Wielkie Finały NBA powoli dobiegają końca i już niedługo poznamy nowego mistrza. Cały czas nie wiemy natomiast, jaka przyszłość czeka LeBrona Jamesa. W język nie gryzie się agent 41-latka, który próbuje wywrzeć presję na Los Angeles Lakers sugerując, iż o możliwość pozyskania skrzydłowego pytało choćby 12 zespołów.
Choć LeBron James spędził w Los Angeles Lakers aż osiem ostatnich lat swojego życia, to wydaje się, iż od jakiegoś czasu jest zaangażowany w swego rodzaju wojnę psychologiczną z kierownictwem klubu. Przyszłość 41-latka cały czas stoi pod znakiem zapytania,
Wydawać by się mogło, iż opcje Jamesa są dosyć mocno ograniczone. W grę wchodzi oczywiście przedłużenie z Lakers. Mówiło się również o przenosinach do Cleveland Cavaliers czy Golden State Warriors, ale tam musiałby zgodzić się na mocną obniżkę pensji. Swego czasu plotki sugerowały też Houston Rockets.
Głos w sprawie przyszłości swojego klienta zabrał ponownie Rich Paul, który reprezentuje interesy LeBrona. W rozmowie z Patem McAfee przyznał on wprost, iż media cały czas prezentują fałszywe doniesienia, a samym Jamesem cały czas interesuje się choćby do 12 zespołów.
— Nie wierzcie w nic, co widzicie [w mediach], bo choćby ja nie rozmawiałem z nim na ten temat ani razu. Na koniec sezonu wyraziłem się jasno, iż uszanuję jego czas z rodziną, bo ta decyzja będzie należała właśnie do niego i jego rodziny. […] Zagraliśmy kilka rundek w golfa, ale ani razu takiego tematu nie poruszyłem. o ile on będzie chciał pogadać, to jestem przygotowany na każdy scenariusz — zaczął Paul.
Nowe doniesienia o przyszłości Jamesa pojawiają się w amerykańskich mediach regularnie. Dziennikarze zza wielkiej wody przerobili już prawdopodobnie każdy możliwy scenariusz, a my i tak cały czas nie wiemy, co czeka LeBrona w najbliższych miesiącach.
— Kiedy myślisz jednak o liczbach, które media rzucają na prawo i lewo, one wszystkie są kłamstwem. Z nimi nie przeprowadziliśmy choćby jednej rozmowy. […] Powiem wam to. Przychodzą do nas telefony od każdego z zespołów, który jest w stanie go pozyskać. Coś takiego w wieku 41 lat jest czymś, z czego możesz być dumny. […] Bez wskazywania na konkretne zespoły, dzwoniło ich od 10 do 12 — podsumował.
Despite rumors circulating, Rich Paul tells @PatMcAfeeshow that he hasn't had a conversation with LeBron James about next season, but has received calls from "about 10-12 teams" interested
"Believe nothing that's out there because I haven't had one conversation with him." pic.twitter.com/drtwegSNhC
Wydaje się, iż z wypowiedzi Paula można wyciągnąć słuszną poradę, która znajduje się na samym początku jego wypowiedzi. Trudno bowiem uwierzyć, iż aż 12 zespołów monitoruje sytuacje LeBrona i chce angażować się w lato pełne dramaturgii, by dać sobie szansę na związanie się dwuletnią, stosunkowo lukratywną umową z 41-letnim skrzydłowym.
James cały czas pozostaje zawodnikiem o elitarnym poziomie gry i nikt nie powinien mieć co do tego wątpliwości. W tegorocznych play-offach pod nieobecność Luki Doncicia i przy długiej absencji Austina Reavesa notował on średnio 23,2 punktu, 7,3 asysty, 6,7 zbiórki oraz 1,3 przechwytu na mecz.
Wymagania finansowe LeBrona są jednak rzekomo ogromne i trudno myśleć inaczej, choćby o ile pomiędzy jego świtą a zespołami nie doszło jeszcze do żadnych rozmów. James już kilka razy miał okazję na zaakceptowanie niższej umowy, by solidny zespół Jeziorowców można było przekształcić w prawdziwego pretendenta.
Za każdym razem kończyło się jednak na etapie plotek, a ostatecznie skrzydłowy przyjmował ogromną umowę. Nie możemy przecież powiedzieć, iż zejście o 3 miliony dolarów w 2024 roku, które pozwoliły co prawda uniknąć wejścia w kolejny próg podatkowy, było dla Lakers wielkim zbawieniem.
Kilka dni później ten sam Rich Paul opowiadał mediom, iż LeBron był skłonny zgodzić się choćby na jeszcze mniejszą umowę, o ile Lakers ściągnęliby zawodnika pokroju Jamesa Hardena, Klaya Thompsona, DeMara DeRozana czy choćby Jonasa Valanciunasa. Ostatecznie się nie udało, a głos w tej sprawie zabrał wtedy sam LeBron:
— Do tanta trzeba dwojga. Myślę, iż nasze kierownictwo i sztab szkoleniowy próbowali wykonać swoją pracę, próbowali ściągnąć zawodników, ale się nie udało i to jest w porządku. To część biznesu. Jestem w tym wystarczająco długo, by stwierdzić, iż czasem się to zdarza — mówił wówczas James, który podczas swojej przygody w LAL wielokrotnie narzekał na brak wzmocnień.
Teraz Lakers mają jednak Lukę Doncicia i to on ma stanowić o sile klubu na kolejne lata. Jedna z kart przetargowych wymknęła się więc spod kontroli Jamesa, który – choć wciąż wartościowy dla LAL – musi teraz mieć się na baczności.
Słowa Paula można więc odebrać w jeden prosty sposób. To wywoływanie presji na Lakers, by jak najszybciej dopiąć umowę na korzystnych dla Jamesa warunkach. o ile Rob Pelinka i spółka uwierzą, iż LeBron ma na stole interesujące oferty od jednej trzeciej ligi, to mogą być skłonni dojść do porozumienia.

5 dni temu













