Kamil Stoch aż pięć razy w karierze wygrywał konkursy Pucharu Świata w Zakopanem, a teraz był najgorszy ze wszystkich pięciu Polaków - dopiero 42. Pod względem sportowym wielki mistrz pożegnał się ze swą domową skocznią (mieszka w pobliskim Zębie) w sposób rozczarowujący. Ale to jest taki dzień, w którym sport naprawdę schodzi na dalszy plan.
REKLAMA
Zobacz wideo Kubacki wraca do gry o igrzyska?! Maciej Maciusiak po trzecim miejscu Polaków w Zakopanem
Stoch musiał się uspokoić. Później tak powiedział o Nawrockim
Tylko 119,5 metra, niskie noty od sędziów, jeszcze kilka punktów zabranych za wiatr - tak wyglądał jedyny konkursowy skok Stocha. Od razu było jasne, iż trzykrotny mistrz olimpijski nie wejdzie w niedzielę do drugiej serii, iż nie zdobędzie punktów Pucharu Świata w miejscu, w którym przez lata dał nam w zawodach tej rangi mnóstwo radości. Finalnie Stoch zajął dopiero 42. miejsce (11. był Kacper Tomasiak, 18. Maciej Kot, 23. Paweł Wąsek, a 36. Dawid Kubacki).
Stoch był zawiedziony, ale od razu zaczął się kłaniać kibicom. Dziękował za więź, jaką od lat z nimi ma. Chwilę później spotkał się za zeskokiem Wielkiej Krokwi ze swoją żoną Ewą Bilan-Stoch i widzieliśmy, iż oboje bardzo się wzruszyli. Prawdopodobnie oboje trochę płakali.
- Puściły mi nerwy po ostatnim skoku na Wielkiej Krokwi. Musiałem pójść opanować emocje od razu do rodziny, bo nie byłbym w stanie rozmawiać - komentował Stoch, gdy już odrobinę ochłonął. - Ten weekend pod względem sportowym dla mnie był do niczego. Po prostu nie nadawałem się do wykonania najprostszych rzeczy. Marzyłem. Wyobrażałem sobie, jakie bym chciał oddawać tutaj skoki, natomiast często z marzeń, chęci i ambicji nic nie wynika - dodawał szczerze.
Odchodzący mistrz podkreślał, jak wdzięczny jest prawie 20 tysiącom ludzi na trybunach. Za to, iż machali do niego, iż go pozdrawiali, bez względu na wynik. Zapytany, jak się czuje z tym, iż specjalnie na jego pożegnanie przyjechał prezydent RP Karol Nawrocki odpowiedział: - Nie miałem w grafiku pana prezydenta, ale jest mi bardzo miło, iż najważniejszy człowiek w kraju zaszczycił nas swoją obecnością.
Chwilę później Stoch przeszedł do drugiej grupy dziennikarzy i tam został zapytany o wizytę dwóch prezydentów, bo do Zakopanego przybył też Andrzej Duda. - Miło mi, iż tak ważne osobistości dotarły na te zawody - odparł skromnie.
Nawrocki przedarł się do Stocha i razem zaśpiewali hymn. Tego nie było w telewizji
Po zawodach Nawrocki uścisnął Stochowi dłoń, ale nie wręczył mu specjalnie przygotowanego plakatu w antyramie. Słyszymy, iż tego telewizje nie pokazały. Prezydent przebił się przez tłum i podziękował skoczkowi na specjalnej ceremonii zorganizowanej tuż po dekoracji dla najlepszych skoczków konkursu. Telewidzowie oglądali, jak Stoch minął podium, zaczął wspinać się na zeskok skoczni, wreszcie przystanął w okolicach jej 150. metra i kłaniał się kibicom. Później Stoch, Nawrocki i kibice wspólnie odśpiewali a cappella hymn Polski.
Nasz mistrz mówił wprost: marzył, żeby wziąć udział w tej pierwszej ceremonii. Zdradzał, iż gdy siadał na belce i zobaczył sypiący wspomnienie, wróciło mu wspomnienie z 2011 roku. Wtedy na Wielkiej Krokwi wygrał swój pierwszy w życiu konkurs Pucharu Świata. - Szczerze powiem, pojawiło się marzenie, żeby to wszystko wróciło, w takim samym scenariuszu. Ale wyszło inaczej - usłyszeliśmy od Kamila. I na tym skończyło się jego krótkie spotkanie z liczną grupą dziennikarzy.
Stoch nie wracał już choćby do wydarzeń z soboty, gdy przegrał wewnętrzną rywalizację o miejsce w polskim duecie i to Dawid Kubacki wywalczył razem z Kacprem Tomasiakiem trzecie miejsce, a więc pierwszy w tym sezonie podium dla naszych skoków.
Bilety na Stocha wyprzedane, choć to jeszcze nie jest prawdziwy koniec
W niedzielę Stoch nie odmawiał rozmów dziennikarzom, ale więcej czasu poświęcił kibicom. Jeszcze w trakcie pierwszej serii ruszył na trybuny. I bardzo dobrze!
Na niedzielę organizatorzy sprzedali komplet 17,5 tysiąca biletów. Zakopane żyło weekendem Pucharu Świata - a zatem przede wszystkim pożegnaniem Stocha - już od kilku dni. Choć paradoksalnie wcale nie było tego widać na pierwszy rzut oka. Miasto nie żegnało go żadnym banerem, jak Słowenia robiła niespełna dwa lata temu w przypadku Petera Prevca. Wtedy o ostatnim konkursie ich najlepszego zawodnika w historii wiedział każdy, choćby ktoś, kto widząc jego wizerunek na przydrożnych plakatach pierwszy raz zobaczył skoczka narciarskiego. Tutaj każdy widział światła na skoczni i wszyscy mieszkańcy pewnie wiedzieli, a jeżeli nie, to domyślali się, co odbywało się na Wielkiej Krokwi. Ale nie promowało się tych dni - a przede wszystkim niedzielnych ostatnich skoków Stocha w Zakopanem - w jakiś konkretny, wyjątkowy sposób.
Różnica to oczywiście fakt, iż Prevc w Planicy oddawał swój ostatni skok w karierze. A w niedzielę Stoch żegnał się "tylko" z polskimi kibicami i skakaniem w PŚ na naszych skoczniach. Stoch swą finałową próbę tak jak Prevc odda w marcu w Planicy. Ale przecież potencjał marketingowy takiego ostatniego weekendu w Zakopanem był spory - a nie został wykorzystany. Nie tylko przez miasto czy działaczy, ale też na przykład przez sprzedających gadżety pod skocznią. Było ich sporo, także takich ze Stochem, ale nie przygotowanego nic wyjątkowego. Zwłaszcza związanego z ostatnimi skokami Stocha.
Za czasów pożegnania Małysza, 15 lat temu, to byłoby chyba nie do pomyślenia. Pamiątek, tych ładnych, ale i tandetnych, kiczowatych, był ogrom. To były inne czasy i inne było pożegnanie dawnego mistrza.
Galeria Stocha jak miejsce pielgrzymek
Teraz pamiątki kibice kupują głównie w Kamilandzie - miejscu, gdzie w Zakopanem Stoch wystawia swoje trofea, zorganizowanym dzięki jego żonie Ewie. Galeria została otwarta w lipcu 2021 roku i od tego czasu przyciąga uwagę tysięcy fanów, ale także zwykłych turystów udających się na Podhale. Zwłaszcza iż to nie tylko galeria Stocha, ale też sklep jego marki odzieżowej. - Ludzie często wchodzą tu, żeby coś kupić: czapkę, kurtkę albo plastron. Część z nich podkreśla, iż w salach wystawowych już była. A ci, którzy idą na górę (do sklepu), rzadko wychodzą od nas z niczym - dowiadujemy się od jednego ze sprzedawców.
W czasie Pucharu Świata Kamiland jak zawsze przeżywał oblężenie. Budynek odwiedzało kilkaset osób dziennie. - To cud, iż rozmawiamy - śmiał się pracownik obsługi. Dodawał, iż zwykle ma tylko kilkuminutowe przerwy od największego obłożenia zwiedzających. Ale w końcu taki to gorący okres: Puchar Świata, a za chwilę zacznie się czas wyjazdów na ferie. No i przed chwilą był jedyny taki weekend - ostatni w karierze Stocha w Zakopanem podczas zawodów elity. - Już drugiego takiego nie będzie - zgadzał się nasz rozmówca.
Kamiland zwiedzaliśmy jeszcze przed największym natężeniem kibiców - w piątek, gdy nie odbywała się żadna oficjalna seria na skoczni. A do tego w godzinach popołudniowych. A i tak ludzi było tam sporo. Dwie emerytki patrzyły na zdjęcie Stocha z podium Pucharu RMF FM i śmiały się, iż dostał niemal większe od samego siebie opakowania sprzętu firmy Sony: ogromne głośniki i wieżę. - Jaki szczyl! - w niewybredny sposób dziwił się mężczyzna, oglądający zdjęcia z jednych z pierwszych zawodów Stocha. Zaskakujące, iż to w tym pomieszczeniu - gdzie można oglądać puchary z czasów dziecięcych i juniorskich konkursów - goście Kamilandu spędzają najwięcej czasu.
Może te najważniejsze zdobycze Stocha znają już aż za dobrze? Przy olimpijskich medalach, Kryształowych Kulach, czy śnieżynkach, które FIS wręcza zawodnikom z podium mistrzostw świata, nikt nie zatrzymywał się na długie chwile. Wystarczało tyle, ile potrzeba na zrobienie zdjęcia. Kilka osób potrafiło się jednak zapatrzeć w ekrany, na których wyświetlane są najważniejsze skoki Stocha z kultowym komentarzem Włodzimierza Szaranowicza czy Marka Rudzińskiego. To tylko potwierdza, iż najważniejsze w każdym z sukcesów są przeżycia i wspomnienia, które te sukcesy generują.
Fanklub Stocha tak to przeżywa
Pod Kamilandem w niedzielę przed zawodami spotkał się też oficjalny fanklub Kamila Stocha z Proszowic. - Założyliśmy go już ponad dekadę temu. Staramy się kibicować Kamilowi na każdych zawodach, na których tylko możemy być. W tym sezonie szczególnie. Może nie wszędzie jesteśmy jakąś mocną i liczną grupą, ale na każdym z dotychczasowych konkursów mieliśmy swój fanklubowy akcent w postaci baneru i kogoś z członków. Cieszy nas każde spotkanie z Kamilem na skoczni, po zawodach. Przy tym jakaś przybita piąteczka. I zaakcentowanie, iż jesteśmy, wspieramy go - mówi Sport.pl prezes fanklubu Rafał Chmiela.
Ulubione wspomnienie z jeżdżenia za Stochem po całym świecie? - Chyba to, jak to się wszystko zaczynało. Jak zdobył złoto na mistrzostwach świata w 2013 roku w Predazzo, a potem w niezwykłych okolicznościach pojawił się też brąz drużyny. Pamiętam, iż wtedy poszliśmy wszyscy wspólnie z naszą kadrą i drużyną niemieckich skoczków do Casa Polonia. Celebrowaliśmy sukcesy naszych z młodym Karlem Geigerem i Andreasem Wellingerem. I nauczyliśmy ich, jak świętuje się w Polsce - śmieje się Chmiela.
- Kiedy Kamil ogłaszał, iż definitywnie kończy karierę, wydawało nam się, iż po dobrych wynikach jeszcze to w jakiś sposób odłoży na rok czy dwa. Gdyby okazało się, iż jest w formie i te rezultaty będą go satysfakcjonowały, a nie męczyły. Umówmy się, iż sportowiec takiego pokroju i z takim dorobkiem z całej kariery, cieszący się ogromnym uznaniem w środowisku, plasujący się gdzieś w drugiej-trzeciej dziesiątce konkursów, to nie jest pełnia szczęścia. On na pewno się z tym męczy. Natomiast najprawdopodobniej przetworzył to sobie w taki sposób, iż chce to tak zakończyć. Ciesząc się skokami i nie patrząc tylko na wyniki - opisuje nam Chmiela swoją perspektywę na koniec kariery trzykrotnego mistrza olimpijskiego. - Wiadomo, iż wydawałoby się, iż jego organizm jeszcze da radę i skoczek takiego formatu będzie zdolny do podjęcia kolejnych wyzwań czy wysiłku, żeby nas i siebie cieszyć swoimi skokami. Niestety, taką podjął decyzję. W tym też go musimy wspierać - dodaje.
Fanklub Stocha nie planował specjalnej akcji na skoczni w Zakopanem - nie takiej, jaką przeprowadzili organizatorzy czy Polski Związek Narciarski, z udziałem prezydenta RP Karola Nawrockiego oraz byłego prezydenta, Andrzeja Dudy. Swoje pożegnanie skoczka fanklub przewiduje na ostatni konkurs sezonu w Planicy.
Dla Stocha skrzyknęli się też fani z internetu
Wyjątkową akcję przygotowali jednak fani, którzy skrzyknęli się w mediach społecznościowych. W niedzielę na skoczni pojawił się ogrom kartek z napisami dla Stocha. Takich od sponsora Superbetu rozdawanych przed skocznią. Ale też takich przygotowanych przez samych kibiców. Najczęściej ze słowami: "Dziękujemy Kamil!" i serduszkami.
- Akcja powstała całkiem spontanicznie, kilka dni temu stwierdziliśmy, iż chcemy też dać coś od nas, kibiców, w związku z pożegnaniem Kamila. Najprostszym rozwiązaniem było zrobienie kartek z podziękowaniami, które postanowiliśmy podnosić po każdym niedzielnym skoku - mówi Sport.pl Marysia, jedna z osób, które starały się rozpromować akcję.
Fanka Stocha świetnie pamięta spotkanie z nim podczas tegorocznego Letniego Grand Prix w Wiśle. Wtedy Stoch wrócił na podium międzynarodowych zawodów najwyższej rangi. Marysia widziała tam skoczka wśród najlepszych w konkursie pierwszy raz w życiu. Teraz chciała go pożegnać w wyjątkowy sposób na Wielkiej Krokwi. - Kartek mamy całkiem dużo, na pewno z kilkadziesiąt, może choćby kilkaset. Zachęcaliśmy też kibiców, żeby sami stworzyli kartki i wzięli je ze sobą na skocznię. Rozdawaliśmy je na sektorach, kilku osobom podarowaliśmy je jeszcze przed wejściem na trybuny - opowiada.
Rywale też wiedzą, ile znaczy Stoch. Co za gest Laniska!
Takich kibiców jak Marysia w niedzielę było bardzo dużo. Wiadomo, iż nie każdy dał radę spotkać się tego dnia twarzą w twarz z bohaterem konkursu w Zakopanem, ale każdy chciał na swój sposób podziękować mu za te lata sukcesów.
Swój ogromny szacunek do Stocha wyrażali też jego koledzy i rywale ze skoczni. Chyba najładniej zrobił to Anże Lanisek. Słoweniec jeszcze przed zawodami wyjaśnił, iż gdyby nie wyjątkowe okoliczności zakopiańskich zawodów, to tym razem nie przyjechałby do nas. Ale stawił się ze względu na wyjątkową atmosferę i na pożegnanie Stocha.
Wyszło pięknie, bo Lanisek wygrał zawody i po nich zrobił jeszcze jeden wyjątkowy gest w kierunku Stocha. - Dedykuję to zwycięstwo Kamilowi, królowi Zakopanego, królowi skoków - powiedział.
Laniska doskonale rozumiemy. Stoch już od długiego czasu nie jest w formie na wygrywanie, ale mimo to wciąż jest wielką postacią sportu. Jak widać, nie tylko polskiego. I to jest najważniejsze.

5 godzin temu










