W świecie NBA, gdzie blask fleszy najczęściej podąża za widowiskowymi wsadami i rzutami z dystansu, Victor Wembanyama postanowił przypomnieć wszystkim o fundamencie koszykówki. Po zwycięstwie San Antonio Spurs nad Miami Heat, młody Francuz publicznie wyłożył swoje argumenty w debacie o tytuł MVP, wywołując lawinę komentarzy w całej lidze. Najbardziej wymowna reakcja nadeszła ze strony weterana Golden State Warriors, Draymonda Greena, który w emocjonalnym wystąpieniu poddał w wątpliwość sposób, w jaki współczesne media i kibice analizują ten sport.
Victor Wembanyama nie owijał w bawełnę, prezentując argumenty za swoją kandydaturą do nagrody najbardziej wartościowego gracza. W swojej wypowiedzi nie tylko podkreślił sukcesy swojej drużyny w bezpośrednich starciach z ubiegłorocznym MVP, Shaiem Gilgeous-Alexandrem, ale przede wszystkim zwrócił uwagę na swoją dominację po obu stronach parkietu. Francuz, który w ostatnich dziesięciu meczach notował średnio oszałamiające 26,5 punktu, 11,2 zbiórki i 3,7 bloku, postawił sprawę jasno.
— Moim pierwszym argumentem jest to, iż obrona stanowi 50 proc. gry. A jak dotąd jest niedoceniana w wyścigu o tytuł MVP. Uważam, iż jestem graczem o największym wpływie w obronie w całej lidze. Drugim argumentem jest to, iż w okresie niemal zmietliśmy OKC i trzykrotnie zdominowaliśmy ich, grając przeciwko ich pełnemu składowi. Trzecim argumentem jest to, iż wpływ na grę w ataku nie można mierzyć tylko punktami w ataku – stwierdził lider San Antonio Spurs, którego cytowaliśmy w tym miejscu.
Wemby nie odkrył na nowo Ameryki, a choć jego słowa dla znawców powinny być oczywiste, to jednak stały się katalizatorem do głębszej dyskusji o tym, co tak naprawdę decyduje o wielkości zawodnika w dzisiejszej NBA. Podczas konferencji prasowej po meczu z Brooklyn Nets na komentarz zdecydował się Draymond Green. Jak retorycznie zapytał: – Wemby powiedział: „Obrona to 50% gry” i nagle wszyscy zdziwieni? Serio nikt wcześniej nie zauważył, iż połowa tego, co robimy na boisku, dzieje się po tej stronie parkietu?
– To źle świadczy o samej koszykówce. Wszyscy jadą po Luce Donciciu za obronę, ale mamy tu gościa, który potrafi zatrzymać całe drużyny i nikt tego nie doceniał, dopóki nie rzucił tekstu, iż obrona to 50% gry. Chciałbym go za to wychwalać, ale czy to naprawdę aż takie odkrycie? A jednak — stuprocentowa prawda. Tylko iż ktoś musiał to w końcu powiedzieć – dodał gwiazdor Golden State Warriors.
36-letni skrzydłowy, sam będący ikoną gry defensywnej i fundamentem dynastii z San Francisco, przyznał, iż jego reakcja na słowa Wembanyamy była złożona. – Nienawidziłem tego i jednocześnie absolutnie to uwielbiałem – powiedział, cytowany przez Anthony’ego Slatera z ESPN.
Weteran wyjaśnił, iż z jednej strony podziwia odwagę młodszego kolegi po fachu w promowaniu własnej osoby, co w dzisiejszej lidze stało się koniecznością, by zostać zauważonym przez głosujących na nagrody. Z drugiej – wyraził frustrację faktem, iż zawodnik tej klasy musi osobiście przypominać światu o wartości swojej pracy w obronie. Według niego, jest to smutne świadectwo dla poziomu ekspertyzy sportowej.
– W tych nagrodach obowiązuje prosta zasada: jak sam o sobie nie powiesz, nikt tego nie zobaczy. Nie udawajmy, iż w koszykówce każdy po prostu otworzy oczy i od razu zrozumie, co się dzieje. Dopóki Evan Mobley sam nie zabrał głosu, nikt nie traktował go poważnie w wyścigu po DPOY. jeżeli nie zadbasz o własną narrację, to nie zadziała – grzmiał Dray, starając się wskazać, iż nikt nie brał gry w obronie w wykonaniu Francuza pod uwagę w kontekście rozważań nad nagrodą MVP, dopóki ten sam o tym nie wspomniał.
Wypowiedź Greena rzuciła zresztą światło na brutalną rzeczywistość walki o indywidualne wyróżnienia w NBA. Weteran przyznał, iż bez autokreacji choćby najwybitniejsze osiągnięcia mogą zostać pominięte. Przywołał przykład Evana Mobleya, który dopiero po publicznych wypowiedziach zaczął być realnie brany pod uwagę w wyścigu po nagrodę dla Obrońcy Roku. Zasugerował przy tym, iż obserwatorzy często noszą klapki na oczach, skupiając się wyłącznie na statystykach ofensywnych.
Wprawdzie Wembanyama jest zdecydowanym faworytem do nagrody Obrońcy Roku (DPOY), walka o MVP pozostaje dla niego trudnym wyzwaniem ze względu na wyniki zespołu i silną pozycję takich graczy, jak również wymieniani w tym kontekście Shai, Luka Doncić czy Jaylen Brown. Niemniej jednak, wpływ Francuza na ligę jest niezaprzeczalny i dostrzegany przez największe gwiazdy. Na przykład Nikola Jokić, trzykrotny MVP, swego czasu wyraził niemal trwogę przed potencjałem młodego gracza, mówiąc: – Cieszę się, iż prawdopodobnie zakończę karierę, zanim Wemby zdominuje całą ligę.
Jakby jednak nie patrzeć, debata wywołana przez Francuza i podtrzymana przez Greena wykracza poza ramy jednego sezonu. To walka o to, jak będziemy oceniać koszykówkę w przyszłości – czy jako grę dwóch połów, gdzie obrona waży tyle samo co atak, czy jako czystą rozrywkę skupioną na zdobywaniu punktów. Następna okazja, by zobaczyć to starcie filozofii na żywo, nadarzy się już w przyszłą środę, gdy Spurs zmierzą się bezpośrednio z Warriors.

22 godzin temu











