Cristiano Ronaldo po meczu wyjazdowym z Norwegią opuścił zgrupowanie reprezentacji Portugalii. Legendarny piłkarz podkreśla, iż trener zaproponował mu 30 minut gry w tym spotkaniu, choć wcześniej ustalenia były inne. Wreszcie, kiedy się rozgrzewał, to Jorge Jesus nie desygnował go na plac gry. Wówczas Ronaldo był wściekły i od razu udał się do szatni, nie dziękując kibicom za wsparcie na trybunach.
REKLAMA
Zobacz wideo Musieliśmy się wstydzić za polską piłkę. I to w miejscu, które sprawiało nam ból
Na temat relacji Cristiano Ronaldo - Jorge Jesus napisano już wiele. Teraz CR7 wydał obszerne oświadczenie. Najważniejsze co można z niego wywnioskować, to fakt, iż selekcjoner miał dwukrotnie złamać dane słowo zawodnikowi. Na jednej z konferencji prasowych Jesus miał przeprosić piłkarza, ale do tego nie doszło. 41-latek przygotował choćby trenerowi zarys tego, co ma powiedzieć.
Mocne oświadczenie Cristiano Ronaldo
Oto jak najważniejsze aspekty sprawy przedstawia Cristiano Ronaldo:
"Notatki, które zatwierdziłem, brzmiały następująco: Osobiście, bez udziału kogokolwiek innego, zaproponowałem Cristiano plan dotyczący jego udziału w tym sezonie reprezentacyjnym. Odbyliśmy długą i bardzo dobrą rozmowę.
Wiem, jak bardzo żyje reprezentacją i ją kocha, a także jaką ma pozycję na świecie oraz - co jeszcze ważniejsze - jak wielki i pozytywny wpływ wywierał na reprezentację przez 24 kolejne lata.
Cristiano zaakceptował plan, który mu przedstawiłem. Nigdy nie kwestionował moich decyzji. Zachowywał się wzorowo, lojalnie i profesjonalnie.
Mecz w Norwegii nie był ujęty w planie, który dla niego przygotowałem. Uznałem jednak, iż zdołał fizycznie zregenerować się po pierwszym spotkaniu, i uprzedziłem go, iż być może będę musiał z niego skorzystać. Cristiano się zgodził.
Popełniłem błąd, wysyłając na rozgrzewkę kogoś o randze Pelégo czy Maradony tylko po to, by później nie wpuścić go na boisko. Gdyby to wydarzyło się dzisiaj, nie zrobiłbym tego.
Na zakończenie: chcę Cristiano w reprezentacji. Tak naprawdę nie chcę go trochę - chcę go bardzo. Na szczęście on również we mnie wierzy. Wierzył we mnie w Al Nassr i wierzy również tutaj.
jeżeli chodzi o to, iż nie podziękował kibicom - już o tym rozmawialiśmy. Ktoś, kto rozegrał ponad 230 meczów w reprezentacji, nie potrzebuje ode mnie lekcji miłości do Portugalii. Był to moment frustracji, który niczego nie przekreśla. To zawodnik, który rozdaje najwięcej autografów, robi najwięcej selfie i okazuje kibicom najwięcej sympatii. Nie wymyślajmy problemów tam, gdzie ich nie ma. Kiedy jesteśmy niezadowoleni, reagujemy. To wszystko.
W żadnym z tych punktów nie było więc mowy o tym, iż trener mnie przeprosił. To był drugi raz, kiedy nie dotrzymał danego mi słowa.
Postanowiłem opuścić zgrupowanie, nie czekając na kolejną niespełnioną obietnicę. Dla mnie prawda pozostaje najważniejszą rzeczą w relacjach międzyludzkich. Niezależnie od tego, jak bardzo może boleć, chcę, żeby mówiono mi prawdę.
Co więcej, podczas rozmowy, którą odbyłem z prezesem Portugalskiej Federacji Piłkarskiej i trenerem rankiem przed tamtą konferencją prasową - i obaj z pewnością mogą to potwierdzić - ponownie powiedziałem, iż jeżeli mnie tam nie chcą, powinni po prostu mi to powiedzieć" - podkreślił Ronaldo.
Ronaldo nie wyklucza powrotu do kadry
W kolejnej części oświadczenia przyznał, iż jest gotowy ponieść konsekwencje swoich decyzji, ale także wspomagać reprezentację Portugalii na boisku.
"Nigdy, w żadnym momencie niemal 25-letniej kariery, nie ingerowałem w żadną decyzję techniczną ani taktyczną żadnego trenera czy selekcjonera. Na dobre i na złe akceptuję to, co postanawiają. Szanuję decyzje, ale kiedy dane mi słowo zostaje złamane, czuję, iż nie ma tam dla mnie miejsca.
Muszę również przeprosić kolegów z reprezentacji za opuszczenie zgrupowania. Pomimo całkowitej utraty zaufania do słowa trenera, co może potwierdzić każdy, kto był świadkiem tych rozmów, nie powinienem był tego robić. Odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na mnie.
Jeszcze raz przepraszam naród portugalski, ale złamanie danego mi słowa ma dla mnie ogromne znaczenie. Poczułem, iż od tego momentu moja obecność będzie tylko szkodziła drużynie, więc zrobiłem to, co zawsze mówiłem, iż zrobię, jeżeli nie będę czuł się potrzebny: spakowałem walizki i odszedłem.
Konsekwencje mojego zachowania powinny zostać ocenione przez Portugalską Federację Piłkarską i powinienem zostać przez nią ukarany. Uważam, iż kara nie powinna być łagodniejsza. Nie jestem zwykłym zawodnikiem. Jestem kapitanem drużyny i to jest okoliczność obciążająca. Już przeprosiłem, ale wiem, iż czyny muszą mieć konsekwencje. Każdy człowiek futbolu, tak jak ja, wie, iż niezależnie od pozycji jednostki zasady są takie same dla wszystkich.
W tym kontekście wiele słyszałem o meczach pożegnalnych, o tym, iż potrzebuję godnego pożegnania i iż Federacja chce dać mi taką możliwość.
W życiu nauczyłem się - często będąc głodnym i nie mając nic do jedzenia - iż nikt nikomu nie daje niczego za darmo. Mogę obiecać wszystkim moim kibicom, a oczywiście przede wszystkim całemu narodowi portugalskiemu, iż rozegramy jeden lub kilka meczów pożegnalnych. Na to przyjdzie jeszcze czas.
Ale kiedy myślę o reprezentacji, tak naprawdę myślę o rywalizacji. Tak samo myślałem w dniu, w którym dowiedziałem się o śmierci mojego ojca. Byłem wtedy na zgrupowaniu reprezentacji i postanowiłem zostać aż do zakończenia meczu następnego dnia. Dla kraju zrobiłem coś, czego nigdy nie zrobiłbym dla żadnego klubu.
Dlatego jeżeli będę w dobrej formie fizycznej, będę grał w swoim klubie i - mam nadzieję - strzelał gole, to po odbyciu kary będę dostępny, tak jak zawsze byłem, aby rywalizować i wygrywać z naszą reprezentacją narodową.
Uwierzcie mi, to jest cała prawda" - napisał Portugalczyk.
O ile jest gorąco pomiędzy Ronaldo a Jesusem, o tyle na wyniki kibice i szkoleniowiec nie mogą narzekać. Portugalczycy wygrali wszystkie cztery spotkania w Lidze Narodów.

1 tydzień temu
















