Już 15 marca w Warszawie odbędzie się druga edycja zawodów BeMore5K na szybkiej, pięciokilometrowej trasie ulicami Bemowa. Jednym z gości specjalnych wydarzenia będzie Michał Bartoszak, który od ponad trzech dekad dzierży rekord kraju na dystansie 5 km. W krótkiej rozmowie zapytaliśmy m.in. o to, którzy z polskich biegaczy mają predyspozycje, aby wymazać jego wynik ze szczytu tabel.
Na początek wróćmy do wydarzeń z 7 marca 1993 roku. W Los Angeles ustanowił Pan wtedy rekord Polski na 5 km – 13:39. Minęły już 33 lata, a wynik wciąż pozostaje nieosiągalny dla kolejnych pokoleń biegaczy. Pamiętam Pan tamten bieg?
Pamiętam bardzo dokładnie. To był bieg w downtown Los Angeles, dobra trasa i bardzo mocna obsada. Dwa lata wcześniej, w 1991 roku, w Chicago podczas 5K Rogaine pobiegłem 13:40. Minimalnie przegrałem wtedy z Frankiem O’Mara. Tamte zawody były ogromnym wydarzeniem, były bardziej prestiżowe niż maraton, który wtedy miał rangę imprezy towarzyszącej. Brytyjka Liz McColgan wygrała w znakomitej stawce z wynikiem 14:57, startowała m.in. amerykańska wicemistrzyni świata w przełajach. Organizatorem biegu był Carey Pinkowski, dziś szef maratonu w Chicago.
Ten pierwszy wyjazd finansowałem sam, do Los Angeles poleciałem już na zaproszenie. W Kalifornii nabiegałem 13:39, ale minimalnie lepszy był Philemon Hanneck, uznawany wówczas w USA za najlepszego ulicznego biegacza świata. W tamtym czasie był moim „prześladowcą”, startował praktycznie wszędzie tam, gdzie ja. Biegał bez kalkulacji, od startu swoim tempem, nie oglądał się na nikogo. Rywalizowałem też z Markiem Davisem, bardzo mocnym Amerykaninem, specjalistą od przeszkód i 5 km. Wtedy go zgrzałem, choć kilka lat później w Carlsbad (w 1996 roku – przyp. red) ustanowił rekord USA na 5 km – 13:24. To pokazuje, w jakiej stawce się wtedy biegało.

Dlaczego Pana rekord trwa ponad trzy dekady?
Uważam, iż 13:39 nie powinno być barierą nie do przejścia. Na świecie takie wyniki są standardem. W Polsce problemem nie jest brak talentów. Tych mamy tyle samo co inni. Różnica tkwi w systemie szkolenia, mentalności i powszechności biegania. Im więcej młodych ludzi trenuje, tym większa szansa, iż ktoś wybitny się przebije. Dziś styl życia bardzo się zmienił. Kiedy byłem dzieckiem, całe dnie spędzało się w ruchu. Teraz konkurencją dla sportu jest ekran. Sam mam trzech synów. Mieli warunki do aktywności, a i tak często wybierali inne zajęcia. Sport powszechny to fundament, który później przekłada się na sport wyczynowy.
Jakim był Pan zawodnikiem?
Trudnym do „rozpracowania”. Miałem bardzo dobrze przepracowaną wytrzymałość, a jednocześnie byłem milerem i biegaczem na 1500 metrów. jeżeli bieg był mocny, to mi pasowało. jeżeli wolniejszy, potrafiłem wygrać finiszem. Niezależnie od scenariusza miałem argumenty. Nikt nie miał na mnie klucza, żeby mnie zgrzać.
Czy taki miks szybkości i wytrzymałości to dziś przepis na rekord?
Tak. Myślę, iż to dziś widać u zawodników światowej klasy. Spójrzmy na Amerykanina Cole’a Hockera, mistrza olimpijskiego z Paryża na 1500 m. W ubiegłym roku zdobył złoto mistrzostw świata w Tokio, w tym sezonie pobiegł milę w 3:45, siódmy wynik w historii. To zawodnik o kosmicznej wytrzymałości i szybkości. W biegu na 5 km, jeżeli utrzyma się w tempie choćby 12:50, potrafi wszystkich ograć końcówką. Dziś świat idzie w kierunku zawodników kompletnych. Jak nie masz szybkości, to cię zgrzeją na finiszu. Jak nie masz wytrzymałości, to odpadniesz po trzech kilometrach. Hocker łączy oba elementy i dlatego jest tak groźny.
fot. Łukasz Szeląg/ PZLA
Kto w Polsce może realnie sięgnąć po Pana rekord?
Kamil Herzyk. 7:40 na 3000 metrów to wynik bardzo poważny. Ma świetne warunki fizyczne i trenuje pod okiem Bożeny Dziubińskiej-Motały. Uważam, iż prowadzi go rozsądnie. Systemów treningowych jest wiele, nie ze wszystkimi się zgadzam, ale w tym przypadku widzę spójność i rozwój. Trzeba jednak uczciwie mówić o realiach. Buty karbonowe zmieniły bieganie. Każde 100 metrów to około 0,3 sekundy zysku – 3 sekundy na kilometr, około 9 sekund na 3 km. Dlatego dla mnie moralnym rekordzistą Polski na tym dystansie pozostaje Bronisław Malinowski. jeżeli ktoś chce realnie przejąć pałeczkę, powinien pobiec wyraźnie szybciej, a nie tylko minimalnie poprawić czas.
A Maciej Megier? To też kandydat na rekordzistę Polski na 5 km?
Tak. Również jest bardzo ciekawą postacią, przede wszystkim jako przeszkodowiec. Ma mocną stadionową „dyszkę”, na tym dystansie poprawił rekord Malinowskiego w kategorii U23. Zrobił to w samotnym biegu. Pokazuje to, iż zarówno on, jak i Herzyk mają silny mental. Potrafią dominować w samotnych biegach. A samotne bieganie jest najtrudniejsze. jeżeli ktoś wygrywa w takich warunkach, to znaczy, iż w mocniejszej stawce może pobiec jeszcze szybciej.
Śledzi Pan rywalizację kobiet?
Bliżej mi do rywalizacji męskiej, ale zwróciłem uwagę na Elżbietę Glinkę, która regularnie poprawia rekord Polski na 10 km. Widać systematyczny progres, a to najważniejsze. Ona cały czas idzie do przodu. Trzeba pamiętać, iż tacy zawodnicy na fali potrafią przenosić góry. Bo wejść na jakiś poziom to jest trudno, natomiast jak zawodnik właśnie wskoczy na wysokie obroty, to zaczyna się obligować do takiego porządnego startowania. Nie wiem jaki jest jej wynik na piątkę, bo jednak między dychą a piątką jest duża różnica. 5 km jest bliższe 1500 m pod względem szybkości i charakteru wysiłku.

Zejdźmy teraz na poziom amatorski. Na starcie BeMore5K staną zarówno szybcy zawodnicy, jak i debiutanci. Czy może Pan dać jedną kluczową wskazówkę komuś, kto chce pobiec życiówkę na 5 km?
Piątka to arcytrudny dystans. Boli praktycznie od początku. Najgorsze, co można zrobić, to ruszyć na wariata. Jak przesadzisz, po trzech kilometrach zaczyna się golgota. Nogi stają, głowa siada i człowiek tylko walczy, żeby dobiec. Lepiej zacząć rozważniej, a jeżeli po 3 km zostaje rezerwa i wtedy można przyspieszyć. Gdy na mecie padamy z wyczerpania, to znaczy, iż wykorzystaliśmy możliwości optymalnie. jeżeli jednak końcówka zamienia się w walkę o przetrwanie, to znak, iż taktyka była zła.
Do startu BeMore5K zostały jeszcze 3 tygodnie. Jakie akcenty treningowe mają sens?
Warunek jest jeden, baza tlenowa musi być zrobiona. jeżeli ktoś ma solidnie przepracowany drugi i trzeci zakres, może wejść w mocniejsze akcenty. Dla mnie kluczowym treningiem do piątki było 5 × 1 km. Biegałem w tempie 2:35–2:40/km z czterominutową przerwą. Dziś zawodnicy skracają przerwy do dwóch minut, a choćby do minuty. Z perspektywy czasu trochę żałuję, iż sam nie spróbowałem takiego treningu. Znam biegacza, który robił tysiączki na dwuminutowej przerwie. Dla mnie to było niewiarygodne. Organizm potrafi się zaadaptować, ale to proces wieloletni. Można „podkręcić silnik”, tylko pytanie, jak długo wytrzyma. Tego nie buduje się w rok czy dwa. To lata konsekwentnej pracy.
Zobaczymy Pana 15 marca na BeMore5K w Warszawie?
Tak, chętnie pojawię się na Bemowie. To dobra okazja, by spotkać środowisko biegowe i zobaczyć, czy ktoś wykona kolejny krok w stronę naprawdę szybkiego biegania.
Dziękuję za rozmowę.
Marcin Dulnik

3 godzin temu



![BRZESKO. Łukasz Kornaś, Grzegorz Pawełek, Grzegorz Cisak z Brzeskiej Grupy Turystycznej „Łaziorki” zdobyli Kilimandżaro [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/02/n-2.jpg)


