Nawrocki daje przykład. Skończył się czas pogardy

2 godzin temu
W historiografii mieliśmy zwrot ludowy, w polityce - zwrot populistyczny. Nadszedł czas, żeby i polska piłka dokonała podobnego manewru. Po dziesięcioleciach pogardy wobec rodzimego futbolu wreszcie jest szansa, aby go podziwiać.
Gdy w sierpniu na meczu Lechii Gdańsk z Motorem Lublin w tzw. młynie miejscowych kibiców pojawił się prezydent Karol Nawrocki, całą Polskę obiegł ten news lotem błyskawicy. Pisały o tym wszystkie media, nie tylko te sportowe. Zwolennicy partii rządzących komentowali ten fakt tak jak były piłkarzy i były menedżer Roberta Lewandowskiego, Cezary Kucharski: "Kibolem był i będzie". Tym jednak, którzy nie mają światopoglądu zalanego betonem, mogła w głowie zaświtać myśl, iż może jednak ta krajowa piłka nie jest taka zła, skoro sam prezydent tak ją kocha.

REKLAMA







Zobacz wideo



Polska fenomenem na skalę całej Europy
I choć wciąż nie ma polskich drużyn w fazie ligowej Ligi Mistrzów, ani choćby w Lidze Europy, to jednak polscy kibice przestają już patrzeć na Ekstraklasę jako "brzydką pannę bez posagu". Można choćby powiedzieć, iż Polska jest fenomenem na skalę europejską. Choć pod względem sportowym należy do dolnej strefy stanów średnich na kontynencie, to pod względem infrastruktury stadionowej i zainteresowania kibiców jest już w przedsionku elity.


Spójrzmy choćby na raport UEFA, który podsumowuje sezon 2024/25. jeżeli chodzi o liczbę kibiców w najwyższej klasie rozgrywkowej, Polska jest na dziewiątym miejscu w Europie. Wyprzedzają nas tylko większe kraje takie jak Anglia (nr 1), Niemcy (2), Włochy (3), Hiszpania (4), Francja (5) i Turcja (7) oraz te, w których tradycja chodzenia na ligowe mecze jest długa i żywa: Holandia (6) i Szkocja (8). Ekstraklasa należy do trzydziestu lig w Europie, które w ostatnio zakończonym sezonie zanotowały wzrost liczby kibiców na trybunach (o 7 proc.) i wśród siedmiu, które osiągnęły największą frekwencję od ponad dwudziestu sezonów.
Jeszcze ciekawiej robi się, gdy zerkniemy na liczbę fanów, którzy oglądają na stadionach nie tylko Ekstraklasę, ale także niższe ligi, krajowy puchar i rozgrywki europejskie. W takim łącznym zestawieniu polska piłka jest na ósmym miejscu w Europie - wyprzedzamy choćby Turcję i Szkocję. "Mecz pomiędzy Ruchem Chorzów a Wisłą Kraków był jedynym spotkaniem sezonu zasadniczego niższej ligi w Europie – poza drugą Bundesligą – który zgromadził ponad 50 tys." – zauważyła UEFA w swoim raporcie.


Polska piłka modernizuje się na potęgę
Jeszcze lepiej UEFA ocenia nas pod względem infrastruktury stadionowej. Tu jesteśmy na czwartym miejscu w Europie. Więcej nowych inwestycji w obiekty miały tylko Turcja, Niemcy i Anglia. Ten pierwszy kraj przygotowuje się już do Euro 2032, ten drugi organizował Euro 2024, a ten trzeci zorganizuje Euro 2028. W czołówce tylko Polska się modernizuje bez wielkiej imprezy. Tu jeszcze warto zauważyć, iż UEFA odnotowała tylko inwestycje z ostatniej dekady. Stadiony, które powstały na Euro 2012, nie były już brane pod uwagę.



Rosnące zainteresowanie kibiców ma też swoje odzwierciedlenie w krajowej umowie telewizyjnej na pokazywanie meczów Ekstraklasy. Pod tym względem Polska też już jest w przedsionku elity. Oczywiście bardzo daleko nam do czołówki, ale o ile w Anglii, czy Hiszpanii rynek praw telewizyjnych rośnie o liczby mniejsze niż inflacja, a w Niemczech, Włoszech czy Francji wręcz spada, o tyle w Polsce dynamicznie rośnie (30 proc.). jeżeli chodzi o sprzedaż praw telewizyjnych, w tyle za nami są kraje dużo bogatsze, jeżeli chodzi o dochód na mieszkańca - Dania, Norwegia, czy Szwecja. A Czesi, choć w rankingu UEFA zajmują wyższe miejsce niż Polska i z większymi sukcesami grają w Europie, na prawach do transmisji swojej ligi zarabiają ponad cztery razy mniej niż Polacy.
W końcu w to, iż zainteresowanie kibiców nie jest tylko chwilowe, ale to poważny zwrot w polskiej piłce, uwierzyli właściciele klubów. Pojawili się nowi inwestorzy, a ci starzy też zaczęli chętniej wydawać pieniądze. Gdy zajrzymy do raportu UEFA na temat transferów w 2025 roku, można tam znaleźć przy słowie Polska szokującą wartość: 304 procent! Tak, o tyle wzrosła wartość transferów w ekstraklasie rok do roku. Oczywiście w liczbach bezwzględnych to wciąż kilka - średni transfer miał wartość 300 tys. euro, jeżeli weźmie się pod uwagę również wypożyczenia i transakcje bezgotówkowe, i 600 tys. euro, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko umowy kupna zawodników.


W ekstraklasie skończył się "czas pogardy"
Widać więc już jak na dłoni, iż warto porzucić starą narrację o Ekstraklasie, jako lidze, w której "piłkarze kopią się w czoło" lub, iż to "inny sport niż na Zachodzie". Prędzej czy później za wydatkami musi pójść wynik sportowy w Europie. Zresztą to już się dzieje, co widać w rankingu UEFA, w którym pozycja Ekstraklasy systematycznie się poprawia. A gdy nasze drużyny zaczną wreszcie zarabiać poważne pieniądze w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy, droga do europejskiej czołówki znacznie się skróci.
Tym bardziej iż możemy mieć wtedy nadzieję, iż UEFA w końcu przestanie milczeć i wspominać o nas już tylko w raportach. Że do piękniejszej Ekstraklasy wrócą serca tych Polaków, którzy mają je teraz za granicą przy jakichś Realach, Barcelonach czy Manchesterach. Z czymś podobnym mieliśmy do czynienia w polskiej historiografii, gdzie furorę zaczęły robić książki pisane z perspektywy pogardzanego chłopstwa jak choćby "Ludowa historia Polski" Adama Lipińskiego czy "Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa" Kamila Janickiego. W polityce też, choć partie tzw. głównego nurtu walczą z "populizmem", to przejmują do swojego programu postulaty głoszone wcześniej przez AFD, Zgromadzenie Narodowe czy Konfederację. O walce z nielegalną emigracją, spowolnieniu "zielonej" transformacji energetycznej czy odwróceniu globalizacji i ochronie gospodarki narodowej mówią dziś Donald Tusk czy Emmanuel Macron, a nie tylko Krzysztof Bosak i Marie Le Pen. jeżeli i w polskiej piłce dojdzie do rewolucji mentalnej, to możemy mieć naprawdę, co podziwiać.
Idź do oryginalnego materiału