Statystyka w NBA bywa nieubłagana, a historia rzadko wybacza błędy. W dotychczasowych dziejach play-offów mieliśmy aż 157 przypadków, gdy zespół znalazł się w sytuacji, w której przegrywał w serii 0-3; żadnemu z nich nie udało się odwrócić losów rywalizacji. Po dotkliwej porażce 108:131 w trzecim meczu półfinału Konferencji Zachodniej przeciwko Oklahoma City Thunder, właśnie przed takim, niemal niemożliwym do wykonania zadaniem, stanęli Los Angeles Lakers. Sobotni wieczór w Crypto.com Arena, zamiast przynieść przełom, stał się manifestacją dominacji młodej ekipy Oklahoma City Thunder, która w obecnym postseasonie nie przegrała jeszcze meczu (7-0).
Głównym punktem odniesienia dla nastrojów panujących w obozie Los Angeles Lakers jest postawa LeBrona Jamesa. Rozgrywający swój rekordowy, 23. sezon w lidze lider Jeziorowców po meczu zachował zaskakujący spokój, choć skala porażki mogła sugerować inne emocje. 41-latek, który w trzecim spotkaniu zanotował 19 punktów i osiem asyst, starał się wręcz tonować nastroje.
– Nie jestem zły ani rozczarowany – wyznał w rozmowie z dziennikarzami. – To znaczy, oczywiście sam fakt, iż przegrywamy 0-3, jest frustrujący, ale wciąż jeszcze jesteśmy w grze i tylko o to można prosić. W poniedziałek musimy po prostu zagrać dużo lepiej.
James, mający na koncie niezliczone boje z wielkimi dynastiami, takimi jak San Antonio Spurs czy Golden State Warriors, dostrzega w obecnym zespole Oklahoma City Thunder podobną klasę i nieustępliwość. Porównując rywali do legendarnych ekip z przeszłości, zauważył ich niesamowitą głębię składu oraz zdolność do utrzymywania intensywności przez pełne 48 minut.
– W każdym aspekcie są niezwykle mocnym zespołem. Ani na moment nie zdejmują nogi z gazu – ocenił LeBron, wskazując jednocześnie na feralną trzecią kwartę, w której Lakers zostali zdominowani różnicą 31 punktów (chodzi o statystykę plus/minus – przyp. aut.), jako najważniejszy moment, w którym podopieczni Marka Daigneaulta ostatecznie odebrali gospodarzom nadzieję na zwycięstwo.
Równie bezpośredni w swojej ocenie był trener ekipy z Miasta Aniołów, JJ Redick. Jego pomeczowy komentarz był pozbawiony ozdobników i uderzał w sedno problemów zespołu. Jak przyznał, nie gryząc się w język: – Skopali nam tyłki w trzech meczach z rzędu. To niesamowita drużyna.
Szkoleniowiec Lakers już przed meczem diagnozował, iż największym wyzwaniem jest szeroka rotacja Thunder, w której każdy z trzynastu zawodników mógłby pełnić istotną rolę w pierwszej ósemce niemal każdego innego zespołu w NBA.
To właśnie ta „elastyczność” rywali sprawia, iż jego podopieczni jak do tej pory nie potrafią znaleźć skutecznej odpowiedzi na zagrania rywali. Według Redicka, obrońcy tytułu potrafią znakomicie dostosować swój styl gry w trakcie meczu – niezależnie od tego, czy potrzebują więcej rzutów z dystansu, czy wzmocnienia defensywy na obwodzie. Zresztą James uzupełnił tę „diagnozę”, określając przeciwników mianem zespołu potrafiącego „zmieniać kształt” w zależności od potrzeb, co czyni ich niezwykle trudnym przeciwnikiem do rozpracowania taktycznego.
– Musimy zagrać lepiej, ale nie zamierzamy się poddać. W poniedziałek wyjdziemy na parkiet, żeby wygrać. Chcemy przedłużyć tę serię i spróbować wrócić z nią do Oklahoma City – zakończył 41-letni szkoleniowiec.
Niezależnie od wyniku kolejnego (ostatniego?) starcia, pytanie o to, czy Lakers mają jeszcze jakiekolwiek szanse, wciąż dominuje w kuluarach Crypto.com Arena. Eksperci wskazują na jeden konkretny aspekt statystyczny, który Michael Duarte określił jako „jedyną drogę” do sukcesu: Lakers muszą bezwzględnie rozstrzygać na swoją korzyść minuty, w których na parkiecie nie przebywa lider Thunder, Shai Gilgeous-Alexander.
Shai Gilgeous-Alexander tonight vs Lakers:
23 POINTS
4 REBOUNDS
9 ASSISTS
2 BLOCKS
1 STEAL
7/20 FG
3/7 3PT
6/7 FT
+24 +/-
33 MINUTES
SGA’s 23 PTS were enough to help the Oklahoma City Thunder secure an easy Game 3 win against the Los Angeles Lakers, 131-108! pic.twitter.com/GQAgIFEyTB
Dotychczasowa rzeczywistość jest jednak brutalna – tylko w dwóch pierwszych meczach zawodnicy trenera Redicka byli 26 punktów na minusie właśnie w czasie, gdy kandydat do nagrody MVP odpoczywał. Nieumiejętność wykorzystania słabszych momentów rywala przy jednoczesnym braku kontuzjowanego Luki Doncicia i słabszej postawie Austina Reavesa sprawia, iż margines błędu dla ekipy z Los Angeles adekwatnie przestał istnieć.
Podczas jednak gdy zawodnicy i trenerzy z Miasta Aniołów wciąż wierzą w odwrócenie losów serii – albo przynajmniej jej przedłużenie – świat mediów zdaje się być już przekonany o nadchodzącym końcu sezonu dla Jeziorowców. Na przykład Charles Barkley w swoim charakterystycznym stylu… wyciągnął na wizji miotłę, ogłaszając nadejście „sweepu” (zwycięstwa 4-0).
Sir Charles z zachwytem komentował grę rezerwowych Thunder, takich jak Ajay Mitchell, który pod nieobecność Jalena Williamsa rzucił rekordowe w karierze 24 punkty. Wizualny symbol miotły w rękach ligowej legendy to brutalne przypomnienie dla Lakers – w poniedziałek grają nie tylko o przedłużenie serii, ale o resztki honoru w starciu z drużyną, która zdaje się pisać nową historię NBA.


2 dni temu







