Miedwiediew nie wytrzymał. Dyskwalifikacja, Djoković w finale

3 godzin temu

Daniił Miedwiediew przez dużą część meczu z Novakiem Djokoviciem w Pekinie był sfrustrowany. Naśladował „umierającego” Serba, złościł się to na niego, to na sędziego, to na siebie, a poza tym – jakby nie było – to przegrywał. I pod koniec spotkania, gdy był o gema od porażki, w frustracji uderzył piłeczką w trybuny. Trafił fana, a w efekcie sam wyleciał z kortu.

Daniił Miedwiediew z dyskwalifikacją. Trafił w fana

Miedwiediew nie od dziś znany jest z tego, iż na korcie ma swoje – łagodnie rzecz ujmując – odpały.

Regularnie jest u niego dużo frustracji, okrzyków, wulgaryzmów, czasem w stronę fanów, czasem w stronę rywala, sędziego, a choćby własnego teamu. Jest to przy tym tenisista o talencie wielkim – choć przy technice wyglądającej paskudnie, nie ukrywajmy – były numer jeden światowego rankingu, wielokrotny finalista i jednokrotny mistrz wielkoszlemowy. Niemniej: często nerwy biorą u niego górę nad talentem.

No i tym razem tak właśnie było.

W Pekinie grał o finał w starciu z Novakiem Djokoviciem. Serb niespodziewanie w stolicy Chin odżył, bo w ćwierćfinale po zaciętym boju pokonał Alexandra Zvereva, a i ostatnie wyniki, i zdjęcia czy nagrania z treningów kazały wątpić w to, czy wielki mistrz będzie w formie na to, by walczyć o trofea. Wyszło, iż w Pekinie może być. Stało jednak przed nim kolejne spore wyzwanie, bo od razu po wygranej nad Niemcem natknął się na Miedwiediewa właśnie.

Grał jednak z Rosjaninem naprawdę dobrze. Pierwszego seta wziął w końcówce, przełamując Daniiła i wygrywając 7:5. W drugim break przyszedł szybciej, Nole prowadził już 5:3 i serwował na mecz. Po drodze było nieco kontrowersji i napięć. Djoković regularnie przekraczał – czasem minimalnie, czasem bardziej – czas wyznaczony na serwis, często też po punktach ciężko oddychał i zbierał się powoli do kolejnej wymiany. Daniił naśladował jego zachowania, odgrywając swego rodzaju pantomimę. Generalnie sporo było frustracji, ale też dużo dobrego tenisa. Ostatecznie lepiej w tym drugim przypadku prezentował się Djoković.

Nie dowiemy się jednak, czy domknąłby ten mecz… bo nie musiał. W dziesiątym gemie drugiego seta Daniił backhandem odbił bowiem – już po wymianie – piłkę w stronę trybun. Frustracja, ale i głupota, bo trybuny były w zasadzie pełne. Łatwo było kogoś trafić i dokładnie tak się ta sytuacja potoczyła.

MEDVEDEV YOU EVIL BUM HIS ANTICS TODAY HAVE BEEN CRAZY https://t.co/5YMyYgndHW

— kim (@kimdfwu_) October 5, 2026

A skoro trafił, to nie było wyjścia – trzeba było chłopa zdyskwalifikować. Miedwiediew więc sam przekreślił sobie szanse na to, by jeszcze spróbować Novaka przełamać i powalczyć w tym meczu.

Djoković w finale. Walka o przedłużenie serii

Djoković awansował do finału, ale mógł też przypomnieć sobie mniej miłe chwile ze swojej kariery – w 2020 roku na US Open to on wyleciał przecież z takiego samego powodu, gdy piłką trafił w sędzię liniową (a była to covidowa edycja, bez fanów). Teraz jednak całe to wydarzenie przyniosło jemu właśnie awans. W efekcie w Pekinie Serb zagra w swoim 145. finale na poziomie głównego touru. Do tej pory wygrał 101 z nich, ostatni – w listopadzie ubiegłego roku w Atenach.

Potencjalna wygrana w Pekinie może być o tyle znacząca, iż Djoković wygrywa co najmniej jeden turniej w sezonie… od 2006 roku! W 2026 jeszcze nie ma takiego na swoim koncie. W stolicy Chin ostatnią przeszkodą na jego drodze będzie Alex De Minaur i choć to tenisista słabszy od Zvereva czy Miedwiediewa, to może okazać się gorszy dla Djokovicia – dziś z Hubertem Hurkaczem pokazał bowiem, iż trzeba niezwykle się wysilić, by zdobyć przeciwko niemu punkt, doskonale się bronił.

A przeciąganie wymian, utrudnianie życia i sprawianie, by się męczył, to strategia, która w tym momencie jego kariery na Serba działa najlepiej – to znaczy: najlepiej dla jego rywali.

Przekonamy się więc jutro, czy Nole sięgnie po tytuł numer 102.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

De Minaur nie do przebicia. Hurkacz skreczował w Pekinie
Zwroty akcji, pościgi, tylko wybuchów zabrakło. Iga Świątek przetrwała w Pekinie
Pogłoski o śmierci jednoręcznego backhandu. Czy są przesadzone?

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału