James Dolan ogłosił w czerwcu, iż New York Knicks przyjęli zaproszenie do Białego Domu. Trzy miesiące później trener Mike Brown powiedział, iż drużyna przez cały czas rozmawia o wizycie u Donalda Trumpa i nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji. Właściciel klubu odpowiedział szybciej, niż zawodnicy zdążyli zdecydować, czy w ogóle chcą tam pojechać. Dolan od lat zna Trumpa i nazywa go swoim przyjacielem. Obaj pochodzą z tej samej kliki nowojorskich milionerów. Koszykarze patrzą pewnie na tę prezydenturę zupełnie inaczej.
W USA wizyty mistrzów lig zawodowych u urzędującego prezydenta są tradycją. Trudno jednak zakładać, iż każdy zawodnik będzie chciał pozować do zdjęcia z Trumpem, który w ostatnim sondażu ma poparcie zaledwie 32% obywateli. Dla porównania najniższe wyniki Baracka Obamy i Joego Bidena wynosiły odpowiednio 38% i 36%.
Za tymi liczbami stoją konkretne decyzje. Wojna z Iranem rozpoczęta przez administrację Trumpa w lutym, podniosła ceny paliw i stała się kosztownym problemem dla Amerykanów, którym prezydent obiecywał obniżenie kosztów życia. Nie można też przejść obojętnie, kiedy przypomnimy sobie działania służb imigracyjnych, które przypominamy bojówki wypuszczone na ulice miast. W Minneapolis funkcjonariusz ICE zastrzelił Renee Good, a kilka tygodni później agenci straży granicznej zastrzelili pielęgniarza Alexa Prettiego. Okoliczności obu zdarzeń wywołały protesty i żądania wyjaśnienia odpowiedzialności sprawców. Warto jednak pamiętać czyj to był pomysł i kto tego nie potępił. Wręcz przeciwnie brnął w to i bronił agresywnych i niekompetentnych funkcjonariuszy.
Trump zapewniał również, iż za wprowadzone przez niego cła zapłacą inne państwa. O tym, iż koszty ceł przechodzą na obywateli wiedzą dzieci w szkole podstawowej, ale na potwierdzenie analiza banku centralnego w Nowym Jorku wykazała, iż blisko 90% ich kosztu poniosły amerykańskie firmy i konsumenci. Polityka handlowa Trumpa obciążyła ludzi, których miała chronić. Do tego wywołała spory z sojusznikami i partnerami handlowymi oraz wręcz wojny celne.
Jakby tego było mało według prognozy niezależnego Biura Budżetowego Kongresu zmiany w programie zdrowotnym Medicaid przyjęte za prezydentury Trumpa mogą sprawić, iż w 2034 roku ubezpieczenia nie będzie miało o 7,5 mln osób więcej niż teraz.
Można mieć różne poglądy na podatki, politykę zagraniczną czy imigrację. Trudno jednak oczekiwać, iż wszyscy zawodnicy będą chcieli odwiedzić prezydenta, który swoimi decyzjami i wypowiedziami wywołuje tyle kontrowersji.
Mike Brown został zapytany o wizytę w Białym Domu podczas pierwszego treningu przed sezonem. – Nasi zawodnicy i cała organizacja przez cały czas o tym rozmawiają. Cokolwiek postanowimy, zrobimy to razem – powiedział trener.
W czerwcu Dolan brzmiał znacznie pewniej. Po zdobyciu przez Knicks pierwszego mistrzostwa od 53 lat ogłosił na antenie radia WFAN, iż klub dostał zaproszenie z Białego Domu i iż je przyjął. Mówił też, iż zna Trumpa od 30 lat i jest dumny, iż może przyprowadzić do niego zespół. Nie wziął jednak pod uwagę, iż nie wszyscy mają takie poglądy jak on, a w dzisiejszych czasach polityka stała się niezwykle agresywna, a społeczeństwa podzielone.
Ciekawe, iż Dolan uznał, iż skoro on mówi „przyjdę”, to wszyscy posłusznie pójdą za nim. Na szczęście w NBA to tak nie działa i liga oraz związek zawodników dbają o to, aby władza właścicieli klubów nie była nadużywana i wykorzystywana.
Znajomość Trumpa i Dolana była widoczna podczas trzeciego meczu finałów NBA. Trump pojawił się wtedy w Madison Square Garden i siedział obok Dolana. Gdy pokazano go na ekranie w hali, to duża część kibiców przywitała prezydenta gwizdami. Trudno więc udawać, iż wizyta mistrzów w Białym Domu byłaby dla wszystkich równie miłą, pozbawioną politycznego znaczenia uroczystością.
Zresztą pamiętajmy, ze sam Trump zadbał o to, aby ta tradycja stała się politycznym testem. W 2017 roku Stephen Curry publicznie wyraził wątpliwości, czy chce pojechać do Białego Domu z mistrzowskimi Golden State Warriors. Prezydent odpowiedział wycofaniem zaproszenia. Curry jeszcze nie podjął decyzji, a Trump już zachował się tak, jakby samo wahanie było obrazą.
Ciekawe też, iż żaden mistrz NBA nie odwiedził Trumpa podczas jego dwóch kadencji. Nie znaczy to oczywiście, iż każda nieobecność była politycznym protestem. Oklahoma City Thunder po tytule z 2025 roku wskazywali na problem z terminem, ale to mogła być akurat po prostu wymówka. Historia z Currym wystarcza jednak, by zrozumieć, dlaczego dzisiejsi zawodnicy mogą traktować takie zaproszenie inaczej niż zwykły punkt w klubowym kalendarzu.
Na razie Brown nie powiedział, iż ktoś z Knicks odmówił wyjazdu. Nie ma też ogłoszonej daty wizyty. Trener powiedział tylko, iż zespół podejmie decyzję wspólnie. Możliwe, iż w ten sposób chciał przypomnieć Dolanowi, iż mistrzostwo zdobyli zawodnicy, a nie właściciel siedzący obok prezydenta na trybunach.
Czytaj także:
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!

3 dni temu
















