Choć Hubert Hurkacz i Nicolasem Massu teoretycznie pracowali razem ponad rok, to tak naprawdę był to okres znacznie krótszy. Wszystko za sprawą poważnych kłopotów zdrowotnych, z którymi zmagał się Polak. Wciąż bowiem dają mu o sobie znać skutki feralnej kontuzji kolana, której doznał prawie dwa lata temu.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
W poniedziałkowe popołudnie polscy kibice dowiedzieli się, iż zmagająca się ostatnio z kryzysem Iga Świątek rozstała się z Wimem Fissettem. W zamieszczonym w sieci wpisie była liderka światowego rankingu wprost przyznała, iż to ona podjęła decyzję, by spróbować czegoś innego. We wtorkowy wieczór tego samego rodzaju informację przekazał Hurkacz. Tyle iż jego komunikat brzmiał nieco inaczej.
- Jestem bardzo wdzięczny Nico za zaangażowanie, ciężką pracę i czas, który poświęcił mi w najtrudniejszym okresie mojej kariery. Wspólnie podjęliśmy decyzję o zakończeniu współpracy i kontynuowaniu dalszej drogi niezależnie od siebie. Dziękuję raz jeszcze za wszystko! - napisał były gracz Top10.
Massu, który sam w przeszłości odnosił sukcesy na korcie, nie miał łatwego zadania. Nawiązał współpracę z Polakiem, gdy ten był po pierwszej operacji kolana. Operacji będącej efektem kontuzji odniesionej podczas Wimbledonu 2024. Potem gracz z Wrocławia próbował zbyt wcześnie wrócić do rywalizacji, a po pewnym czasie i tak nie był w stanie kontynuować rywalizacji. Pod koniec sierpnia ogłosił, iż kończy pięcioletnią współpracę z amerykańskim trenerem Craigiem Boyntonem, a niedługo później zakończył starty w tamtym sezonie. Do następnego przygotowywał się już z nowymi członkami sztabu - bo poza Massu zatrudnił także, w roli konsultanta, legendarnego Ivana Lendla. Od początku było wiadomo, iż to Chilijczyk będzie towarzyszył Polakowi podczas turniejów, a Lendl będzie pomagał głównie zdalnie.
W pierwszym sezonie duet ten nie miał zbyt wielu okazji do wykazania się. Hurkaczowi wciąż dawały się we znaki kłopoty z kolanem. Wystąpił w zaledwie 10 turniejach i w czerwcu przedwcześnie zakończył ubiegłoroczne występy, a następnie przeszedł kolejny zabieg kolana. Jego najlepszym wynikiem był wówczas finał w Genewie, turnieju rozgrywanym tuż przed Roland Garros.
Fanów Hurkacza nadzieją natchnął świetny występ w styczniowym United Cup, ale kolejne starty były bolesnym sprowadzeniem na ziemię. Polak dotarł do drugiej rundy w Australian Open, a w sześciu kolejnych turniejach przegrał pierwszy mecz. W tym raz w challengerze ATP. w tej chwili jest 75. tenisistą świata.
We wtorkowym komunikacie Hurkacz nie napisał nic o Lendlu. Być może też dalej będzie doradzał mu, ale Polak przede wszystkim potrzebuje szkoleniowca, który będzie mu towarzyszył podczas turniejów. I pomoże mu wrócić na adekwatne tory.

2 godzin temu










