Latem 1989 roku włodarze Chicago Bulls postanowili zwolnić ze stanowiska trenera Douga Collinsa, który pierwszy raz od 14 lat doprowadził Byki do finałów Konferencji Wschodniej NBA. Jerry Reinsdorf i Jerry Krause postawili wszystko na jedną kartę. Wybrali na nowego szkoleniowca Bulls Phila Jacksona, który zyskał szacunek Michaela Jordana, o czym napisał Johnny Smith w książce „Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną”. Publikujemy interesujący fragment tej książki.
„Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną”: https://bit.ly/probasket-jumpman
Fragment:
Gdy w 1989 roku Jerry Krause przedstawił reporterom nowego głównego trenera Chicago Bulls, Phil Jackson – człowiek, który dawniej opisał samego siebie jako „długowłosego, jarającego zioło hipisa” – zupełnie nie przypominał zarośniętego buntownika, niegdyś kwestionującego znaczenie koszykówki. Od czasów burzliwego okresu na przełomie lat 60. i 70. 43-letni trener zamienił dżinsowe ogrodniczki i kraciaste flanelowe koszule na dobrze skrojone garnitury firmy Bigsby & Kruthers – jednej z najznamienitszych w swoim fachu w Chicago. Przebył sporą drogę z małych miasteczek Wielkich Równin, które odwiedzał jako syn wędrownych pastorów Kościoła zielonoświątkowego, podróżujących po wiejskich terenach Montany i Dakoty Północnej. Gdy w 1967 roku skrzydłowy Knicks przybył do Nowego Jorku, rozpoczął nową podróż. Rozważał swoją przyszłość na parkietach koszykarskich, ale myślał także o kapłaństwie. W okresie wojny w Wietnamie Jacksona pochłonęła jednak kontrkultura. Buntował się przeciwko niemal wszystkiemu, czego nauczali jego rodzice. W poszukiwaniu własnej toż samości przemierzał kraj w ramach trwających choćby miesiąc wypraw motocyklowych, zgłębiał psychologię, buddyzm, filozofię rdzennych mieszkańców Ameryki, dołączał do pokojowych demonstracji i nawiązywał przyjaźnie w zalesionych okolicach Woodstocku. Podobnie jak wielu innych młodych Amerykanów, poszukujących alternatywnego podejścia do świata, który uznawali za zanieczyszczony i zepsuty, pragnął odnaleźć dla siebie schronienie, eksperymentował z technikami medytacji i substancjami psychoaktywnymi, miał też „przeróżne przygody seksualne”. O wszystkim tym rozpisywał się w swoich wydanych w 1975 roku kontrowersyjnych wspomnieniach zatytułowanych Maverick (Niezależny).
Książka ta położyła się długim cieniem na jego karierze trenerskiej. Przez lata Jackson uważał, iż jego niekonwencjonalny wizerunek – zrodzony z własnych przekonań i chęci dążenia do autonomii – stanowił przeszkodę w znalezieniu pracy w charakterze głównego coacha w NBA. Żałował jej napisania, bo historie w niej zawarte zraniły wiele osób z jego otoczenia. Jego druga żona, June, gardziła nią, bo w jej odczuciu nie oddawała tego, jakim człowiekiem stał się jej mąż. W 1989 roku temat tego wydawnictwa podjął reporter „Chicago Sun-Times”. – Wolałbym nie rozmawiać o tej książce – stwierdził Jackson, po czym zaczął jednak o niej mówić. – Lubiłem ją. To nietypowa pozycja. Schlebia mi to, iż są ludzie, którym podoba się to, co przedstawia. jeżeli zaś chodzi o aspekt prywatny, nie jestem specjalnie zadowolony z tego, co w niej ujawniłem. Może byłem zbyt wylewny, ale w wieku 29 lat byłem niezwykle otwarty.
W pewnym okresie Jackson w zasadzie odpuścił już temat trenowania drużyn NBA. Po 11 latach w Knicks rozpoczął pracę jako grający asystent Kevina Loughery’ego. Przez trzy lata był członkiem jego sztabu, a następnie na rok zupełnie porzucił koszykówkę. Później wrócił na jeden sezon jako ekspert komentujący mecze Nets. Porzucił media, by objąć posadę głównego szkoleniowca Albany Patroons w Continental Basketball Association (CBA), mniejszej lidze, w której młodzi zawodowi koszykarze prezentowali swój talent w nadziei, iż odkryje ich ktoś z NBA. W 1984 roku poprowadził tę drużynę do mistrzostwa CBA, a w kolejnych rozgrywkach został wybrany trenerem roku. Jego trenerski bilans zrobił wrażenie na Jerrym Krausie. Przeczesując każdy zakątek kraju w poszukiwaniu przeoczonych przez innych talentów, zwrócił się do Jacksona z prośbą o raport na temat graczy CBA. niedługo zaczął regularnie kontaktować się z nim, stając się jedynym łącznikiem Jacksona z NBA.
Krause nie przejmował się reputacją swego współpracownika. Dla niego liczyło się to, iż zna on ten sport i fach trenerski, jest dociekliwy i dobrze rozumie się z zawodnikami. Przekonany, iż Jackson może pomóc Bulls, Krause usiłował namówić trenera Stana Albecka, by zatrudnił go jako asystenta, ale gdy ten po jawił się na rozmowie o pracę w klapkach, chinosach i słomkowym kapeluszu z piórkiem – na co wpływ miała niewątpliwie jego letnia trenerska fucha w Portoryko – szkoleniowiec Byków uznał, iż nie będą do siebie pasowali. – Stan trochę się bał Phila – mówił Krause. – Phil nosił długą brodę. Był typem intelektualisty, aktywistą. Pewnie Stan pomyślał, iż to rewolucjonista.
Po powrocie na dwa kolejne sezony do CBA Jackson stracił zapał do pracy w swoim klubie, który stał się tymczasową przechowalnią dla graczy marzących o lepszym kontrakcie w NBA lub w Europie. Czuł się źle opłacany i niedoceniany, więc w 1987 roku odszedł, nie mając w perspektywie żadnej pewnej fuchy.
Harówka w CBA nie należała do intratnych zajęć, a wątpił, by NBA kiedykolwiek się o niego upomniała. Ojciec piątki dzieci rozważał więc całkowicie inną ścieżkę życiową. Zaczął czytać poradnik dla osób poszukujących pracy Jakiego koloru jest twój spadochron?*. Znajdujący się w niej test wskazał mu, iż najodpowiedniejsze dla niego zawody to: gospodarz domu, przewodnik, doradca i prawnik.
Bez koszykówki trudno mu było odnaleźć cel w życiu i utrzymać rodzinę. W obliczu trudnej sytuacji postanowił zarejestrować się jako bezrobotny. Pewnego wrześniowego dnia, gdy czekał na zasiłek, zadzwonił telefon. Po drugiej stronie odezwał się Jerry Krause, który spytał, czy wciąż byłby zainteresowany pracą w charakterze asystenta trenera Bulls. W międzyczasie Albecka zastąpił Doug Collins, który zgodził się, iż Jackson powinien przyjść na rozmowę. Zanim ten poleciał do Chicago, menedżer powiedział mu, żeby się ogolił i włożył najlepszy garnitur. Zasugerował także, by miał na palcach swoje dwa pierścienie mistrzowskie z czasów gry w Knicks – symbole tego, iż wie, jak wygrywać. Ten pomysł był jednak dla Jacksona nieco niekomfortowy. Przeczył jego naturalnej skromności, ale mimo wszystko pojawił się na spotkaniu elegancko ubrany, z ładnie przystrzyżonymi wąsami i biżuterią triumfatora. Dostał tę pracę. „Przyszedł czas, żeby się dostosować”, mówił później.
Pojawił się w Chicago w momencie kluczowym dla tej organizacji. Kilka miesięcy wcześniej Krause wybrał w drafcie Scottiego Pippena i Horace’a Granta. W trakcie kolejnych trzech sezonów, gdy Pippen i Grant stali się kluczowymi graczami zespołu, z coraz większą niechęcią podchodzili do tego, jak byli traktowani przez Collinsa w porównaniu z tym, jak ten odnosił się do Jordana. Trener grasował tuż przy linii bocznej z poluzowanym krawatem, pocił się tak obficie jak zawodnicy i beształ ich za rzekome nieudacznictwo. „Wpadał w przerwie do szatni – wspominał Pippen – i wyglądał, jakby rozegrał całą pierwszą połowę. Zdejmował marynarkę. Był cały mokry. Wrzeszczał na wszystkich… poza Michaelem”. Według Pippena problem polegał na tym, iż Collins zachowywał się raczej jak największy fan Jordana, a nie jego szkoleniowiec.
Obserwując go, Krause uznał, iż niektórzy zawodnicy tracą pewność siebie pod wpływem częstych wybuchów trenera. Dostrzegał to także właściciel klubu, Jerry Reinsdorf. Choć w trzecim sezonie pod wodzą Collinsa Bulls dotarli do finałów Konferencji Wschodniej, Reinsdorf uważał, iż zespół się rozpada. Gracze narzekali, iż coach ściąga ich z boiska za najmniejsze błędy. Stał się niezwykle krytyczny wobec całego swojego otoczenia, w tym własnych asystentów. W pewnym momencie przestał rozmawiać z Jacksonem, bojąc się, iż ten czyha na jego posadę. Podobno przestrzegał go, żeby nie spiskował przeciwko niemu. Innym razem wyrzucił z treningu Texa Wintera, relegując go do roli biernego obserwatora. Jak pisał Sam Smith z „Chicago Tribune”, „Reinsdorf widział zdeterminowanego, ale niepewnego siebie Collinsa, który desperacko poszukuje sukcesu i szaleńczo broni się przed porażką. Zauważył, iż jego trener nie sypia i nie jada, a do tego załamuje się w swoim gabinecie pod presją swojej posady”. Prezes uznał, iż ten brak pewności siebie oraz zbyt duże uzależnienie się od Jordana doprowadzą do całkowitego upadku drużyny.
Martwiło go coś jeszcze. W swoich notatkach napisał o Collinsie: „Chce być jak Mike Ditka”. Ów trener futbolu – narwany, egoistyczny tyran – po tym, jak doprowadził Chicago Bears do Super Bowl w 1986 roku, stał się jedną z najpopularniejszych postaci w mieście i zaczął się pojawiać w licznych reklamach w lokalnych stacjach telewizyjnych. Zrobiło to spore wrażenie na Collinsie, który, jak uznał Reinsdorf, „zamierzał pójść tą samą drogą”. Podobnie jak trener Bears zaczął wdawać się w coraz zacieklejsze spory z zarządem, kłócił się z Krause’em na temat strategii, personelu oraz obecności generalnego menedżera na treningach.
Dwóch Jerrych, jak ich nazywano w Chicago, miało już dość Collinsa. Gdy Reinsdorf zadzwonił do Michaela Jordana, by po informować go o zmianie na stanowisku trenera, ten się roześmiał. To nie do pomyślenia, żeby Collins został zwolniony po tym, jak Bulls dotarli do finałów konferencji pierwszy raz od 14 lat. „Nie masz jaj, żeby to zrobić”, odparł Jordan i się rozłączył.
6 lipca 1989 roku, powołując się na „różnice nie do pogodzenia”, Reinsdorf oznajmił Collinsowi, iż musi opuścić swój gabinet. Zwolnienie popularnego trenera wywołało szok wśród fanów drużyny. Collins stał się w pewnym sensie symbolem Madhouse on Madison. Aura szaleńca, która go otaczała, nakręcała kibiców podczas meczów. Wściekli mieszkańcy Chicago w listach do miejscowych gazet i władz Bulls nie przebierali w słowach, obwiniając o wszystko Krause’a, choć to on przecież nakłaniał Reinsdorfa, by zatrudnił Collinsa. „Solidnie mi się do stało – wspominał menedżer. – Czułem się tak, jakbym zabił samego Chrystusa”.
W lokalnych audycjach sportowych natychmiast zaczęły krążyć plotki, iż to Jordan zmusił zarząd do zwolnienia Collinsa, ale gwiazdor Bulls stanowczo temu zaprzeczał. Choć czasami dochodziło między nimi do spięć, to nie on stał za decyzją Reinsdorfa. Mimo wszystko niektórzy koledzy z drużyny spekulowali na temat roli Jordana w całej tej sytuacji. „Michael odgrywa znaczącą rolę we wszystkim, co dzieje się w tej organizacji – mówił Horace Grant – więc kto wie?”.
Reinsdorf i Krause zgadzali się co do tego, iż istnieje tylko jeden poważny kandydat na następcę Collinsa: Phil Jackson. Doceniali to, jak komunikował się z graczami. Traktował ich z godnością, w każdym widział jednostkę z różnymi potrzebami oraz mocnymi i słabymi stronami. W porównaniu do Collinsa był też bardziej opanowany przy linii bocznej. Emanował spokojem, co przypominało Jordanowi Deana Smitha. „Phil rzadko podnosi głos”, mówił koszykarz. Słuchał z uwagą, ważył słowa i szukał okazji, by rzucać wyzwania swoim graczom. W poprzednim sezonie, gdy był jeszcze asystentem, udzielił Jordanowi rady na temat tego, w jaki sposób mógłby efektywniej pomagać zespołowi. Lider drużyny szanował to, iż Jackson zwrócił się z tym bezpośrednio do niego, na co – ze względu na status gwiazdy – niewielu by się odważyło. – Wielu trenerów bało się ze mną rozmawiać – mówił. – Obawiali się, iż to zniszczy relacje między nami.
Jordan dostrzegał w Jacksonie cechy, które pozwalały mu być znakomitym trenerem. Widział je także Jerry Reinsdorf. Zanim właściciel Bulls zatrudnił go, skontaktował się z jednym z jego dawnych kolegów z drużyny New York Knicks, a wówczas senatorem, Billem Bradleyem. Jako mieszkaniec Brooklynu w młodości Reinsdorf podziwiał tego koszykarza i Knicks. Gdy w 1985 roku kupił Bulls, powiedział: New York Knicks ery Reda Holzmana pokazywali, jak należy grać w koszykówkę. To była całkowicie niesamolubna gra. Tak też będzie w Chicago Bulls. Gdy zadzwonił do Bradleya, chciał się dowiedzieć, czy Jackson podziela trenerską filozofię Holzmana. Czy będzie w stanie pracować z kimś o tak dominującej osobowości jak Jordan? Jego rozmówca odparł, iż Jackson „myśli pod kątem grupy, ale zawsze dostrzega jednostki. Nie będzie sierżantem na musztrze, usiłującym skroić wszystkich pod ten sam wzór. Naprawdę docenia i szanuje indywidualności”.
Umiejętność godzenia wolności jednostki z działaniem kolektywu czyniła z Jacksona idealnego trenera dla Michaela Jordana. To wyjątkowe podejście miało korzenie w jego wewnętrznej podróży, wieloletnim poszukiwaniu spełnienia na parkiecie i poza nim. Gdy został trenerem Bulls, ukształtował kulturę drużyny na podstawie trzech filozoficznych filarów, którymi kierował się przez większość swojego dorosłego życia: chrześcijaństwa, buddyzmu zen i nauk plemienia Lakotów. W kolejnych latach stworzył na bazie tych często odległych od siebie inspiracji swoją trenerską myśl, stając się kimś na wzór filozofa New Age, koszykarskim guru łączącym wartości drużynowego współzawodnictwa ze swoim własnym duchowym kodeksem. Odyseja Jacksona była jednak w równym stopniu zakorzeniona w głębokiej potrzebie zwyciężania, jak w spirytualizmie. I to właśnie ta żądza rywalizacji przyniosła mu szacunek Jordana.
* R.N. Bolles, Jakiego koloru jest twój spadochron? Praktyczny poradnik dla szukających pracy i zmieniających zawód, tłum. A. Sawicz, Warszawa 2011.
O książce:
Stany Zjednoczone za prezydentury Ronalda Reagana potrzebowały atlety, który wykroczy daleko poza sport. W 1984 roku znalazły go w postaci Michaela Jordana, złotego medalisty olimpijskiego z Los Angeles i gwiazdora Chicago Bulls.
Johnny Smith, profesor i badacz historii sportu XX wieku, przebył z głównym bohaterem długą drogę od jego pojedynków z bratem Larrym na boisku znajdującym się na tyłach rodzinnego domu w Wilmington do przełomowego momentu w karierze „Jego Powietrzności”, czyli sięgnięcia z Bykami po upragnione mistrzostwo NBA w 1991 roku.
Autor pokazuje, w jaki sposób MJ wykrzesał maksimum możliwości ze swojego potencjału sportowego i marketingowego, stając się ulubieńcem Ameryki – mnóstwo ludzi chciało „być jak Mike” – i dzięki wysokim lotom nad obręczą oraz marce Air Jordan jak został najsłynniejszym sportowcem świata ostatniej dekady XX wieku.
Z jakim etosem Jordana identyfikował się prezydent USA Ronald Reagan? Kim był lider Chicago Bulls dla Baracka Obamy? Dlaczego Orlando Woolridge zasugerował, by firma Nike zmieniła nazwę na „Mikey”? Kto tak naprawdę nauczył Michaela, jak wygrywać? Który model butów Air Jordan nosił Will Smith? Z jakiego powodu Jordan nie pojawił się w Białym Domu za kadencji George’a H.W. Busha? Na czym polega paradoks życia Michaela Jordana? I jako który grecki bóg jawi się Jordan w dokumencie ESPN Ostatni taniec?
Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną to książka o narodzinach mitu człowieka, który stał się synonimem zwycięstwa amerykańskiego snu na różnych polach i scementował swoją legendę.
Książkę znajdziecie na: https://bit.ly/probasket-jumpman


2 dni temu













