Największy zawód północnego Londynu: Arsenal czy Tottenham?

3 godzin temu

Arsenal skończy sezon kilkanaście miejsc nad Tottenhamem. To, iż znajdą się w tabeli nad Kogutami, Kanonierzy zapewnili sobie już 1 marca, czyli najwcześniej w ponad stuletniej historii rywalizacji o prymat w północnym Londynie. A mimo tego wciąż nie jest pewne, czy miano największych przegrywów sezonu nie zostanie przyznanie drużynie Mikela Artety za wypuszczenie z rąk już prawie pewnego mistrzostwa Anglii. Co mówią na ten temat liczby? Czy Arsenal dowiezie? Czy City go przegoni? A o ile choćby The Gunners skończą na drugiej lokacie, to czy dostaną przynajmniej nagrodę pocieszenia w postaci spadku Tottenhamu? W której części północnego Londynu sezon 2025/26 będzie pamiętany jako większy zawód?

Jak skończy się sezon dla klubów z północnego Londynu?

Potężny Tottenham Mauricio Pochettino trzy razy z rzędu znalazł się na podium Premier League w latach 2016-18, a rok później dotarł do finału Ligi Mistrzów. Od tego czasu do ubiegłego sezonu walczył raczej o to, by udowodnić swoją przynależność do angielskiej Wielkiej Szóstki. Wiosnę 2025 roku drużyna Ange Postecoglou zakończyła zaledwie na siedemnastym miejscu. Ale nie traktowaliśmy Tottenhamu jako poważnego kandydata do spadku w tym roku.

Po pierwsze dlatego, iż przewaga Spurs nad osiemnastym, a więc spadkowym miejscem wynosiła aż trzynaście punktów. Po drugie dlatego, iż wygrała Ligę Europy. Zatem wyglądało to na coś, co zdarzało się w przeszłości wiele razy – mocny zespół ma jeden pechowy sezon, ale w kolejnym spokojnie wróci przynajmniej do środka tabeli. Potwierdzał to początek rozgrywek. Wygrane dwa pierwsze mecze, w tym na stadionie Manchesteru City, pięć wygranych do dziewiątej kolejki, a także czołowa lokata w fazie ligowej Ligi Mistrzów.

Potem nastąpiła prawdziwa katastrofa. Spurs nie wygrali jeszcze w tym roku żadnego meczu. U siebie przez ostatnie osiem miesięcy zwyciężyli raz. Oznacza to, iż w tym okresie na stadionie Tottenhamu tyle samo wygranych, co Lilywhites mają Minnesota Vikings oraz Denver Broncos, a więc zespoły, które w październiku rozegrały tam swoje mecze w ramach NFL – ligi futbolu amerykańskiego. Na pięć kolejek przed końcem drużyna przejęta przez Roberto De Zerbiego znajduje się w strefie spadkowej.

Dzień Świętego Totteringhama

W tym samym czasie Arsenal kwitł. Po dziewięciu kolejkach jego przewaga nad Tottenhamem wynosiła tylko pięć punktów. Po dwunastu przekroczyła dziesięć oczek, po dwudziestu – dwadzieścia oczek, a po dwudziestu ośmiu – trzydzieści. Od lat kibice Gunners obchodzą tak zwany Dzień Świętego Totteringhama. To zmyślone święto ruchome. Przypada w dniu, w którym Arsenal zapewnia sobie, iż w tabeli końcowej znajdzie się wyżej niż Tottenham. A zatem czasem może nie nastąpić wcale. Tak było w latach 2017-2022, gdy Spurs zawsze kończyli sezon nad lokalnym rywalem. Było to o tyle szokujące, iż między 1996 a 2016 rokiem bez przerwy miała miejsce sytuacja odwrotna.

W tym roku Dzień Świętego Totteringhama wypadł 1 marca. Przez ponad sto lat rywalizacji obu klubów nigdy nie zdarzyło się wcześniej. Wcześniejszym rekordem był 9 marca 2008 roku. Na przełomie lutego i marca po pokonaniu Tottenhamu, Chelsea i Brightonu, Arsenal był najlepszy w swojej historii. Przynajmniej według rankingu Elo liczonego wstecz dla meczów wszystkich europejskich klubów. Wynikało z niego, iż Mikel Arteta stworzył mutanta potężniejszego choćby niż Invincibles Arsene’a Wengera. Można z tym polemizować, ale stało się tak dlatego, iż dzisiejsi Kanonierzy mierzą się ze znacznie silniejszymi przeciwnikami w najmocniejszej Premier League w historii, a do tego rozgrywali więcej meczów w poważniejszej Lidze Mistrzów, w dodatku zwycięskich.

Arsenal zrobił to, co robił zawsze

Od dwóch miesięcy fani Arsenalu byli pewni nie tylko, iż wyprzedzą derbowego rywala, ale także iż zdobędą mistrzostwo. Na to drugie oczywiście nie mogli jeszcze stawiać domów, ale sytuacja wyglądała rewelacyjnie. Klub miał choćby dziewięć punktów przewagi nad Manchesterem City i to dość niedawno, bo 11 kwietnia (choć The Sky Blues mieli zaległe mecze).

I nagle wszystko się posypało. Czarne chmury nadciągnęły już w trakcie porażek z City w Pucharze Ligi i z Southamptonem w Pucharze Anglii. Teraz jednak Arsenal ma na koncie dwie porażki z rzędu, w tym z głównym rywalem – City, z którym dzielą identyczną liczbę punktów, bilans meczów i różnicę bramek. Jednak ze względu na gole strzelone to ekipa Pepa Guardioli jest na czele tabeli. Ostatni raz dwie ligowe porażki z rzędu Arteta zaliczył w 2023 roku! Wtedy też na koniec sezonu właśnie tych punktów zabrakło, by wyprzedzić na czele Manchester City.

Od ostatniego mistrzostwa Gunners w 2004 roku, prowadzili oni w lidze przez 973 dni. W tym samym czasie The Citizens liderowali kilka dłużej – przez 1200 dni. Tyle iż zamienili to w aż osiem tytułów mistrzowskich przy ani jednym Arsenalu!

Warto przypomnieć, jak wyglądały przedsezonowe przewidywania. Według Opty Arsenal miał 24% szans na mistrzostwo i tylko 58% na znalezienie się na podium. Tottenham natomiast miał około 9% szans na znalezienie się w czołowej piątce ligi. Jednak jego spadek także nie był brany na poważnie pod uwagę. Zdarzył się bowiem w mniej niż co siódmej symulacji Opty.

To byłoby wydarzenie na miarę spadku Widzewa

Jeszcze bardziej optymistycznie spoglądali na to bukmacherzy. Niektórym z nich jeszcze w listopadzie (!) zdarzało się płacić sto do jednego za spadek Spurs. Jeszcze na początku tego roku mnożnik przekraczał pięćdziesiąt funtów za każdego postawionego na klęskę Tottenhamu. W lutym spadł poniżej dziesięciu. W marcu poniżej pięciu. A w połowie kwietnia po porażce z Sunderlandem poniżej dwóch. Dziś Spurs są faworytem do spadku do Championship!

Przed De Zerbim najpierw dzisiejszy najłatwiejszy mecz z możliwych – z autsajderem z Wolverhampton. A potem: wyjazd do Aston Villi, mecz z Leeds, wyjazd do Chelsea i spotkanie z Evertonem. o ile myśleć o utrzymaniu to tylko kosztem West Hamu. Z kim zmierzą się Młoty? W ich terminarzu powtarza się Everton i Leeds, a ponadto: wyjazd do Brentford i Newcastle i domowy mecz z Arsenalem. Mają zatem trudniejszych przeciwników, ale w przeciwieństwie do Tottenhamu aż trzy z pięciu meczów zagrają u siebie, gdzie (w przeciwieństwie do Spurs) ostatnio nie zwykli przegrywać. Czy to wystarczy do odrobienia dwóch punktów straty?

Kursy na spadek Tottenhamu (oś pionowa logarytmiczna w kolejności odwrotnej – dla lepszego obrazu)

Predykcje Opty są zgodne z tymi bukmacherów. Tottenham spadnie na 61%, a ryzyko, iż dobrnie do West Ham wynosi 38%. Około pół procent Opta stawia na Nottingham i Leeds. Nieco bardziej optymistyczny jest portal EuroClubIndex. Daje on Spurs 47% szans na utrzymanie, a West Hamowi – 56%, trzy procent zostawiając dla Forest. Progiem utrzymania „powinno” być 38 punktów.

Przypomnijmy, iż Tottenham ma piąty najwyżej wyceniany skład w lidze. Spadek z takim składem przebiłaby chyba tylko degradacja Widzewa, który według Transfermarktu plasuje się na trzecim miejscu w Ekstraklasie pod względem wyceny piłkarzy.

Terminarz przemawia za Arsenalem, ale wszyscy i tak wiedzą, co się musi wydarzyć

Co w takim razie z czołówką tabeli? Tu liczby zdecydowanie kłócą się z powszechnym mniemaniem kibiców ligi angielskiej. Co innego bowiem można powiedzieć o tym, iż Opta daje 65% szans na tytuł Arsenalowi? EuroClubIndex jest nieco bardziej sceptyczny przyznając mu 61%. Jak to możliwe, skoro po pierwsze kluby mają tyle samo punktów, a po drugie – każdy wie, iż Arsenal nie da rady?!

Wyjaśnia to terminarz.

Kanonierzy rozegrają jeszcze trzy mecze domowe: z Newcastle, Fulhamem i Burnley. Nie opuszczą jednak Londynu (nie licząc meczu z Atletico i ewentualnego finału Ligi Mistrzów w Budapeszcie), bo na wyjeździe zagrają z West Hamem i Crystal Palace. Wszystkie te zespoły znajdują się dziś w dolnej połówce tabeli!

Z kim zagra City? U siebie z Brentford, Aston Villą i z Crystal Palace. Czeka ich też wyjazd do Evertonu i Bournemouth. Większość z tych drużyn plasuje się w tej chwili w górnej połowie klasyfikacji Premier League. Najniżej – na trzynastym miejscu jest Crystal Palace. Najwyżej notowany przeciwnik Arsenalu to dwunasty Fulham.

Tymczasem każdy, kto śledził choć jeden sezon Premier League czuje to, iż Arsenal po prostu – przepraszam czytelników, ale po prostu nie da się tego określić inaczej niż pisząc: zesra się na metr przez kiblem. Co interesujące – całkowicie potwierdzają to też bukmacherzy, którzy gremialnie stawiają wyżej szanse City na tytuł.

Kursy na spadek Arsenalu (oś pionowa w kolejności odwrotnej – dla lepszego obrazu)

Jeśli uznamy bukmacherów za tych, którzy zwykle znają się najlepiej, to możemy oszacować szanse tego, jak zakończy się ten sezon:

  • Święto kibiców Arsenalu: nie dość, iż tytuł, ale do tego spadek Tottenhamu: 22%
  • Wszyscy zawiedzeni: wicemistrzostwo Arsenalu i spadek Tottenhamu: 29%
  • Święto w całym północnym Londynie: mistrzostwo Arsenalu, utrzymanie Tottenhamu: 21%
  • Święto fanów Tottenhamu: utrzymanie i brak tytułu Arsenalu: 28%

Różnice są zatem całkiem niewielkie. Mamy zatem przed sobą cztery równie prawdopodobne scenariusze, z których każdy zasłuży na porządną książkę. Będziemy trzymać rękę na pulsie!

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

  • Wprowadził klub do Premier League. Teraz wygrał z nowotworem
  • Miliony za nieco ponad 100 dni pracy. Tyle zarobi Liam Rosenior
  • Rodri z dramatycznym apelem. „Albo się zatrzymamy, albo nie dotrwam”
  • Media: Gwiazda Premier League dołączy do reprezentanta Polski
  • Współcierpienie na Stamford Bridge. Jak BlueCo niszczy Chelsea

Fot. Newspix.pl

Idź do oryginalnego materiału