Najgorszy scenariusz dla Polaków na igrzyskach. Aż przykro się patrzyło

2 godzin temu
Fakt, iż Oskar Kwiatkowski i Michał Nowaczyk wystąpili na igrzyskach olimpijskich we Włoszech, już można uznać za duży sukces, biorąc pod uwagę sytuację polskich snowboardzistów. Niestety, niedzielne kwalifikacje w Livigno okazały się dla nich zbyt trudnym wyzwaniem.
Drugi przejazd kwalifikacji do slalomu giganta równoległego nazywa się eliminacyjnym. I, niestety, w niedzielę w Livigno ta nazwa okazała się dla Polaków bardzo dosłowna i brutalna. Michał Nowaczyk i Oskar Kwiatkowski nie awansowali do finałowej "16", która po południu zmierzy się w walce o medale igrzysk - sprawdził się najgorszy scenariusz dla naszej kadry.

REKLAMA







Zobacz wideo Dlaczego najlepsi narciarze i narciarki nie nadają butów w bagażu? Maryna wyjaśnia



Nowaczyk zajął 23. miejsce i do zwycięzcy, Rolanda Fischnallera z Włoch, stracił 2,95 sekundy, ale do ostatniego zawodnika, który awansował, Słoweńca Roka Marguca, zabrakło mu już tylko 0,52 sekundy. Jego wynik, choć Polak na pewno liczył na wejście do finałów, nie wygląda więc bardzo źle.
Gorzej z Oskarem Kwiatkowskim. W tym sezonie, po powrocie na trasy po wypadku i kolejnej kontuzji, 29-latek nie wypadał najlepiej w Pucharze Świata. Ale przygotował się na igrzyska i chciał powalczyć o start w decydujących przejazdach rywalizacji. Tam, jak mówi, mogłoby się wydarzyć wszystko. Niestety, dla niego już się nie wydarzy - był dopiero 28., ze stratą 3,57 sekundy do lidera i 1,14 sekundy do granicy awansu do 1/8 finału.


Rozczarowanie i złość Kwiatkowskiego. Przeszarżował w drugim przejeździe
W przypadku Kwiatkowskiego wszystko rozstrzygnęło się w dużo słabszym dla niego, drugim przejeździe. Po pierwszym zajmował 14. miejsce, ale w drugim - jadąc czerwoną trasą - był daleko za zawodnikiem, z którym rywalizował i było widać, iż musiał popełnić kilka błędów. Przykro oglądało się to, wiedząc, iż w takich okolicznościach o awans będzie bardzo trudno. I gdy polski mistrz świata z 2023 roku z Bakuriani wjeżdżał na metę, już wiedzieliśmy, iż to dla niego koniec rywalizacji.
- Na razie czuję rozczarowanie i złość, bo pierwszy przejazd jechałem bez ryzyka, byłem ósmy na swoim torze. Pomyślałem, iż drugi pojadę troszkę mocniej i zaryzykuję. I nic mi to nie oddało. Po prostu od początku nie mogłem się zgrać z tym gigantem. No i smutno, bo trasa była dzisiaj super przygotowana - mówił po wszystkim Kwiatkowski.



- Myślałem, iż jestem w stanie wejść do finałowej szesnastki i powalczyć. Jakoś w tym sezonie ciężko mi idzie w kwalifikacjach. A byłem tak optymistycznie nastawiony, liczyłem, iż zakwalifikuję się, a w finałach już każdy jest równy. Nieważne, iż jedzie pierwszy z szesnastym po eliminacjach, po prostu każdy zakwalifikowany zawodnik jest w stanie wygrać z każdym - przekonywał polski snowboardzista. Niestety, nie udało się przebrnąć eliminacji.
Piękne słowa Nowaczyka o tym, czego dokonał Kwiatkowski. "Duży szacunek"
Choć przy startach Kwiatkowskiego zawsze warto przypominać kontekst: w lutym ubiegłego roku uległ wypadkowi na motocyklu, zerwał więzadła i roztrzaskał łąkotkę. Jego historię opisywał dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak: Kwiatkowski przeszedł operację i lekarze odradzali mu powrót do sportu. A jednak wrócił i pojawił się na igrzyskach. Już sam jego start tutaj musi zatem imponować.
Szkoda jedynie, iż Kwiatkowski sam nie wykorzystał danej sobie szansy, bo na miejscu problemów ze zdrowiem już nie miał. - Z kolanem było wszystko super. Dawałem mu ostatnio odpocząć, fizycznie było dzisiaj naprawdę dobrze - przyznał zawodnik.
W pięknych słowach o jego występie mówił Michał Nowaczyk: - Oskar przeżył straszną kontuzję rok temu. W ogóle duży szacunek dla niego, iż podjął rękawicę w tym sezonie i jeździ. (...) Oskar też nie jest zachwycony tym startem, ale naprawdę wielki szacunek, iż w ogóle tutaj się znalazł i reprezentował bardzo ładny poziom, mimo błędów. Mam nadzieję, iż za cztery lata wrócimy razem trochę mocniejsi i będziemy walczyć o medale.



Nowaczyk lepszym z Polaków w Livigno. Postawił wszystko na jedną kartę, ale na finały nie wystarczyło
Nowaczyk też wie, jak trudno wraca się po kontuzji. Sam do dziś odczuwa skutki ubiegłorocznego urazu. Stracił przez przerwę wysoki numer na zawodach Pucharu Świata, a to nie ułatwia zadania w kwalifikacjach i w efekcie w całych zawodach. - Z dalszym numerem jedzie się w gorszych warunkach. Ale też nie ma co na to zwalać wszystkiego - mówi Nowaczyk.


W Livigno skończył jako najwyżej sklasyfikowany Polak. Sam nie był jednak do końca zadowolony z występu. - Wyszło słodko-gorzko. Z jednej strony cieszę się, iż się zakwalifikowałem na igrzyska, mimo braku startów w Pucharze Świata. Uzbierałem potrzebne punkty, jechałem dziś z numerem 28. Była nadzieja na trochę więcej, ale z drugiej strony mam 23. miejsce i niewielką stratę do finałów. Trasa była wyjątkowo długa. Tutaj naprawdę jeden błąd już wykluczał. Niestety, ten błąd popełniłem w pierwszym przejeździe. W drugim pojechałem na całego, ale nie starczyło.
- Czego zabrakło? Nie ma co zwalać wszystkiego na kontuzję. Gdzieś te setne uciekają. Nie sądzę, żeby przyczyna leżała w sprzęcie. Traci się na trasie, popełnia błędy, których trzeba unikać - ocenił Nowaczyk.
Kwiatkowski jasno w sprawie przyszłości. "Jestem w stanie jeszcze robić dobre wyniki"
Co z przyszłością Polaków? - jeżeli dalej będę miał dobre warunki do treningu, jakie daje nam Polski Związek Narciarski, Wojsko Polskie, dalej będę trenował, bo myślę, iż jestem w stanie jeszcze robić dobre wyniki. To ładna dyscyplina, którą też możemy trenować w Polsce. Mamy Puchar Świata w Krynicy w tym sezonie... Myślę, iż fajnie jest to robić, po prostu pokazywać ludziom, iż można mieć znaleźć sposób na życie, uprawiać sport. Snowboard to według mnie zdrowy sport. Kontuzji nigdy na desce nie miałem, tylko ostatnio na motocyklu - śmieje się Oskar Kwiatkowski. O kolejnym cyklu olimpijskim myśli też Michał Nowaczyk.



Polskim kibicom w Livigno pozostało kibicowanie Aleksandrze Król-Walas. Polka awansowała do finałów rywalizacji kobiet z piątym czasem kwalifikacji. Cztery lata temu w Pekinie skończyła rywalizację na ćwierćfinale. Teraz ponownie mamy nadzieje choćby na walkę o medal.


Finał w Livigno rozpoczął się o godzinie 13. Relacje na żywo z rywalizacji snowboardzistek na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.
Idź do oryginalnego materiału