Mogło być 8 metrów z okładem, decydowały milimetry. Jedno minimum Polaka

1 godzina temu
Rok temu Piotr Tarkowski był jednym z największych pechowców w polskiej lekkiej atletyce. Doszedł do życiowej formy, kilka razy skoczył ponad osiem metrów, co w polskich warunkach w ostatnim sezonach było naprawdę dużą sztuką. A szczyt miał nadejść na końcu - w wymarzonych mistrzostwach świata w Tokio. Tyle iż w połowie lipca zawodnik z Białej Podlaskiej doznał kontuzji, naderwał mięsień. Podjął desperacką próbę powrotu, pojawił się w Bydgoszczy na MP. Do Japonii nie poleciał, wrócił teraz. I to z przytupem. Już wypełnił jedno z minimów do mistrzostw Europy. A to nie koniec.
Idź do oryginalnego materiału