Iga Świątek była jedną z gwiazd przeprowadzonego w środę na Rod Laver Arenie turnieju 1 Point Slam. Chodzi o zawody tenisowe, w których o zwycięstwie w pojedynczym meczu decydował zaledwie jeden rozegrany punkt. W imprezie chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę. Brali w niej udział zarówno profesjonalni zawodnicy, jak i amatorzy, a na korcie dochodziło do starć kobiet z mężczyznami. Nie każdemu przypadła ona jednak do gustu.
REKLAMA
Zobacz wideo Prezydent dostał bokserski prezent
Nietypowy turniej tuż przed Australian Open. Nagle taki wpis. "Najgorsze wydarzenie"
Oczywiście turniej miał kilka wspólnego z poważną rywalizacją sportową, a rozstrzygnięć de facto nie dało się przewidzieć. Ostatecznie Świątek doszła w nim do ćwierćfinału, a triumfował... australijski amator - Jordan Smith, który w nagrodę zgarnął milion dolarów. Jego taktyka była prosta. W trakcie meczów nie podejmował żadnego ryzyka, a skupiał się jedynie na utrzymaniu piłki w korcie i czekaniu na błąd rywali. Ci z kolei traktowali mecze jako zabawę i byli bardziej skłonni do ryzyka. Tym sposobem Smith dotarł do finału, gdzie pokonał 117. rakietę świata Joannę Garland. Niedługo później w australijskich mediach zawrzało.
Wszystko przez wpis byłego zawodnika futbolu australijskiego, a w tej chwili dziennikarza Kane'a Cornesa. - Ten 1 Point Slam może być najgorszym transmitowanym w telewizji wydarzeniem sportowym od czasów AFLX (turniej skróconej wersji futbolu australijskiego zorganizowany przez ligę AFL w celu promocji dyscypliny - red.) - napisał na portalu X.
Australijski gwiazdor nie miał litości. Tak podsumował imprezę z udziałem Świątek. "To był koszmarny widok"
Swoją myśl Cornes rozwinął niedługo później w wywiadzie dla radia SEN. - Gratulacje dla Jordana Smitha, który zgarnął milion dolarów, ale ja jestem trochę sceptyczny. To było niemożliwe, żeby zawodowiec z wielomilionowymi dochodami wygrał ten dodatkowy milion. Koncepcja: amatorzy kontra zawodowcy ma długą historię i wydawało się, iż ma potencjał, dopóki tego nie włączyłem. To było najgorsze wydarzenie sportowe, jakie kiedykolwiek widziałem - podsumował.
Skąd u niego tak ogromne rozczarowanie? Wszystko przez to, jak turniej przebiegał w praktyce. - jeżeli serwis lądował w siatce, to był koniec. Albo jeżeli zawodowiec zaserwował, a amator nie trafił forhendem, to też był koniec. Następnie spotykali się w połowie kortu, żeby przeprowadzić żenujące wywiady z ludźmi, o których nic nie wiemy i nic nas to nie obchodzi. To było po prostu okropne. To był koszmarny widok - tłumaczył Cornes.
Z tym ostatnim zgodzili się choćby zwykli internauci. - 1 point slam był fajny i miał dobrą fabułę, ale nie musiał trwać prawie 3 godziny. Zbyt wiele przerw reklamowych i filmiki wprowadzające zawodników były zbędne - napisał jeden z fanów na X. - Jedyne, co zrobiłbym inaczej z 1 point slam, to mniej wywiadów… Wywiad przed i po meczu o jeden punkt to za dużo - dodał kolejny. - Świetny pomysł, ale za dużo zbędnych dodatków - spuentował inny.

2 godzin temu












