, nie miały najmniejszego wpływu na chłodną, biznesową decyzję LeBrona.
– To kompletne urojenia. To nie miało żadnego wpływu. Historia rywalizacji między Cleveland a Golden State oraz wszystkie ich wcześniejsze starcia nie miały nic wspólnego z decyzją LeBrona Jamesa. (…) Draymond po prostu żyje w swoim świecie i sam doskonale o tym wie – grzmiał były mistrz NBA na antenie „First Take”.
Wprawdzie Perk mógł to ująć mniej dosadnie, ale trudno też odmówić mu logiki. Analitycy wskazują, iż James mógł po prostu uznać skład Philadelphia 76ers za silniejszy i lepiej rokujący w kontekście walki o mistrzostwo w Konferencji Wschodniej, szczególnie biorąc pod uwagę wiek kluczowych graczy Warriors i ich ostatnie trudności z zakwalifikowaniem się do czołówki Zachodu.
Kendrick Perkins on Draymond Green's comments on the Warriors not getting LeBron, via @FirstTake:
"He's delusional. That played no part. The history of what they went through, and the battles against Cleveland and Golden State had nothing to do with LeBron James' decision. …… https://t.co/yvwJMmAU6R
Podczas jednak gdy najstarszy koszykarz NBA liczy na to, iż uda mu się zbudować nową potęgę w Filadelfii, w obozie Warriors narastają pytania o skuteczność zarządu. Raporty sugerują, iż klub z San Francisco zmagał się z brakiem wewnętrznego konsensusu co do tego, kto powinien zostać nowym partnerem dla Stepha. Przykładem była szansa na pozyskanie Jaylena Browna jeszcze przed jego przejściem do 76ers. Organizacja nie potrafiła jednak zdecydować, czy to właśnie były już gracz Boston Celtics jest odpowiednią osobą, by przejąć pałeczkę lidera w erze „po Currym”, co doprowadziło do bezczynności na rynku transferowym.
W efekcie Warriors pozostali z niemal identycznym składem, który w poprzednim sezonie wygrał zaledwie 37 spotkań, zajmując 10. miejsce w swojej konferencji. Choć fani wciąż liczą na nagły zwrot akcji, brak pozyskania LeBrona czy innej wielkiej gwiazdy stawia pod znakiem zapytania szanse Stephena Curry’ego na zdobycie piątego pierścienia przed zakończeniem kariery. James tymczasem, wybierając Filadelfię, postawił na nowe wyzwanie w miejscu, które na mistrzowski tytuł czeka od ponad 40 lat, skutecznie uciekając od cienia rywalizacji, która zdefiniowała jego poprzednią dekadę.

2 dni temu













