„Miałem plan.” Iwo Baraniewski wrócił do niedoszłego pojedynku z Guskovem

2 miesięcy temu


Iwo Baraniewski wrócił ostatnio myślami do niedoszłego wielkiego pojedynku z Bogdanem Guskovem. Polak wiedział, co chce zrobić.

Iwo Baraniewski aktualnie szykuje się do kolejnego występu pod szyldem UFC. Polak powróci bowiem do oktagonu już 6 czerwca, kiedy to w Meta Apex, w Las Vegas skrzyżuje rękawice z Billym Elekaną. Do pojedynku dojdzie przy okazji gali UFC Fight Night: Muhammad vs. Bonfim, która zapowiada się jako naprawdę interesujące wydarzenie.

Co ciekawe, przez moment wydawało się, iż Baraniewski wróci do klatki jeszcze szybciej. Otóż niedawno pojawiła się opcja zawalczenia jeszcze w maju, na gali UFC 328, gdzie miałby zastąpić kontuzjowanego Jana Błachowicza i samemu zmierzyć się z Bogdanem Guskovem. Jak pokazał czas, sam zawodnik bez wahania zaakceptował propozycję, jednakże finalnie do zestawienia nie doszło, ponieważ Guskov nie zdecydował się na taki pojedynek, mając świadomość ryzyka, jakie wiązałoby się z walką z niebezpiecznym i rozpędzonym Polakiem.

Dziś głos na temat tego niedoszłego zestawienia zabrał sam Iwo. Były zawodnik Babilonu odpowiedział na pytanie jednego z widzów konkretnie dotyczące potencjalnego planu na Uzbeka:

Miałbym na to jakiś plan. Wiesz co, nie będę tutaj zdradzał, co miałoby być, a czego miałoby nie być, bo może w przyszłości jeszcze kiedyś się przetniemy.

– mówił „Rudy”.

Co ciekawe, w opublikowany przez niego Q&A nasz rodak odpowiedział również na pytanie dotyczące liczby pozostałych występów w tym roku. Okazuje się, iż celuje on w aktywność i chce stoczyć jeszcze jedną walkę – oprócz tej z Elekaną – pod koniec roku, co oznaczałoby dla niego bardzo intensywny rok 2026.

Jakby zdrowie pozwoliło i wszystko wyszło zgodnie z planem, no to chciałbym zrobić dwie, czyli tą, którą mam teraz zaplanowaną no i gdzieś pod koniec roku fajnie by było stoczyć kolejną.

– oznajmił Iwo Baraniewski na swoim kanale w serwisie YouTube.

ZOBACZ TAKŻE: Polka niebezpiecznie znokautowana w USA. Nie brakuje kontrowersji

Fenomen UFC

Dotychczasowy przebieg jego kariery za oceanem pokazuje, iż Iwo nie rzuca słów na wiatr. W marcu zameldował się on w Londynie, gdzie stoczył swoją drugą walkę dla UFC. Jego rywalem był wówczas Austen Lane, a pojedynek zakończył się wygraną Polaka w imponującym stylu. Baraniewski zdominował przeciwnika, prezentując siłę, dynamikę i pewność siebie, które od początku jego przygody z największą organizacją MMA na świecie przyciągają uwagę kibiców.

Oczywiście jeszcze większym echem odbił się jednak jego debiut z grudnia ubiegłego roku, kiedy to zmierzył się z Ibo Aslanem. Choć ich starcie nie trwało długo, to było niezwykle intensywne i brutalne, a wielu fanów do dziś wspomina je jako jedną z najbardziej elektryzujących krótkich wojen w historii organizacji. Tempo, wymiany ciosów i brak kalkulacji sprawiły, iż nazwisko Baraniewskiego bardzo gwałtownie zaczęło pojawiać się w coraz poważniejszych dyskusjach dotyczących przyszłości nie tylko kategorii półciężkiej, ale i całej organizacji.

Samo UFC jest zresztą zachwycone Polakiem, wynosząc jego występ w pojedynku z Turkiem na piedestał.

ZOBACZ TAKŻE: Pudzian boi się walki z freak fighterem. Zaproponował inne zasady

Nowy Jan Błachowicz?

Naturalną konsekwencją tak dynamicznego wejścia do UFC są porównania do największej męskiej postaci polskiego MMA. Oczywiście w przypadku Baraniewskiego pada nazwisko wspomnianego już Jana Błachowicza.

Trudno się temu dziwić, ponieważ obaj rywalizują w tej samej kategorii wagowej, dysponują potężnym uderzeniem i w podobnym stylu budują swoją pozycję w organizacji. choćby kwestie czysto wizualne, jak charakterystyczny kolor włosów, sprawiają, iż kibice chętnie porównują ich ze sobą.

Sam Baraniewski podchodzi do tego z entuzjazmem, doceniając fakt, iż jego nazwisko pojawia się w takim kontekście. Jednocześnie jasno podkreśla, iż nie zamierza kopiować ścieżki swojego bardziej utytułowanego rodaka. Naturalnie, darzy go ogromnym szacunkiem, ale chce iść własną drogą i pisać własną historię w oktagonie.

ZOBACZ TAKŻE: „Wybaczcie, iż zawiodłem”. Robert Bryczek skomentował porażkę na UFC w Perth

Wszystko wskazuje na to, iż najbliższe miesiące mogą być dla Iwo Baraniewskiego kluczowe. jeżeli podtrzyma dotychczasowe tempo i formę, bardzo gwałtownie może stać się jednym z najgorętszych nazwisk w swojej dywizji. Czerwcowy pojedynek będzie kolejnym krokiem w tym kierunku, a patrząc na jego ambicje i podejście, można odnieść wrażenie, iż to dopiero początek większej historii tego jeszcze młodego zawodnika.

Idź do oryginalnego materiału